,,New Life" - Prolog
-Synku, zejdź na dół! - w całym domu rozbrzmiał krzyk kobiety, siedzącej w salonie na białej skórzanej kanapie. Cały pokój utrzymany był w kolorystyce biało-niebieskiej z białymi meblami i niebieskimi ścianami. W wystroju widać był kobiecą rękę. Meble modne i idealnie kontrastujące z kolorem ścian.
Po chwili do pomieszczenia wszedł młody chłopak o brązowych włosach, dużych oczach o tej samej barwie, pełnych ustach i szczupłej budowie ciała. Ubrany w ciemne rurki i przydługa białą koszulkę z nadrukiem czaszki. Spojrzał na matkę, która wbijała lekko rozkojarzony wzrok w stolik przed nią i nerwowo bawiła się dłońmi. Odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę.
-Wołałaś mnie - przypomniał niepotrzebnie.
-Tak, tak. Siadaj, mam ci coś ważnego do powiedzenia.
Byungjoo usiadł na fotelu i z powrotem przeniósł wzrok na kobietę.
-Słucham.
-Chciałam ci powiedzieć, że zaręczyłam się i za dwa tygodnie biorę ślub... - powiedziała na jednym wydechu, wyciągając przed siebie rękę z obrączką zaręczynową.
Chłopak już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim zdążył wypowiedzieć choćby jedno słowo, przerwała mu matka. - Zanim wybuchniesz i zaczniesz krzyczeć, powiem ci jedno" to poważny związek, naprawdę się zakochałam i....
Nie dał jej dokończyć.
-Mamo, teraz ja się ciebie o coś spytam. Dlaczego myślałaś, że będę zły?
Kobieta zamilkła, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-Ja... No.. ten... - plątała się. W końcu zrezygnowała i zapytała. - Czyli się cieszysz?
-Oczywiście! Skoro ty jesteś z nim szczęśliwa, to ja też - odpowiedział, wstał, podszedł do rodzicielki i uścisnął ją mocno. - Kocham cię mamo.
-Ja ciebie też synku - odpowiedziała, powstrzymując łzy szczęścia i wzruszenia.
Kim odsunął się od niej i uśmiechnął.
-To ja idę do pokoju - powiedział i już zmierzał w stronę drzwi do swojego pokoju, gdy zatrzymała go matka, łapiąc jego nadgarstek w swoja drobną dłoń.
-To jeszcze nie wszystko.
Byung zmarszczył brwi, ale posłusznie się zatrzymał i odwrócił.
-Jest coś jeszcze? - spytał, chcąc się upewnić. W tym momencie coś mu zaświtało w głowie i otworzył szerzej oczy. - Mamo chyba nie jesteś w ciąży, prawda?
-Nie, coś ty głuptasie - zaśmiała się. - Chodzi o to, że Jongil ma syna, jest rok starszy od ciebie.
-No, dobra, ma syna... I co z tego? - zapytał zdezorientowany, nie wiedząc o co chodzi. Nie obchodziło go, czy ten facet ma dziecko, dopóki dobrze traktował jego matkę, mógłby mieć ich nawet pięcioro i co mu do tego?
-Bo widzisz... Po ślubie zamieszkamy wszyscy razem, we czwórkę w większym domu...
-Czyli, że mamy się przeprowadzić?! - wybuchł nastolatek.
-Tak - krótka odpowiedź.
-Aha, no okej. Spoko. Mi to odpowiada. To nawet na moją korzyść... A gdzie się przeprowadzamy? Zostajemy w mieście? - spytał. modląc się o to, żeby jego rodzicielka zaprzeczyła.
-Nie. Przeprowadzamy się do Seulu - powiedziała, trochę zaskoczona. Myślała, że jej syn wybuchnie, a on przyjął to ze stoickim spokojem, a nawet lepiej: wygląda jakby się z tego cieszył.
-Spoko. To ja idę - powiedział i wyszedł, zostawiając zdziwioną matkę samą.
********************************************
Prolog krótki wiem, no ale co sie będę w nim rozpisywać? Pierwszy rozdział postaram się, żeby był dłuższy.
Niech nikogo nie dziwi zachowanie B-Joo, w dalszych częściach wszystko się wyjaśni.
Pewnie każdy już się domyśla kto będzie jego ''braciszkiem''?
Czekajcie na pierwszy rozdział, powinien pojawić się gdzieś tak za tydzień. ^.^
Edit: 20 listopada 2014r.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz