Rozdział dodaję na specjalne życzenie Cheshire Violet <3 .="" p="">Nie wiem jak to będzie dalej z tym moim pisanie, bo coraz większymi krokami zbliżam się do egzaminu gimnazjalnego i muszę choć trochę się czegoś poduczyć. Ale oczywiście będę się starać w miarę moich możliwości i ograniczeń czasowych.
Zapraszam do czytania. :*
~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~
Tytuł: "New Life"
Ilość: 3/?
Rodzaj: Smut, AU, Slash
Paring: HanJoo, Luhan x Say, Minho x J-Da, JongKey (paringi stopniowo mogą się zmieniać, ale w tym rozdziale istnieją takie)
Fandom: TOPP DOGG, EVOL, SHINee, EXO
Ilość słów: 2 624
Ostrzeżenia: To co zwykle...
*B-JOO*
Cała ta rozmowa z Kidohem bardzo mnie wzburzyła, chociaż nie dałem tego po sobie poznać. Po co on tu w ogóle przylazł? I jeszcze ta część o tym rzekomym szczęściu... Dlaczego wtedy w myślach widziałem twarz Hansola? Przecież ja go nawet nie lubię, ledwo znoszę jego obecność w moim pobliżu. Ale jego dotyk na moim ciele... Taki... Taki przyciągający... I boskie usta... Kurwa, o czym ja do cholery myślę?! B-Joo ogarnij się!
*RETROSPEKCJA*
Przy drzwiach czekał na mnie Xero i od razu do mnie podbiegł.
-B-Joo, kto to był?
-Znajomy - odpowiedziałem obojętnie.
-Kłamiesz - stwierdził. - Widzę to. B-Joo, powiedz prawdę...
-Wątpię, że chcesz ją znać - skapitulowałem.
-Chcę.
-Spoko, tylko potem nie mów, że cię nie ostrzegałem - spojrzałem na niego, myśląc, że na jego twarzy dostrzegę, choć cień zwątpienia, ale on był całkowicie pewny. - Więc zacznę od początku. Po śmierci mojego ojca, a raczej jego zabójstwie, było mi bardzo ciężko.
-Twój ojciec został zamordowany?!
-Tak, ale nie musisz tego wykrzykiwać na pół korytarza. Chodź pod schody, tam pogadamy.
Do lekcji zostało jeszcze jakieś dziesięć minut, więc nie śpieszyło się nam
-Okej. Opowiadaj dalej - zarządził czerwono włosy, wygodnie siadając na podłodze, o ile na podłodze może być w ogóle wygodnie. Usiadłem obok niego.
-Może nie byłby to dla mnie taki wstrząs, gdyby nie jeden szczegół. Byłem świadkiem tego morderstwa.
Moje słowa wyraźnie wstrząsnęły Jiho, bo patrzył na mnie autentycznie przerażony.
-C-co? J-jak?
-Normalnie. Widziałem wszystko. Miałem wtedy 8 lat. Tato ukrył mnie w jakimś pomieszczeniu pod domem, ale i tak widziałem, co się tam działo. Cały czas obwiniałem się o to, że mu nie pomogłem, że nic nie zrobiłem.
-Ale byłeś dzieckiem. Miałeś tylko 8 lat. Nic nie mogłeś zrobić - wtrącił chłopak. Popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem.
-Wszyscy mi tak mówili, ale ja im nie wierzyłem. Uważałem, że oni mówią tak tylko, dlatego, żebym nie płakał, a myśleli całkiem, o czym innym. Dopiero potem to zrozumiałem. Ale dalej nie mogłem się z tym pogodzić.
-Ale, co to ma wspólnego z tym typkiem z pod szkoły?
-Właśnie do tego zmierzam. Po tym wydarzeniu zmieniłem się nie do poznania. Z wesołego, cieszącego się wszystkim chłopca stałem się zimnym i opryskliwym nastolatkiem. Szanowałem jedynie moją mamę, a resztę ludzi nienawidziłem. Nic mnie nie interesowało. Gdzieś tak z dwa lub trzy lata temu poznałem Kidoha, to ten mężczyzna, z którym gadałem. Zaproponował mi pracę. Nie narzekałem na brak pieniędzy, ale pomyślałem, że posiadanie swojej własnej kasy mi nie zaszkodzi, więc się zgodziłem. Pewnie już się domyślasz, co to była za praca. I uprzedzę twoje pytanie: tak, chodziło o pracę w burdelu. Kidoh był tam jednym z najbardziej szanowanych klientów, więc jakoś mnie wkręcił. Szef był mną zachwycony, więc mnie przyjął. Dość szybko zyskałem tam "sławę", a on był jednym z moich stałych klientów. Po około półtora roku chciałem z tym skończyć, ale jakoś nie mogłem. A potem mama oznajmiła, że wychodzi ponownie za mąż i przeprowadzamy się do Seulu, więc od razu przystałem na tą propozycję, bo była mi na rękę. Gdy się tu przeprowadziliśmy z nią i jej nowym mężem myślałem, że to już koniec, że tamto życie zostawiłem za sobą, ale widocznie się myliłem. Kidoh mnie odnalazł, bo chciał powiedzieć mi, że się we mnie zakochał, ale go zbyłem No, to tyle. Tak przedstawia się historia mojego zajebistego życia. Jak chcesz t możesz już iść powiedzieć całej szkole, spoko. Ja dam sobie radę.
-Czekaj, dlaczego myślisz, że polecę wygadać to całej szkole?
-Bo wątpię, że chcesz mnie teraz znać - odpowiedziałem obojętnie.
-B-Joo, a mógłbyś mnie łaskawie wysłuchać?! - chłopak chyba stracił do mnie cierpliwość.
-No, proszę bardzo - godziłem się niezbyt chętnie. A co mi szkodzi?
-Po pierwsze: nie wygadam tego osobom w szkole. Po drugie: jesteś moim przyjacielem, więc nie mógłbym ci tego zrobić. I po trzecie: nie obchodzi mnie to, co robiłeś kiedyś, ważne jest, że już z tym skończyłeś. Dotarło do ciebie?
Patrzyłem na niego lekko zszokowany. Myślałem, że ten zrobi tak jak Hansol, czyli zwyzywa od najgorszych i po prostu sobie pójdzie. A on zachował się jak najprawdziwszy przyjaciel. Wysłuchał mnie i nie osądzał po czynach.
-Naprawdę? - zapytałem z niedowierzeniem.
-No pewnie - odpowiedział z pewnością. - Chodź tu - mruknął, rozkładając ręce i przyciągając mnie do siebie.
Przytuliłem się do niego, pierwszy raz od bardzo długiego czasu pokazując jakieś ciepłe uczucia.
-Dziękuję - wyszeptałem w jego szyję.
-Nie ma, za co, w końcu od tego są przyjaciele - ledwo zdążył to powiedzieć, a rozległ się dzwonek na lekcję, więc obaj biegiem rzuciliśmy się w stronę klasy.
*KONIEC RETROSPEKCJI*
Xero naprawdę udało się poprawić mój hujowy nastrój. Zapomniałem nawet o tej kurewskiej rozmowie z Kidohem.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że Jiho to nie jeden z tych fałszywych osobników, tylko prawdziwy przyjaciel. Taki, który zawsze będzie przy tobie bez względu na nic. W tej chwili nie żałowałem już, że tego pierwszego dnia w szkole spotkałem go na korytarzu, a potem usiadłem w jednej ławce.
Ale spokoju nie dawała mi jedna rzecz, a raczej osoba, ale to możemy zaliczyć do rzeczy i nikt się nie obrazi. Oczywiście mówię o Hansolu. Przez cały czas zastanawiałem się, o co chodzi z tym przygłupem. Czyżbym w jakiś dziwny sposób się w nim... zauroczył? Nie, to jest najzwyczajniej w świecie nierealne i niemożliwe. On mnie nie lubi, ja go też nie i wszyscy są happy.
Z takim przekonaniem wróciłem do domu, gdzie czekał na mnie obiekt moich niepewności i rozmyślań.
Wszystkie jego słowa skierowane do mnie... Bolało i to cholernie mocno. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Zawsze znosiłem docinki i wyzwiska ludzi ze szkoły, a teraz przejmuje się jednym chłopakiem... Co się za mną do cholery dzieje?! Gdzie ta moja odwaga i złośliwość?
Niech on już się zamknie, niech przestanie gadać... Nic o mnie nie wie, nie zna mnie... Nie ma prawa mnie osądzać.
Wzrok pełen pogardy i obrzydzenia na całym moim ciele... Czułem jakby wypalał nim ślady na mojej skórze i duszy. I to dosłownie. Przerażało mnie to. Wcześniej nie przejmowałem się tym, jakie ktoś ma o mnie zdanie, a teraz jest zupełnie odwrotnie.
Ostatnie słowa totalnie mnie załamały.
Skoro słyszał całą moja rozmowę z Kidohem to powinien wiedzieć, że z tym skończyłem, że już nie jestem męską dziwką. I oczywiście nie zamierzam do tego wracać.
Gdy wyszedł przez chwilę stałem tam jak głupek i patrzyłem w miejsce, w którym zniknął. Usiadłem na kanapie tępo patrząc w czarny ekran telewizora plazmowego. Układałem sobie wszystko w głowie. Hansol odkrył moja przeszłość, Xero również. Ten drugi zaakceptował to, a pierwszy widocznie się mną brzydzi, nienawidzi mnie i na dodatek zmieszał mnie z błotem. I to było właśnie najgorsze. Zrozumiałem, że bardziej bym się cieszył, gdyby było odwrotnie. Ale to nie znaczy, że nie cieszę się, iż Xero postąpił tak a nie inaczej!
Ja chyba czuję coś do Hansol i to właśnie, dlatego.
Nie chyba tylko na pewno, głąbie jeden!
Oj, przymknij się...
To uświadom sobie w końcu, że się w nim zakochałeś półgłówku!
Nie wyzywaj mnie. Ja go nie kocham, przecież ja go nawet nie lubię.
Tak, tak wmawiaj sobie, może ktoś w to kiedyś uwierzy.
Ach, przytkaj się już
Cholera, ze mną naprawdę jest coś nie tak, skoro kłócę się sam ze sobą.
A może ten cholernie wkurwiający głosik w mojej głowie ma rację i naprawdę zadurzyłem się w Hansolu. No, to przynajmniej wyjaśniałoby, dlaczego tak przejąłem się jego słowami.
O, kurwa ja naprawdę się zakochałem.
Nie, nie, nie, nie, nie, nie... Wszyscy, tylko nie on... Proszę... Błagam... Niech to będzie tylko głupi sen... Ja tego nie wytrzymam.
Otrząsnąłem się z myśli i poszedłem do swojego pokoju. Tam rzuciłem się na łóżko i pierwszy raz od śmierci taty najzwyczajniej w świecie się rozpłakałem.
Nie wiem ile leżałem tak wylewając łzy w poduszkę, ale po jakimś czasie wyczerpany zasnąłem.
Obudził mnie budzik, standardowo o godzinie 6.30.
Byłem we wczorajszych ubraniach z zapłakana twarzą, niezbyt przyjemny stan.
Szybko poszedłem do łazienki, umyłem się, doprowadziłem do stanu używalności, założyłem ciuchy i wyszedłem. Dzisiaj postawiłem na lekko niegrzeczny styl. Czarne rurki i dużą ilością dziur, szczególnie na udach i do tego bokserka z głębokimi wcięciami po bokach, również czarna z nadrukiem czaszki. Postanowiłem jeszcze trochę podkreślić oczy, do czego użyłem eyelinera. Na przegub prawej ręki kolczatka i gotowe.
Popatrzyłem na zegarek, dostrzegając, że jest już 7.30.
Zszedłem na dół do kuchni, gdzie zastałem Hansola jedzącego śniadanie. Ten zlustrował mnie wzrokiem i prychnął pod nosem.
-Idziesz tak ubrany do szkoły?
-A, co ci do tego?
-Wyglądasz jakbyś szedł na ulicę. Ale ty zapewne właśnie tam się wybierasz. Ilu masz klientów na dzisiaj, co? - rzucił złośliwie.
-Zamknij się - wycedziłem przez zaciśnięte zęby, wkurzony na niego.
-O, księżniczka się wkurzyła? Uważaj, bo złość piękności szkodzi. A w tej branży wygląd jest raczej ważny...
-Przymknij się, rozumiesz? Nie odzywaj się - tym razem w moim głosie można było usłyszeć wyraźne drżenie, którego za nic nie mogłem powstrzymać.
-Tylko się nie porycz, bo zapłakanej i rozmazanej dziwki raczej nikt nie zechce...
Nie wytrzymałem i bez zjedzenia śniadania, ani wzięcia czegokolwiek do szkoły wyszedłem z domu mocno trzaskając drzwiami. Byłem wkurwiony jak nigdy dotąd, więc od razu zapaliłem. Dobrze, że w ostatniej chwili przypomniałem sobie o torbie z książkami, bo inaczej poszedłbym bez nich na lekcje.
Zadzwoniłem do Xero, pytając czy wyszedł już z domu. Chłopak poinformował mnie, że jest w drodze do budy. Spotkaliśmy się na rogu ulic tam gdzie zawsze i ruszyliśmy.
Paliłem jednego papierosa za drugim, ale nerwy nie chciały mnie opuścić.
-Co ty taki wkurzony, co? - spytał w końcu Jiho, a miałem ciszą nadzieję, że o to nie zapyta. Ale jak to się mówi: nadzieja matką głupich i poszła się jebać.
-Szkoda gadać. Zwykła kłótnia rodzinna - nie byłem daleki od prawdy.
-A, no spoko. Nie wtrącam się - powiedział Xero i już do końca drogi nie poruszył tego tematu.
Wszystkie lekcje minęły nam jak zwykle w luźnym nastroju. No, poza geografią. "Kochany" pan Jung "łaskawie" zadał nam projekt do wykonania w parach. Partnerzy tacy jak w ławkach, czyli, że ja z Xero robimy razem. Mamy wybrać jeden kraj z krajów europejskich i opisać go.
Po lekcjach to był jedyny temat, na jaki rozmawialiśmy, a raczej kłóciliśmy.
-Włochy! Zrobimy o Włochach! - upierałem się.
-Nie, o Francji!
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
-Dobra, mam pomysł! - krzyknąłem nagle. - Pójdźmy na kompromis i zróbmy o Polsce - zaproponowałem. - Polska jest w Europie, prawda?
-No raczej jest. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ale to dobry pomysł.
-To, kiedy zaczynamy i u kogo to robimy? - zapytałem.
-Możemy nawet dzisiaj. U ciebie. Ty byłeś u mnie już ze sto razy, a ja u ciebie ani razu.
-Ech, no dobra, może być - zgodziłem się. Mam tylko nadzieję, że nie będzie Hansola. - To chodź.
*XERO*
Ruszyliśmy w drogę domu B-Joo.
Byłem ciekawy gdzie i jak on mieszka/ Nigdy nie opisywał jak dokładnie u niego jest. Mówił tylko, że mieszka z mamą i ojczymem. I nic więcej.
Przez cała drogę zerkałem na chłopaka, który z każdym pokonanym przez nas metrem bledł coraz bardziej. Denerwował się?
Zatrzymaliśmy się pod eleganckim, dwupiętrowym domem, pomalowanym na ładny jasnoniebieski kolor.
-To tutaj - oznajmił, uśmiechając się trochę wymuszenie.
-Ładny - pochwaliłem szczerze, uśmiechając się do niego szeroko.
-Dzięki - odpowiedział. - Chodź.
Ruszyliśmy kamienną ścieżką, prowadzącą do schodów, które następnie pięły się w górę do drzwi wejściowych. B-Joo wyciągnął ze spodni klucze i otworzył je, zapraszając mnie do środka.
-Nikogo nie ma? - zapytałem, nie słysząc zupełnie nic poza ciszą.
-Nie. Mama i ojczym pracują od rana do wieczora, więc nie wrócą przed 23 - wyjaśnił chyba lekko uspokojony.
-Ale masz fajnie... Cała chata dla siebie... - powiedziałem zachwycony.
-Taa... - mruknął niezbyt przekonany. - Chodź na górę.
Weszliśmy po schodach na wyższe piętro, gdzie zapewne był pokój B-Joo. Skręciliśmy w lewo i weszliśmy do jednego z dwóch pokoi.
-A ten drugi to czyj? - zadałem pytanie.
-Niczyj - odpowiedział krótko.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ściany pomalowane na czarno-czerwono, wielkie łóżko również w tej samej kolorystyce. Komputer stojący na biurku w kącie. Szafa z lustrem zajmująca prawie całą jedną ścianę, zapewne garderoba.
-Fajny pokój - uśmiechnąłem się do niego wesoło. - Na tym twoim łóżku zmieściłyby się dwie osoby - wywnioskowałem.
-Heh, wiem. Ale jest wygodne... - westchnął rozmarzony. - Dobra, my to chyba mieliśmy jakiś projekt robić, a nie obgadywać moje łóżko.
-No racja. To najpierw może sprawdźmy, czy aby na pewno Polska jest w Europie.
-Dobry pomysł. Włącz komputer, a ja pójdę zrobić jakieś kanapki i wziąć coś do picia dla nas, okej?
-Spoko.
Chłopak wyszedł z pokoju, a ja usiadłem przy biurku i włączyłem urządzenie. Ledwo zabrałem palec z przycisku, gdy drzwi do pokoju się otworzyły.
-Jakoś bardzo szybko się z tym wyro... - uciąłem, gdy spojrzałem w stronę drzwi. Zamiast B-Joo stał w nich młody chłopak, może rok lub dwa ode mnie starszy, z czarnymi włosami i lekko słodką twarzą, ale oszpeconą wyrazem pogardy. Ubrany był w jasnoniebieski rurki i czarną bokserkę z jakimś napisem. Skądś go kojarzyłem, ale nie pamiętam dokładnie.
-Kto ty? - zapytał na wstępie.
Co za idiota! Zero kultury!
-Przyjaciel Byungjoo. A ty?
-Ha, przyjaciel... Więc to tak się teraz nazywa, co? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-O, czym ty gadasz, co? I w ogóle, co robisz w domu B-Joo?
-No chyba mam prawo w nim przebywać, skoro to także i mój dom.
Jego dom? Jak to? Przecież B-Joo mówił, że mieszka tylko z matką i ojczymem.
-Jak to twój?
-O, czyżby nasz kochany słodziak - zaczął z wyczuwalną pogardą w głosie chłopak - nie powiedział ci, że ma brata?
Od odpowiedzi uratowało mnie pojawienie się B-Joo. Chłopak staną za czarnowłosym, a niesiona przez niego taca z hukiem spadła na ziemię. Mój przyjaciel patrzył na przybysza ze złością w oczach, ale i czymś, czego nie potrafiłem nazwać.
-Czego chcesz Hansol? - prawie, że wy warczał te słowa, nie kryjąc irytacji.
-O, i zjawiła się nasza księżniczka! - krzyknął przysłodzonym głosem Hansol.
-Zamknij się i wypieprzaj z mojego pokoju w trybie natychmiastowym - B-Joo zacisnął żeby, patrząc na niego piorunującym wzrokiem. Był mega wściekły, ale w jego spojrzeniu dostrzegłem również ból.
-Czyżbyś mnie nie posłuchał i jednak sprowadzasz do domu swoich klientów? - zapytał złośliwie Hansol. No, B-Joo ma miłego braciszka, nie powiem. Mieć brata, który tak cię traktuje... Nie wyobrażam sobie tego...
-Kazałem ci wypierdalać! - prawie, że krzyknął B-Joo.
-Ile mu dajesz za jeden numerek, co? - tym razem czarnowłosy zwrócił się do mnie. - Ile razy już wsadzałeś mu swojego huja w dupę, hym?
Zawsze byłem wyszczekany, ale tym razem nie wiedziałem, co powiedzieć, jak się odezwać. Patrzyłem tylko na niego zszokowany. B-Joo przelotnie spojrzał na mnie, a następnie złapał go za ramiona i popchnął, usuwając ze swojej drogi.
-Wy-pier-da-laj - wycedził i trzasnął mu drzwiami przed nosem.
B-Joo oparł się o drewnianą powierzchnię, zsunął się po niej, podkurczając nogi pod siebie i obejmując je ramionami. Schował w nich głowę i westchnął cierpiętniczo.
-B-Joo? - wstałem ze swojego dotychczasowego miejsca i podszedłem, klękając przy jego boku. - Wszystko w porządku? - zapytałem, lekko dotykając jego ramienia. Odmruknął coś niewyraźnie. - Co?
-Nie, kurwa! Nic nie jest w porządku! - wybuchł nagle, podnosząc głowę, a ja przestraszony odskoczyłem od niego. Po twarzy B-Joo spływały łzy, a on sam patrzył pustym wzrokiem przed siebie.
-B-Joo, o co chodzi? Powiedz mi - zwróciłem się do niego łagodnie i zachęcająco.
-To wszystko wina tego dupka! - wykrzyczał chłopak.
-Hansola? - zapytałem.
-No jego.
-A, co on zrobił?
-Widziałeś jak mnie traktuje - stwierdził. - Ja tego nie wytrzymam - wyłkał.
-Ty coś do niego czujesz, prawda? - spytałem.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-To aż tak widać?
-Ja zauważyłem, ale ten idiota raczej nie - skwitowałem. - Kochasz go?
-Ta... kocham - przyznał.
Tej nocy nocowałem u B-Joo, bo chłopak nie chciał zostawać sam.

A haaaa :') Chcę więcej :D Kocham x100 Dawaj mnie tu 4 rozdział B) !!!
OdpowiedzUsuńHehe, dziękuję. Będzie tu za chwilkę. :)
Usuń