:)

:)

czwartek, 30 kwietnia 2015

"New Life" Rozdział 8

Hejka.
Udało mi się wbić na kompa. Pozwolenie tatusia musiało być oczywiście.
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ponieważ moi rodzice założyli hasło i nie mam jak wchodzić na komputer kiedy mi się zechce.
Ale obiecuję się postarać. :*
Zapraszam do czytania i komentowania.
Szczerze? Czasami mam wrażenie, że nikt tego nie czyta i zaczynam zastanawiać się, czy dalsze prowadzenie tego bloga ma jakikolwiek sens...

 *********************************************************************************


*********************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 8/?
Rodzaj: Slash, AU, Smut
Paring: HanJoo
Fandom: TOPP DOGG, SHINee, EXO
Ilość słów: 790
Raiting: +15
Ostrzeżenia: Raczej żadne



*B-JOO*
  Gdy Hansol oznajmił, że idą z Luhanem obudzić swoją ferajnę, odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem nawet przebywać w jego towarzystwie. Do tego nie wiem, co Luhan nagadał Hansolowi i na odwrót. Trochę się martwiłem, że Hansol się wkurzy i zacznie odgrywać się na mnie. Wychodząc z Hansolem Luhan odwrócił się do mnie i uniósł kciuk w górę. Najwyraźniej udało mu się coś wskórać. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością.
  Naprawdę byłem mu wdzięczny, że przynajmniej spróbował porozmawiać z Hansolem. Bałem się przyznać, że naprawdę przejmuję się tym, jakie starszy ma zdanie na mój temat, a jego słowa strasznie mnie ranią.
  Zastanawiało mnie tylko, kiedy on zamierza spełnić swoja groźbę o tych moich niby najgorszych dwóch dniach. Jeśli nawet wcieliłby ten swój niecny plan w życie, to i tak wątpię, żeby cos mu to dało. Ja już posiadam swój najgorszy dzień w życiu i nic go nie przebije. Dzień śmierci mojego ojca… Nigdy tego nie zapomnę…
  Dzisiaj rodzice powinni wrócić, więc już nie będzie miał okazji. Ale ogólnie to pewnie będą dopiero po południu. A jest dopiero 12. Nie ma to jak śniadanie o 12…. Mogłem z Luhanem nie siedzieć tyle przed komputerem, to na pewno wcześniej bym wstał.
  Zastanawia mnie też, skąd Hansol wiedział o tym, że Luhan jest u mnie. A może to właśnie on był w nocy w moim pokoju i to on przykrył mnie i Luhana kołdrą? Nie. Niby, po co miałby to robić? Chyba, że ze względu na Luhana, w końcu to jego przyjaciel, a ja byłem tylko, jako dodatek. Nawet świadomość, że Hansol się mną nie przejmuje cholernie mnie boli.
  Nagle rozdzwonił się telefon domowy. Na dźwięk dzwonka podskoczyłem wystraszony. Skoro Hansol zajęty był ogarnianiem swoich przyjaciół, to raczej nie odbierze. Podniosłem się z krzesła i podszedłem do urządzenia. Podniosłem słuchawkę, odbierając.
  -Słucham?
  -Dzień doby, nazywam się, Kim Tae Yeon, dzwonię ze szpitala.
  Zdziwiłem się. Po co mogą do nas dzwonić ze szpitala?
  -Dzień dobry. Czy coś się stało?
  -Czy pańscy rodzice to, Kim JI Eun i Kim Sung Min?
  -Tak… - miałem złe przeczucia.
  -Z przykrością pana informuję, iż mieli oni wypadek samochodowy i obecnie znajdują się pod naszą opieką.
  Słowa kobiety zupełnie jakby do mnie nie docierały. Wypadek?! Jaki wypadek? Co się stało? To jakiś głupi żart? Bo jeśli tak, to wcale nie śmieszny. W oczach zebrały mi się łzy. Co z mamą? Oby nie jej się nie stało… Boże, jeśli istniejesz, proszę nie pozwól by umarła. Pozwoliłem łzom płynąć po moich policzkach.
  -Wypadek? Jak to się stało? – wyszeptałem do słuchawki ledwo słyszalnie, więc nie wiem czy kobieta mnie usłyszała. – Co z nimi?
  -Mężczyźnie nic nie jest i wyjdzie z tego. Niestety w o wiele gorszym stanie jest kobieta.
  Po tych słowach rozpłakałem się jeszcze bardziej. Nie, mama musi przeżyć. Nie może mnie tak zostawić, po prostu nie może.
  -Niedługo tam będę. Dziękuję za informację.
   Ledwo to powiedziałem i rozłączyłem się. Zacisnąłem dłoń na słuchawce. Nogi się pode mną ugięły i upadłem na podłogę płacząc.
  Hansol, trzeba mu powiedzieć. W końcu jest tam też jego ojciec.
  Z trudem podniosłem się z posadzki i poszedłem, a raczej pobiegłem do salonu.
  Zatrzymałem się w wejściu ledwo unikając kolejnego spotkania z ziemią. Oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Nie przestawałem płakać. Nie mogłem ani powstrzymać łez, ani wykrztusić z siebie chociaż jedno słowo.
  -Co się…? – zaczął Hansol patrząc na mnie przerażonym wzrokiem.
  -Rodzice – powiedziałem jedynie, a nowa fala szlochu rozeszła się po moim ciele, uniemożliwiając dalsze mówienie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz