Nie jestem pewna czy to mi wyszło. Sami oceńcie. Zapraszam.
A i jeszcze jedno: pod koniec tego tygodnia pojawi się tu 6 rozdział "Obudź się...", a pod koniec następnego 7.
Niestety trochę kiepsko będzie z "New Life" z powodu mojej choroby. Nie mam jak pisać, bo głowa mnie boli, ale postaram się jak mogę coś napisać... =^.^=.
Gdyby ktoś nie kojarzył UNIQ:
A to moja kochana dwójka:
************************************************
Tytuł: "To naprawdę TY?"
Rodzaj: Fluff <3 p="">Długość: One Shot
Paring: Yibo x Seungyoun
Fandom: UNIQ
-Mamo, muszę? - spytał blondyn, patrząc błagalnie na rodzicielkę.
-Yibo, nie marudź - ofuknęła go kobieta.
-Ale ja nie chcę. Nie będę się zadawał z jakimś lamusem i to jeszcze z Korei! On pewnie nie umie nawet mówić po chińsku, więc jak ja mam się z nim dogadać?
-Za to ty bardzo dobrze mówisz po koreańsku.
-To co? I tak nie zamierzam tego pokazywać.
-Z tym też nie będzie żadnego problemu. Ten chłopak mieszkał kiedyś w Chinach, więc umie się porozumiewać po chińsku.
-Nie ustąpisz, prawda? - spytał w końcu zrezygnowany nastolatek.
-Nie, nie ustąpię. Już wszystko jest załatwione.
-Yhm... No dobra.
*Dwa tygodnie później*
-To on?
-Tak.
Yibo podszedł do lekko zdezorientowanego chłopaka i kłaniając się spytał:
-Ty jesteś Cho Seung Yeon?
Brązowowłosy spojrzał na niego niepewnie.
Przez chwilę gapił się na niego jak jakiś debil. Stwierdził wtedy, że nigdy nie widział ładniejszego chłopaka od tego przed nim. Dłuższe blond włosy lekko upodabniały go do dziewczyny. Delikatna twarz nadawała mu słodkiego wyrazu.
-Ej, żyjesz? - Yibo od jakiegoś czasu machał mu ręką przed twarzą, gdy nie dostał odpowiedzi na zadane pytanie.
Seungyeon potrząsnął głową karcąc się za swoje myśli. Przecież to jest chłopak, a nie dziewczyna, do cholery!
-C-co?
-Pytałem, czy nazywasz się Cho Seung Yeon? - odparł spokojnie Yibo. Wiedział, że wywarł na starszym niezłe wrażenie i nawet mu się to spodobało.
-T-tak. To ja.
-Jestem Wong Yibo. Chodź.
*Yibo *
Na początku byłem sceptycznie nastawiony na pomysł mamy, co do tego, żeby syn jej przyjaciółki z Korei do nas przyleciał na wakacje.
Znajomość moja z Seungyeonem opierała się wyłącznie na relacjach naszych matek. Byliśmy swoim totalnym przeciwieństwem.
On roztrzepany, ja rozsądny. On spóźnialski, ja punktualny. On miły, ja wredny. To on zachowywał się jak ten młodszy. Jedyna cecha, która nas łączyła to bałaganiarstwo. Ale i tak nie trudno domyślić się, że prawie non stop się kłóciliśmy. W ogóle nie mogliśmy dojść do porozumienia. Naszych relacji nie można było nawet nazwać koleżeństwem. My jedynie tolerowaliśmy wzajemnie swoją obecność. On nie wchodził mi w drogę, ja jemu też nie i wszyscy byli happy.
Coś zmieniło się dopiero po dwóch tygodniach naszego wspólnego mieszkania.
Pamiętam, że od zawsze interesowałem się muzyką. Szczególnie tańcem i rapem. Od dziecka uczyłem się tańczyć. Nawet dobrze mi to szło. Lubiłem to robić. Wtedy naprawdę czułem się sobą.
Tego dnia wcześniej wróciłem do domu, bo chłopakom nie chciało się już siedzieć. Wiedziałem, że rodziców nie ma w domu. Cicho weszłem, nie słysząc, żeby ktoś chodził po domu. Skierowałem się do mojego pokoju, przechodząc koło drzwi naszego gościa. Poszedłem i rzuciłem się na łóżko, ale po chwili z niego wstałem. Jakoś tak nagle zachciało mi się tańczyć. Wziąłem telefon i włączyłem moją ulubioną piosenkę, podgłaśniając ja do maximum.
Nie obchodziło mnie, czy ktoś przyjdzie i skaże mi ją wyłączyć. Zamknąłem na chwilę oczy i wczułem się w melodię. Chwilę później zacząłem tańczyć. Wlałem w tą czynność wszystkie moje uczucia, jakie nagromadziły się we mnie w ciągu dzisiejszego dnia.
Gdy skończyłem, stanąłem na środku pokoju, uśmiechając się szeroko sam do siebie. Nagle usłyszałem brawa. Odwróciłem się w stronę drzwi. W wejściu do mojego pokoju stał Seungyeon, klaszcząc i patrząc na mnie z podziwem wypisanym na twarzy.
-Wow! To było... mega! - powiedział.
Lekko się zarumieniłem. Nikt poza moimi rodzicami i nauczycielem nigdy nie widział jak tańczę, ani tym bardziej nie chwalił mnie. W tamtym momencie poczułem się doceniony. Fajne uczucie.
-Dzięki - odpowiedziałem na jego pochwałę.
-Umiesz coś jeszcze poza tańczeniem?
-Rapuję. Ale nie będę ci pokazywał. Może kiedy indziej
Kiwnął głową. Uśmiechnął się słodko. Spodobał mi się ten uśmiech. W ogóle zauważyłem, że on cały jest jakiś taki na swój sposób słodki. Kurwa, co ja gadam?! Przecież to jest chłopak! Chłopak, do cholery! Mi już chyba totalnie na mózg padło. Ale Seugyeon i tak jest jak słodki dzieciak.
-Ej, młody nie odpływaj - zaśmiał się.
-Nie jestem młody, staruchu jeden - odszczekałem się pd razu.
-Ja ci zaraz dam starucha! - powiedział. Domyśliłem się jego zamiarów i rzuciłem do ucieczki. Niestety potknąłem się o jakiś bliżej niezidetyfikowany przedmiot leżący na podłodze. No tak, w końcu to mój pokój. Więc wylądowałem na podłodze, boleśnie obijając sobie kolana i dłonie. Do tego jakiś ciężar upadł na moje biedne ciałko. Przewróciłem się twarzą do tego "ktosia", którym oczywiście był nie kto inny jak Seungyeon, który właśnie wygodnie sobie na mnie usiadł i ani myślał się stamtąd ruszać.
-Złaź ze mnie, ciężki jesteś - wyjęczałem.
-Nie, dopóki nie przeprosisz - sprzeciwił się.
-Phy... chciałbyś... Sam zacząłeś. Było trzeba nie nazwać mnie młodym. Jesteś tylko o rok starszy - odpowiedziałem mu.
-Dobra, masz rację - przeciągnął. - Ale nie zejdę. Jesteś taką wygodną podusią...
Popatrzyłem na niego morderczym wzrokiem. Spróbowałem go zrzucić, ale moje próby poszły na marne. Chłopak był ode mnie starszy i silniejszy. Znów na niego popatrzyłem, wydawało mi się, że jego twarz znajduje się bliże mojej. Zapatrzyłem się na jego usta. Wydawały się tak cholernie miękkie. Chciałbym dowiedzieć się, czy aby na pewno takie są.
Nagle zaczął dzwonić telefon. Seungyeon od razu zerwał się, wyciągając urządzenie z kieszeni spodni. Odebrał, przechodząc na koreański. Dalej nie wiedział, że umiem mówić w tym języku, więc także rozumiałem wszystko co mówił.
-Słucham? [...] Hej kochanie [...] Oczywiście kotku [...]
Słuchając jego rozmowy nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się dziwnie smutno. Zrozumiałem, że chyba się w mim zakochałem. A teraz okazało się, że on ma dziewczynę. Chłopak wyszedł z mojego pokoju, kontynuując rozmowę.
Przez dwa następne tygodnie obserwowałem go, chcąc się upewnić.
Doszedłem do wniosku, że wpadłem po uszy. Heh, piętnastolatek zakochany w szesnastolatku.
Po tym wydarzeniu doszliśmy do porozumienia, a nawet zakolegowaliśmy się. O przyjaźni nie ma co mówić, bo na to potrzeba czasu, ale przynajmniej już się nie żremy. Tak, nasze relacje zmieniły się na o wiele lepsze. Jako jedyny potrafiłem zapanować nad wybuchowym charakterem Seungyeona. Wystarczyła sama moja obecność, by starszy się uspokoił. Ja próbowałem zwrócić na siebie jego uwagę, ale nie udało mi się.
Wyjechał, wrócił do Korei.
Minęło dwa lata, a ja dalej pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj.
Posłuchałem rodziców, którzy namawiali mnie, żebym poszedł na przesłuchanie do wytwórni. Poszedłem i przeszedłem dalej. Ludzie byli zachwyceni talentem jaki posiadałem, szczególnie do tańca. Można by powiedzieć, że freestyle to mój żywioł.
I takim sposobem jestem w Seulu, w stolicy Korei Południowej, w jednej z najlepszych tam wytwórni. Popisałem się moimi umiejętnościami i udało mi się.
Mam zadebiutować w zespole z czterema innymi chłopakami. Dwóch z nich jest pochodzenia chińskiego, tak jak ja, a dwoje pozostałych to Koreańczycy. Zapowiada się ciekawie. Ciekawe jacy oni będą? Mam nadzieję, że fajni i, że szybko złapiemy kontakt. Przekonamy się.
To ten dzień. Dzień, w którym poznam resztę. Z jednej strony jestem mega podekscytowany, ale z drugiej strasznie się boję. A co ja mnie nie polubią?
Podeszłem do pomieszczenia, do którego prowadził mnie manager. Tuż przed wejściem odwrócił się do mnie i spytał:
-Gotowy?
W odpowiedzi jedynie pokiwałem głową.
Drzwi się otworzyły.
Wszedłem do środka.
Oślepiło mnie jasne światło lamp.
Zamrugałem.
Rozejrzałem się po sali, szukając wzrokiem czterech sylwetek.
Siedzieli przy stoliku ustawionym na środku pomieszczenia i widocznie rozmawiali, ale przerwaliśmy im naszym wejściem.
-Chłopaki, to jest Wong Yibo, wasz nowy maknae - przedstawił mnie mężczyzna.
Maknae? Nikt mi nie powiedział, że będę najmłodszy. I co teraz mam udawać jakiegoś słodkiego pojeba, tak jak to jest w niektórych zespołach? W waszych marzeniach. Czyli oni wszyscy są odemnie starsi. Ej, to nawet spoko, dla maknae trzeba być miłym i troskliwym, a ja potrafię to nieźle wykorzystać.
-C-cześć - powiedziałem, delikatnie się uśmiechając.
-Ten pierwszy od lewej - wskazał na ciemnego bruneta, siedzącego i bawiącego się długopisem - to Zhou Yi Xuan chiński lider. Obok niego siedzi Kim Sung Joo koreański lider, następnie Li Wen Han, no i na końcu dotychczasowy maknae, bawiący się cały czas telefonem to Cho Seung Yeon, czyli Seungyoun - oznajmił.
Przypatrywałem się kolejnym członkom po kolei. Hym.. wydają się być w porządku.
Zamarłem dopiero, gdy manager wymienił ostatnie imię. Co?! To nie możliwe! To nie dzieje się naprawdę! Spojrzałem na chłopaka, piszącego zapewne sms'a na telefonie. Byłem w szoku. To naprawdę on. W ogóle się nie zmienił. Dalej miał tą samą słodką twarzyczkę. Podniósł na mnie obojętny wzrok, rzucił pod nosem "cześć", a następnie powrócił do przerwanej czynności. Czy to znaczy, że on mnie nie poznał? Najwyraźniej nie.
Minął dopiero miesiąc odkąd jesteśmy zespołem, a ja już nie daję rady. Nie mogę znieść tego, że on tu jest, ale nie wie, że ja to ja. Mam dość.
W ogóle nie przypominał tamtego chłopaka z wakacji. Nie uśmiechał się, a jak już był to wymuszony uśmiech. Cały czas z kimś sms'ował. Chłopaki mówią, że on pisze ze swoją dziewczyną, ale po nim tego nie widać. Pisząc z ukochaną osobą powinien się uśmiechać, cieszyć, a ten ma minę jakby szedł na ścięcie. Dziwnee..
*Narrator*
Cała piątka zebrała się w salonie przed telewizorem z zamiarem zagrania w piłkę. Włączyli konsolę, podzielili się na dwie drużyny. Sprawę ułatwił im Wenhan, który sam zdecydował się nie grać. Yibo był w drużynie z Sungjoo, a Seungyoun z Yixuanem. Rozpoczęli grę. Yibo strzelił. Chłopaki zaczęli się cieszyć (w sensie, że Yibo i Sungjoo, bo tamci to raczej nie mieli z czego), natomiast Seungyoun zaczął lamentować, że maknae pewnie oszukiwał (ta, oszukiwanie na konsoli, pozdro). Następnie, po kolejnym zdobytym punkcie drużyny SJ&YB, nie wytrzymał i zaczął krzyczeć, że świat jest niesprawiedliwy. Najstarsi próbowali go uspokoić, mówiąc mu, że to przecież tylko gra, ale niezbyt im to wychodziło. Yibo wiedział jak w takiej sytuacji go uspokoić, lecz bał się. Ale widząc, że jego hyungowie nie dają sobie rady, podszedł do Seungyouna i przytulił go do siebie lekko głaszcząc ręką po plecach.
-Hyung, uspokój się. To tylko gra, następnym razem ty wygrasz.
Seungyoun trochę zdziwił się gestem młodszego. Odkąd powstało UNIQ miał dziwne wrażenie, że Yibo go unika. Było to dziwne i wzbudzało w nim smutek. Czując obejmujące go ramiona, przez głowę przepłynęła mu myśl, że zna ten delikatny dotyk, ale nie zaprzątał sobie tym głowy.
Yibo nie mylił się, chłopak się uspokoił.
Ale zasmuciło go to, że Seungyoun dalej go nie pamiętał. Miał tego dość.
Odsunął się od starszego i bez słowa poszedł naburmuszony do pokoju.
Seungyoun popatrzył za nim zdziwiony. Nie rozumiejąc jego zachowania. Przed chwilą go przytulał, a teraz jest obrażony.
-A naszej księżniczce co znowu? - odezwał się Sungjoo. - Ma dzisiaj okres, czy co? Wenhan, gdzie masz kalendaż, co?
-Chłopaki, dajcie sobie spokój. To nie jest śmieszne - przerwał im, dręczenie maknae. Szczerze, w ogóle nie rozumiem co oni do niego mają. Jest ładny, słodki, utalentowany. Czego chcieć więcej? - Idę z nim pogadać.
Po cichu otworzył drzwi, zaglądając do środka. Przywitała go ciemność. Przez chwilę nic kompletnie nie widział. Ale gdy już oczy przyzwyczaiły mu się, dostrzegł postać siedzącą na jednym z łóżek. Podszedł do niego, nie robiąc żadnego hałasu.
-Yibo, co się stało? - zapytał siadając przed chłopakiem, twarzą w twarz. Zobaczył, że ten płacze. - Ty płaczesz?
-I co się tak dziwisz? Każdy ma prawo płakać, jak jest smutny, do cholery. Tak działa psychika człowieka, gdybyś nie wiedział - odpowiedział niezbyt miło Yibo.
-Ej młody nie przeklinaj - skarcił go starszy.
-Nie jestem młody, staruchu - odparł Yibo, a Seungyoun znowu miał przebłysk jakiś wspomnień, których nie mógł dopasować do żadnego miejsca, czasu i osoby.
-A teraz tak serio, co się stało? - zapytał znowu.
Yibo już i tak podbuzowany, nie wytrzymał i krzyknął:
-To przez ciebie! Wszystko twoja wina!
Seungyoun popatrzył na niego zszokowany.
-Moja? Ale z jakiego powodu?
-No tak, jeszcze udawaj, że nie rozumiesz! - rozzłoszczony, zerwał się z łóżka
-Ale ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi.
Młodszy przyjrzał się jego twarzy zrozumiał, że on nie kłamie.
-Pamiętasz wakacje dwa lata temu?
Seungyoun wytęrzył pamięć. Pamiętał ten okres, aż za dobrze. To właśnie wtedy naprawdę się zakochał, tyle że w chłopaku i starał się to uczucie od siebie odepchnąć. Zapomniał. Ale teraz przypomniał sobie:
Jego blond włosy, tak cholernie mu znane.
Jego brązowe oczy, tak cholernie mu znane.
Jego głos, tak cholernie mu znany.
Jego słodką twarz, tak cholernie mu znaną.
Jego delikatny dotyk, tak cholernie mu znany.
Jego imię, tak cholernie mu znane - Wong Yibo.
-T-to na-naprawdę ty? - zapytał niedowierzając.
-Czyli pamiętasz? - odpowiedział pytanie Yibo, potwierdzając tym samym słowa Seungyouna.
-P-pamiętam - ze zdenerwowania zaczął się jąkać. Nie mógł uwierzyć, że osoba o, której tyle czasu zapominał stoi teraz przed nim. I to jeszcze piękniejsza niż zapamiętał.
-Czyli, że przez cały ten czas udawałeś, że mnie nie znasz?! - Yibo znowu zaczął się złościć.
-Nie! To nie tak! Ja po prostu...
-Po prostu, co?! Proszę wytłumacz mi, bo ja tego nie rozumiem!
-Starałem się o tobie zapomnieć! I udało mi się, a teraz znowu się spotkaliśmy!
-Zapomnieć? Ale dlaczego? - tym razem role się odwróciły, to Yibo był tym zdziwionym.
-Boże, jaki ty tępy... - Seungyoun szybko wstał z łóżka, podszedł do Yibo, a następnie pocałował go prosto w usta. Pocałunek trwał nie dłużej niż minutę, ale obojgu wystarczyło to, żeby się w nim zatracić. - Bo zakochałem się w tobie, idioto- dokończył Seungyoun.
Yibo nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Osoba, którą on kocha, odwzajemnia jego miłość. Lepsza niespodzianka nie mogła go spotkać...
-Ja też cię kocham - wyszeptał. - Nie zostawiaj mnie już, proszę...
-Obiecuję.
Tej nocy nasza nowa parka zasnęła w swoich objęciach, ale, że mieli pecha i trafili do zespołu z dwoma idiotami, ci oczywiście porobili im zdjęcia. I zafundowali bardzooo miłąąąą pobudkę...3>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz