:)

:)

środa, 6 maja 2015

"New Life" Rozdział 9

Hejka moje kochane mordeczki.
jestem trochę wami zawiedziona. :(
Tyle wyświetleń pod poprzednim postem, a żadnych komentarzy.
Może na jakiś czas zawieszę bloga, ale to nie jest jeszcze pewna informacja.
Coraz bardziej brakuje mi weny do pisania opowiadań, więc nie wiem czy to ma teraz jakikolwiek sens.
No, ale nie zawalając was moimi problemami, zapraszam do czytania i KOMENTOWANIA.

***********************************************************************************



************************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 9/14
Rodzaj: Slash, AU, Smut
Paring: HanJoo
Fandom: TOPP DOGG, SHINee, EXO
Ilość słów: 417
Raiting: +15
Ostrzeżenia: Przekleństwa.



*HANSOL*
  Chłopaków i Say, Luhan szybko wyprowadził z pokoju. Dziewczyna upierała się, że chce zostać z nim, bo w końcu on jest jej chłopakiem, ale Luhanowi udało się w końcu ją wyrzucić.
  B-Joo usiadł na kanapie nie przestając płakać. Luhan siadł obok niego, obejmując go ramieniem i przytulając.
  -Cii… Spokojnie… B-Joo uspokój się… Płaczem nic nie zdziałasz, rozumiesz? – szeptał uspokajająco, głaszcząc go po plecach.
  Po chwili chłopak przestał zanosić się szlochem.
  -Już? Wszystko okej? – spytał troskliwie Luhan.
  -Yhy… - kiwnął głową, rękawem wycierając mokre policzki.
  -Powiesz na spokojnie, co się stało?
  -Dzwonili ze szpitala… Rodzice, oni mieli wypadek samochodowy… - przeniósł na mnie załzawione spojrzenie. Ja swoim uciekłem w bok, nie chcąc patrzeć na niego w takim stanie.
  -Co?! – krzyknąłem. – Jak to wypadek?
  -nie wiem, kazali przyjechać do szpitala.
  -To, na co my jeszcze czekamy?! – ruszyłem do drzwi.
  -Hansol! Wracaj! – zawołał za mną chińczyk.
  Wróciłem się do niego.
  -Co?!
  -Pojedziemy wszyscy razem, w końcu to ja mam samochód.
  -Xero.. – odezwał się B-Joo. Spojrzeliśmy na niego pytająco. – Zadzwoń po Xero. Proszę – zwrócić się do Luhana.
  -Dobrze.
  Luhan wyszedł zadzwonić do chłopaka, a po chwili wrócił z telefonem w ręce.
  -Będzie na nas czekał pod szpitalem.
  -Dziękuję.
  -Chodźcie już – niecierpliwiłem się. Chciałem jak najszybciej sprawdzić, co z tatą.
  -Okej, okej.
  Po dwudziestu minutach już parkowaliśmy na parkingu. Do samochodu podszedł Xero, a B-Joo od razu się na niego rzucił.
  -Ona umiera… - powtarzał jak mantrę.
  -B-Joo uspokój się. Twojej mamie nic nie będzie, rozumiesz? Nawet nie możesz tak myśleć.
  Skierowaliśmy się do wyjścia. Odnaleźliśmy właściwy oddział. Odetchnąłem z ulgą, gdy okazało się, że mojemu ojcu nie jest nic poważnego. Nie mogłem jeszcze do niego wejść, bo był nieprzytomny. Niestety ulga była chwilowa, bo dowiedzieliśmy się, że z matką B-Joo jest bardzo źle. Chłopak znowu zaczął płakać i nie mogliśmy, to znaczy Luhan z Xero nie mogli go uspokoić. Kobieta była w stanie krytycznym i właśnie trwała operacja, od której miało zależeć jej życie. Nawet nie wiadomo było czy przeżyje.
  W tym momencie było mi naprawdę szkoda B-Joo. Młodszy strasznie to wszystko przeżywał.
  Po jakiś dwóch godzinach drzwi Sali operacyjnej otworzyły się, a przez nie wyszedł lekarz z grobowa miną. Już po samej jego twarzy mogłem poznać, że nie ma dla nas dobrych wieści.
  B-Joo natychmiast podniósł się z miejsca i podbiegł do mężczyzny.
  -Przykro mi – odezwał się lekarz. – Nie udało nam się jej uratować.
  Pod B-Joo ugięły się nogi i upadł na kolana zanosząc się głośnym płaczem.
  A mi przez głowę przeleciało jedno pytanie:, Co teraz będzie z B-Joo?

2 komentarze:

  1. Rozdział jest mega. Jak każdy, który piszesz. Nie mogę się doczekać rozwoju akcji.
    Życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń