:)

:)

wtorek, 10 lutego 2015

"New Life" Rozdział 1

Witam znowu.
Nie miałam w planach dodawania dzisiaj żadnej nowej notatki, a tym bardziej NIESPRAWDZONEGO opowiadania, ale cóż... Mus to mus.
Wiem, że miałam dodać między 13 a 14, ale niestety drama mnie wcągnęła i nawet rodzice nie mogli mnie od niej odciągnąć.
Ale pomimo twgo, tak jak obiecałam pewnej "miłej" osóbce, jestem.
Zapraszam do czytania, może was to zainteresuje...
Chociaż w to wątpię...

~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~

Tytuł: "New Life"
Ilość: 1/?
Rodzaj: AU i sama nie wiem jeszcze co to jest. Na razie jakby fluff połączony ze smutem.
Paring: HanJoo
Fandom: TOPP DOGG
Ostrzeżenia: Przekleństwa, czyli to co w każdym moim opo.


Kilka dni po ślubie już mieszkaliśmy w nowym domu. Był większy od poprzedniego. Mieściły się w nim cztery pokoje: mój, Hansola, mamy i jej męża i gościnny. Dwie łazienki – jedna na dole, druga na górze. Duża kuchnia, salon i jadalnia. Ogólnie dom był bardzo fajny.
Z ojcem Hansola jakoś się dogadywałem. Był taki jak mówiła mama: miły, opiekuńczy i fajny. Od razu go polubiłem, widać było, że naprawdę kocha moja mamę. Gorzej było z Hansolem. W ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. On nic nie mówił, to ja też. Mama kilka razy prosiła mnie, żebym do niego podszedł i porozmawiał, i dwa razy się zgodziłem. Podszedłem do chłopaka i kulturalnie się przywitałem, a on niezbyt kulturalnie powiedział, żebym się od niego odczepił.
Co ja mu zrobiłem, przecież chciałem się tylko przywitać?
Dziwny jest.
Przynajmniej wiem, że nie jestem wyjątkiem. Chłopak warczał na każdego kto tylko do niego podszedł. Do tego wszystkiego patrzył na moją mamę zupełnie jakby chciał ją zabić. Nie rozumiem o co mu chodzi. Nie cieszy się, że jego ojciec jest szczęśliwy?.
Wesele było świetne. Wszyscy wyśmienicie się bawili.
No do pewnego momentu...
Dalej mie wiem jak do tego mogło dojść...
       *Retrospekcja*
Siedziałem przy stole i rozmawiałem z rozradowaną mamą. Pytała się mnie właśnie jak się bawię, gdy podeszła jedna z zaproszonych przez mamę przyjaciółek.
-Jieun, jest problem.
Mama od razu zerwała się z miejsca i poszła za kobietą.
Zaciekawiony ruszyłem za nimi. Z brzegu sali stał dość spory tłum ludzi stojących w kole. Przez głośną muzykę nic nie słyszałem.
Mama podeszła do grającego zespołu i poprosiła o ściszenie muzyki. Następnie wróciła do gości.
-Co się stało? - przecisnęła się na środek koła, a ja za nią. Stała tam kobieta niedużo starsza od mojej mamy. Twarz miała we łzach i lekko spanikowany wzrok.
-Nie mogę znaleźć mojej córki.
-Ciociu, a jesteś pewna, że pytałaś wszystkich i sprawdzałaś wszędzie?
-Tak, na pewno.
-Hyuna to duża dziewczynka. Może poprostu poszła się przejść.
-Mamo, ja mogę iść sprawdzić - zaproponowałem.
-Dobrze kochanie - posłała mi szeroki uśmiech. I z powrotem zwróciła się do ciotki. - Hyuna na pewno się znajdzie, nie ma co panikować.
Odeszłem od tłumu.
Postanowiłem, że najpierw sprawdę dom weselny, gdzie na piętrze znajdowały się pokoje. Sprawdzałem każdy pokój po kolei, aż doszłem do ostatnich drzwi. Nacisnąłem klamkę, ale nie byłem przygotowany na to co zastałem w środku.
Na łóżku leżały dwie osoby. Jedną była Hyuna, którą rozpoznałem po sukience, a drugiej nie kojarzyłem. Wiedziałem jedynie, że to mężczyzna. Całowali się. Chłopak miał ręce położone na biodrachh dziewczyny, natomiast ona obejmowała go za szyję.
Byli tak zajęci sobą, że nawet nie zauważyli kiedy wszedłeem do pomieszczenia. Odchrząknąłemm, a oni odkleili się od siebie. Spojrzeli na mnie ze złością. Dopiero teraz rozpoznałem, że chłopakiem był Hansol.
-Sorry, że wam przerywam, ale jast mały problem - powiedziałem uśmiechając się niewinnie. Zwróciłem się do dziewczyny, totalnie olewając starszego. - Hyuna, twoja mama cię szuka i panikuje. Lepiej idź się jej pokaż, że żyjesz, bo niedługo to policje tu ściagnie.
-Czy nie można mieć nawet chwili dla siebie? - mruknęła rudowłosa, ale posłusznie wyszła z pokoju na dół.
Dopiero teraz przeniosłem wzrok na Hansola.
-Wiesz nie wydaje mi się, żeby szybko wróciła. Ciocia Seohyun ma tendencje do paniki i przesady.
-Tak i i co mi do tego?
-Wiesz, myślałem, że checeliście się tu pieprzyć - wypaliłem.
-No, nie wiedziałem, że znasz takie słowa...
-Wiesz mi nie znasz mnie i nie wiesz jaki jestem.
-Aha. To może mi pokażesz - mruknął z hytrym uśmieszkiem.
Podszedłem do lóżka i położyłem się obok.
-Ale co mam ci pokazać, nie rozumiem... - udawałem niewiedzącego i niewinnego.
Zamiast odpowiedzieć pochylił się nade mna. Uniosłem jedną brew do góry, w geście zapytania. I znowu nie dostałem odpowiedzi. Pocałował mmie. Miał miękkie usta i dobrze całował. Nasze języki splotły się w namiętnym tańcu. Walczyliśmy o dominację, którą wygrał Hansol. I tak bym mu ją oddał, ale warto się trochę z nim podroczyć. Jego ręka zjechała na moją talię, następnie pod bluzkę...
Wtedy dopiero zrozumiałem co robię.
Kurwa, miałem przecież z tym skonczyć.
Oderwałem się od niego i wyskoczyłem z łózka, a następnie bez żadnych wyjaśnień wyszedłem i wróciłem do dalszej zabawy.
Na szczęście bez żadnych problemów, pocałunków itp.
**
Nie wiem dlaczego to zrobiłem, jak mogłem dać się całować starszemu.
Właśnie dlatego chciałem uciec z tamtego miasta. Chciałem porzucić moje dawne życie. A teraz ono wraca.
W moim rodzinnym mieśce byłem męska dziwką. Ta wiem, że nie ma czym się chwalić, ale taka jest prawda. Dlatego ucieszyłem się, że przeprowadzamy się do Seulu. Tutaj nikt mnie nie zna, moi ''klienci'' zostali tam, więc chcialem o tym zapomnieć.
A tu dupa. Przez tego zarozumialca.
Jedno pytanie mnie dręczy.
Daczego on to zrobił?
Myslałem, że jest hetero. W końcu chciał przelecieć Hyune. A może on jest bi? Nie wiem, no ale nie zagłębiajmy się w to.
Od czasu tego wydarzenia ani słowem o tym nie pisnęlismy. Zachowywaliśmy się tak, jakby to wydarzenie nie miało miejsca. I dobrze, niech tak zostanie.
Dobra koniec tego tematu. Stało się, trudno sę mówi.
Dzisiaj pierwszy dzień w nowej szkole. Ojczym i mama zapisali nas do tej samej. Wyszedłem wcześniej od niego, podczas gdy on dalej nie mógł się wybrać.
Do szkoły nie miałem daleko, więc byłem tam po dziesięciu minutach. Budynek niczym się nie wyóżniał, szkoła jak szkoła.
Weszłem do środka i od razu zaatakował mnie gwar w niej panujący. Uczniowie biegający w tą i spowrotem, rozmawiający, lub po prostu stojący pod ścianami.
Rozjrzałem się w poszukiwaniu drzwi sekretariatu, ale nigdzie ich nie widziałem.
-Ej, jesteś nowy? - usłyszałem jakiś głos po mojej prawej stronie. Odwróciłem się w tamtą stronę. Przedemną stał chłopak z farbwanymi na czerwono włosami. Uśmiechał się do mnie przyjaźnie, miał słodki uśmiech, w ogóle cały był jakiś przesłodzony, ale przystojny.
-Taa... - mruknąłem tylko, niezbyt przekonany do mojego nowego znajomego.
Chłopak niezrażony moim oschłym zachowaniem wyciągnął do mnie dłoń.
-Jestem Shin Jiho, ale mów mi Xero.
Krzywo się uśmiechnąłem, ale odpowiedziałem mu:
-Kim Byungjoo, B-Joo.
-Do jakiej klasy chodzisz?
-1a.
-Naprawdę? To w takim razie chodzimy do tej samej - wyszczerzył się jak jakiś debil. Oj, koleś już cię nie lubię, ale skoro wiesz gdzie mam lekcję to cię przeboleję.
-Czyli wiesz gdzie mam teraz lekcję.
-Jasne, że wiem. Chodź - odwrócił się i ruszył w stronę schodów na piętro. Poszedłem za nim.
Przez całą drogę nadawał jak najęty, a ja tylko kiwałem głową i pomrukiwałem.
Chłopak otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Jiho, gdzieś ty znowu był, co? Czy ty chociaż raz nie możesz przyjść punktualnie?
-Nie mogłem znaleźć klasy - wytłumaczył Xero, ale jasne było, że kłamie. - I nie, nie mogę. Tak jest o wiele ciekawiej i mam krótsze męczarnie, które wy nazywacie lekcjami.
Zaśmiełem się na jego słowa, przypominając też w ten sposób o swojej obecności.
-A, właśnie. Mamy nowego ucznia w klasie - ogłosił ucieszony.
-Dzień dobry, jestem Kim Byung Joo, ale wszyscy mówią na mnie B-Joo.
Usłyszałem w klasie kilka westchnień dziewczyn i czułenm, że wszyscy wlepiają we mnie swoje ślepia.
-Usiądźcie - westchnął nauczyciel, jakby zmęczony całym życiem.
-Chodź, będziesz siedział ze mną - powiedział chłopak, kierując się do ławki na końcu.
Rozejrzałem się po sali i zauważyłem, że on jedyny siedział sam. Westchnąłem w duchu, ale poszedłem za nim.
Lekcja była cholernie nudna, ale przynajmniej siedząc z Xero nie nudziłem się. Chłopak miał cięty język i pokazywał to prawie na każdym kroku, nawet w rozmowie z nauczycielem. W miarę upływu czasu jaki z nim spędziłem, zacząłem się do niego przekonywać. Był nawet okej.
Na przerwie poszliśmy na stołówkę, gadając o wszystkim i niczym.
W środku zobaczyłem Hansola, otoczonego wianuszkiem dziewczyn zapewne z jego nowej klasy. Sam chłopak siedział przy stole i w spokoju znosił gadanie dziewczyn. W ogóle się nimi nie interesował.
-Na kogo tak patrzysz, co? - zapytał Xero i dopiero wtedy przypomniałem sobie, że dalej jestem na szkolnej stołówce, w towarzystwie kolegi z klasy.
-Na nikogo, szukam wolnego miejca.
-Nie musisz szukać. Powiem ci coś co każdy powinien wiedzieć o tym miejscu. Na stołówce nie możesz siedzieć byle gdzie. Tu jest taki niepisany podział. Wszyscy siedzą klasami, rozumiesz?
-Teraz, to raczej tak.
-To dobrze. Chodź tam jest nasza klasa.
Poszedłem za nim, co chwilę oglądając się na Hansola. Przy jego stoliku siadało coraz więcej osób i każdy witał się z każdym. Jedynie Hansol siedział, jakby na coś lub kogoś czekał. Gdy i ja już siedziałem i przywitałem się ze wszystkimi, kątem oka widziałem, że rozmawia z jakąś drobną, słodką dziewczyną o bardzo krótkich włosach.
Powróciłem myślami do Xero, który cały czas coś do mnie mówił, no ale nie mam pojęcia co.
Po ostatnim dzwonku wyszedłem przed szkołę, kierując się w stronę domu. Na zakręcie na kogoś wpadłem przez co oboje wylądowaliśmy na chodniku. Od razu zerwałem się do pomocy. Rozpoznałem dziewczynę, z którą rozmawiał Hansol. Chwila, od kiedy dziewczyny noszą bluzy i rurki z krokiem? Przyjrzałem się dokładniej i zrozumiałem, że przede mną stoi bardzo słodki chłopak o delikatnych rysach twarzy, ładniejszy od wielu dziewczyn, które kiedykolwiek spotkałem.
-Przepraszam, nic ci nie jest? - zapytałem, pomagając mu wstać.
-Spko, nic się nie stało - odpowiedział, otrzepując ubrania. - To moja wina. Słuchałem muzyki i nie patrzyłem gdzie idę. Sorry. Jak masz na imię? - miał dziwny akcent. Na pewno nie jest koreańczykiem. Ale ma przyjemny dla ucha głos i do tego ładną twarz. Fajne połączenie.
-B-Joo - odpowiedziałem automatycznie, chodziaż ten pytał o imię, ale przyzwyczajenie czasami daje o sobie znać.
-Jestem Luhan - chińczyk, czyli dobrze myślałem. - Chodzisz do tej szkoły?
-Tak, do pierwszej klasy.
-Dziwne, nie wiedziałem cię w niej wcześniej. A do niej chodzę. Do 2 klasy.
-Dopiero się tu przeprowadziłem i to mój pierwszy dzień tutaj.
-A to wszystko wyjaśnia - mruknął, spojrzał na zegarek i zrobił trochę przestraszoną minę. - Dobra, muszę lecieć i tak jestem już spóźniony. Narazie - rzucił na odchodnym.
-Narka - mruknąłem i ruszyłem przed siebie.
Jak narazie ten dzień mogę zaliczyć do dość ciekawych.
Wróciłem do domu. W środku zastałem mamę. Była w kuchni i gotowała coś smacznego.
-Cześć mamo - rzuciłem na powitanie. - Ładnie pachnie. Co to?
-Cześć kochanie - odpowiedziała uśmiechając się do mnie promiennie. - Kimchi. Zaraz będzie gotowe. Opowiadaj jak w nowej szkole.
Spodziewałem się tego pytania. Oczywiście rozumiałem ją. Chciała znać moje zdanie na ten temat.
-Spoko. Szkoła w porządku, nauczyciele niezbyt, ale klasę mam fajną. Lekcje nudne jak w poprzedniej szkole. Nie ma o czym mówić.
-Cieszę się, że ci się podoba. A poznałeś kogoś nowego? Może z kimś się zakolegowałeś?
-No, jest taki jeden chłopak nawet spoko. Na początku myślałem, że jest jakiś pomylony, bo cały czas się szczerzył, ale potem go polubiłem.
-To fajnie. Widzisz? Nie oceniaj książki po okładce, bo zawartość może okazać się całkiem inna niż się spodziewałeś - jak zawsze musiała sobie wprowadzić jakiś morał. - A jak ten chłopiec się nazywa?
-Shin Ji Ho, ale wszyscy mówią na niego Xero.
-Xero? Dziwne przezwisko. Kojarzy się z drukowaniem - wyraziła swoją opinię.
Zaśmiałem się na jej stwierdzenie. Dokładnie to samo skojarzenie miałem, gdy chłopak mi się przedstawił.
-Tak, wiem, ale co poradzić...
-Raczej nic - równierz się zaśmiała. - Idź do pokoju Hansola i zawołaj go na obiad.
-Okej - posłusznie wstałem i poszedłem na piętro.
Dotarłem do drzwi pokoju chłopaka i zapukałem. Czekałem chwilę, ale nie usłyszałem zaproszenia, więc wszedłem do środka. W pomieszczeniu panował istny chaos. Po podłodze walały się wszelakie rzeczy zaczynając od ubrań, na kablach kończąc. Hasol leżał na łóżku i przeglądał coś na laptopie. Samo łóżko zawalone było masą ubrań. Przy jego pokoju, mój wygląda jak sprzątany codziennie.
-Pukać nie umiesz?
-Pukałem, ale widocznie nie słyszałeś.
-Zamknij za sobą drzwi - powiedział schodząc z łóżka i idąc w moim kierunku, cholera wie po co. Popatrzyłem na niego zdziwiony, ale wykonałem polecenie. - No, po co przyszedłeś? Bo jeśli szukasz przyjaciół, to tu ich nie znajdziesz.
-Nie szukam przyjaciół, a jak już to lepszych niż ty.
-Coś ty powiedział?
-O, chyba mam do czynienia z dzieckiem z przerośniętym ego.. - mnie jak zawsze musi się trzymać sarkazm.
Hansol podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki i popatrzył z góry.
-Powtórz co powiedziałeś - wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Uważaj, bo ci zęby pęknął, od ich zaciskania. A którą część mam powtórzyć, bo wiesz dwie ich było i...
Nie dokończyłem, bo ten złapał moje nadgarstki i przyszpilił je do drzwi nad moją głową.
-Widzę, że lubisz używać sarkazmu. Dlaczego udajesz niegrzecznego, gdy tak naprawdę jesteś strasznie delikatny, co?
Popatrzyłem na niego zszokowany. Jak on mógł mnie tak szybko rozgryźć? Myślałem, że potrawię to ukryć, zdusić w sobie. Przez dwa lata mi się to udawało, a teraz pojawia się jakiś dupek i ma wszystko zniszczyć. Co to, to nie.
-O co ci chodzi? - udawałem, że nie rozumiem o czym mowa, bo co innego mogłem zrobić.
-Myślisz, że nikt nie widzi twojej prwawdziwej natury. Tego delikatnego chłopczyka, którego starasz się ukryć pod skrupą twardziela. Powiem ci coś. Ten świat zła nie jest dla ciebie. Nie przetrwałbyś w nim nawet jednego dnia. Daruj sobie takie szopki pod tytułem "Jaki ja jestem zły", okej?
Znowu byłem w szoku. Nie spodzewałem się takich słów po takim półgłówku jak on. Ale bardziej zdołował mnie to, że trafił w sedno mojego życia.
-Nie wiem o czym ty mówisz - dalej udawałem głupiego.
-Co się stało, że taki jesteś? - drążył dalej.
-Mama kazała nam zejść na obiad. A wiesz jestem trochę głodny - spróbowałem innej taktyki, ale ten nie dał się nabrać.
-Nie zmieniaj tematu - warknął. W tle dało się słyszeć krzyk mamy, żebyśmy w końcu zeszli na dół. - Dalej nie wybaczyłem ci tego na przyjęciu - oznajmił, niebezpiecznie się do mnie pochylając.
Uśmiechnąłem się niewinnie.
-A co ja na nim zrobiłem?
-Przez ciebie nie zaliczyłem niezłej dupy - warknął.
-I co w związku z tym? - tym razem byłem naprawdę ciekawy co mu chodzi po głowie.
Zamiast odpowiedzieć pocałował mnie. Nie mając jak się ruszyć poddałem się mu. Gdy chciał zjechać ręką pod moją bluzkę oderwałem się od niego i wyszarpnąłem. Dalej nie chciałem nic robić w tym kierunku. Jeden raz pewnie zapoczątkuje kolejne i zowu powrócę do poprzedniego trybu jaki prowadziłem, a właśnie z tym chciałem skończyć.
-Idę na obiad. Nie wiem jak ty, ale ja jestem głodny - powiedziałem, odwróciłem się, otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Przy obiedzie nawet na siebie nie patrzyliśmy. Jedynie raz na jakiś czas wymienialiśmy prośby o podanie czegoś.
Ale tym jednym zdarzeniem zepsuł mi cały dzień i teraz mogę go zaliczyć do tych z podpisem "do zapomnienia".
Poszedłem spać w senne koszmary o TAMTYM dniu, budząc się co jakiś czas wystraszony.

1 komentarz:

  1. Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział 'New life" i nie rozumiem dlaczego jeszcze go tu nie ma -.-
    Duuuuużo weny życzę ^^

    OdpowiedzUsuń