:)

:)

sobota, 27 grudnia 2014

''Love Christmas'' one-shot

Hejka.
Na początek chciałabym złożyć wszystkim spóźnione życzenia.
Więc:
Wesołych, rodzinnych świąt. Jak najwięcej prezentów, ale jeszcze więcej K-POP'u. Szczęśliwego Nowego Roku. Oby był jeszcze lepszy niż 2014. Dużo comebacków ukochanych zwspołów...
A co się będę rozpisywaać. Pewnie wam wszystkim te życzenia już uszmi wychodzą...
Ten shot zaczęłam pisać podczas Wigilii, ale dopiero w nocy dkończyłam go pisaać, wiec nie jest poprawiany ani nic.
Jak zauważy ktoś jakiś błąd, nie bójcie się napisać w komentarzu, postaram się wtedy to poprawić.
Wiem, że większość z was oczekiwała kolejnego rozdziały ''Onudź się'', no ale coż, nie wyszło.
Zaraszam do czytania. :* (Mi się to niepodoba, ale coż.)

***************************************************************************

Tytuł: ''Love Christmas''
Pairing: Hanjoo, Xero x Yano
Fandom: Topp Dogg
Rodzaj: AU, Fluf.


-Dobra, to co robimy na święta? A tak w ogóle, czy ktoś jedzie do rodziny? - spytał lider Topp Dogg siedząc na kanapie z kartką i markerem w ręce.
-A po co ci to? - spytał najmłodszy, Yano.
-No chyba muszę spisać co, kto i gdzie, prawda?
-Taaa...
-Ja zostaję - powiedział Xero.
To samo zdanie podzielało dziewięciu innych członków: P-Goon, Hansol, B-Joo, Yano, Seogoong, A-Tom, Gohn, Kidoh i Hojoon.
Wszystkie oczy zwróciły się teraz na pozostałą trójkę.
-Ja nie wiem - pierwszy odezwał się Jenissi. - Zależy od mojej siostry.
-A co z nią?
-Też nie wie czy przyjedzie. A wiecie jakie mam stosunki z rodzicami. Jeśli ona będzie to okej, jak nie to zostaję.
Nikt tego nie skomentował tylko pokiwali głowami.
-Mój brat znalazł dziewczynę i się jej oświatczył, więc muszę jechać, bo chce, żebym ją poznał - wytłumaczył Nakta.
-Przekaż mu nasze gratulacje - powiedział P-Goon uśmiechając się.
-Dokładnie - wykrzyknęli chłopcy.
-Okej - mruknął Yooncheol.
-Ja jadę zobaczć się z rodzicami, bo mnie o to poprosili - ostatni wytłumaczył Sandgo.
-Okej. Czyli nasza dziesiątka na stówe zostaje, Jenissi jescze nie jest pewnien, a Sandgo i Naktaa wyjeżdżają - zliczył P-Goon, wszystko sobie notując. - No, to to by było na tyle, możecie iść do pokoi. Trzeba wykorzystać te chwile wolności.
Chłopcy podnieśli się ze swoich miejsc i rozeszli.
*Dwa dni później*
Przez całe dwa dni w dormie Topp Dogg trwały przygotowania do świąt.
Poszczególne grupy, wyznaczone przez lidera robiły wszystko jak najlepiej. Jedni ubierali choinkę, inni robili zakupy.
Cały czas słychać było ich śmiech. A to Yano coś zepsół, B-Joo zbił bombkę. Podsumowując: nie nudzili się.
Wieczór. Ostatnie przygotowania. Stół zastawiony, wszystko przygotowane.
Dziesięciu przyjaciół siedzących przy stole, romawiających, a raczej przekrzykujących się wzajemnie.
Typowo świąteczna atmosfera.
Tak zwyczajnie, rodzinnie.
-B-Joo, do cholery daj ten telefon! - krzyczał Hansol, biegnąc za uciekającym przyjacielem.
Byungjoo w odpowiedzi roześmiał się, dalej przeglądajac wiadomości strszego.
-O, KC:*... Czyżbyś miał przed nami tajemnice Hansolie?
Hansol przyśpieszył i zjapał młodszego zaa rękę, tym samym powalając go na ziemię.
Triumfalny uśmiech wpłynął na jego twarz, gdy wyrwał swój telefon z rąk B-Joo.
-Nie twój interes - wystawił mu język, jak małe dziecko.
B-Joo próbował mu znowu zabrać urządzenie. Hansol widząc, że ten nie odpóści usiadł na nim okrakiem, unieruchamiając go w ten sposób.
-Nie przeginaj, młody - próbował mówić poważnie, ale niezbyt mu to wyszło.
Obaj wybuchli śmiechem. B-Joo czując, że uścisk na jego nadgarstkach zelżał, znów próbował się wyrwać, ale Hansol zorientował się co chłopak próbuje zrobić, więc mocniej przyparł go do ziemi, pochylając się nad nim.
Starszy nieświadomie wsunął nogę między uda młodszego. Byungjoo poczuł się trochę niezręcznie i zarumienił się.
Jakiś czas temu zdał sobie sprawę, że się w nim zaochał, ale ni chciał by to wyszło na jaw.
-Hyungg, zajdź ze mnie - jęknął, odwracając wzrok w bok.
Dopiero wtedy Hansol zorientowł się jak to może wyglądać. Szybko wstał i wyciągnął rękę do lężącego.
-Hansol, B-Joo gdzie was wcięło?! - wydarł się Sehyuk, który razem z resztą został w salonie.
-Już idziemy! - odkrzyknął Hansol i razem z Byingjoo wrócił do salonu.
Po dwóch godzinach żartowania, jedzenia i wygłupów chłopakom zaczęło się nudzić.
-To co teraz robimy? - zapytał Xero, siedzący, a raczej wiszący na kanapie z głową na ziemi, a nogami w powietrzu.
Wszyscy zaczęi myślec nad jakimiś pomysłami.
-Zagrajmy w butekę na prawda lub kara! - wykrzyknął podekscytowany maknae.
-Ale że tak w święta? - zapytał poważnie zdziwiony Seogoong.
-A czy to jakaś przeszkoda? - odpowiedział pytaniem Yano.
Reszta się z nim zgodziła i takim sposobem wszyscy siedziei na dywanie w kółku, a na środku leżała butelka.
-Najstarszy zaczyna - zaśmiał się A-Tom.
P-Goon westchnął i zkręcił. Wypadło na Xero.
-Hymm.. Czy jest ktoś kto ci się podoba?
-Jest.
Następnie padło na B-Joo.
-Co robiłeś z Hansolem tyle w tym pokoju?
-Jak zawsze ciekawski... - mruknął pod nosem, ale odpowiedział: - Zabrał mi swój telefon.
Następny był Hansol.
-Kto to ta KC:* w twoich kontaktach?
-To nie ona, tylko on. - mruknął cicho Hansol, zawstydzony. Osiem par oczu wlepiło w niego zdziwione i pytające spojrzenia. Tylko B-Joo patrzył na niego smutno, choć starał się to ukryć. Xero zatroskany sojrzał przelotnie na niego. Jiho jako jedyny wiedział o uczuciach Byungjoo względem Hansola. Sam był zakochany w jednym z członków i o tym B-Joo również wiedział. - Ale to tylko przyjaciel - wytłumaczył, jakby zawiedziony Hansol.
Zakręcił. Yano.
-Całowałeś się już kiedyś?
-Yyy... Nie - odpowiedział czerwony Sangwon.
Xero uśmiechnął się do niego pocieszająco.
-Spoko młody, kiedyś będzie ten pierwszy raz - ja chciałbym nim być - dadał w myślach.
-Dzięki hyung...
Seogoong.
-Co zabrałeś ostatnio z pokoju P-Goon'a hyunga? - uśmiechnął się do niego złośliwie.
Lider spojrzał na Hyunho bykiem.
-Yyy.. MP3.
-To dlatego nie mogłem go znaleźć! Jutro ma być spowrotem w moim pokoju - zagroził Sehyuk.
Xero.
-Czy ktoś ci się podoba?
-Tak.
Yano.
-Czy można dawać zadania? - zapytał nagle B-Joo.
-Chyba nie..
-Ej, tak byłoby zabawniej.. - jęknęli A-Tom i Yano..
-No dobra. Tylko dalejmy możliwość wyboru.
Byungjoo uśmiechnął się szeroko.
-No to Yano, pytanie czy wzywanie?
-Wyzwanie - odpowiedział odważnie Yano.
-A więc mówisz, że nigdy się nie całowałeś... - zaczął. Xero, domyślając się o co może mu chodzić spojrzał na noego prosząco, by go od tego pomysłu odwieść. - Hymm.. Pomyślmy. Pocałuj się z Xero, ale tak serio, na języczki.
Yano spojrzał na B-Joo jak na idiotę, którym, jak to sobie Xero teraz pomyślał, jest.
-Ty tak na serio?
Kim pokiwał głową i spojrzał na Xero. Yano również spojrzał w jego stronę lekko przestraszony, ale w ostateczności wstał. Podszedł do starszego i usiadł na przeciwko niego. Pochylił się i lekko musnął swoimi ustami jego. Robił to niepewnie i nieporadnie, wiec Xero przejął inicjatywę. Pogłębił pocałunek wsuwając swój język pomiędzy usta maknae. Ten uchylił je i oddał pocałunek. Nieświadomie zarzecił ręce na kark Jiho, przyciągając go bliżej siebie.
Całe show trwało może jakieś pięć minut, gdy chłopaki oderwali się od siebie.
-To było.. Wow... - wydyszał Yano, ledwo łapiąc oddech. Spodobał mu się ten pocałunek, nawet bardzo. Zawsze go ciągnęło do starszego, ale dopiero teraz zrozumiał, że go kocha. A wszystko dzięki B-Joo.
Jeszcze raz pochylił się i krótko go pocałował.
-Dobra, gołąbeczki odklejcie się od siebie w końcu - zaśmiał się Gohn, a Yano dopiero wtedy sobie przypomniał, że przecież nie są sami.
Zarumienił się i usiadł na swoim miejscu, które jak na złość było tym najdalszym od Xero.
-Kręć Julio lub Romeo, jak tam wolisz.
-Hahaha, zabawne...
Wypadło na Hansola.
-Prawda czy wyzwanie hyung?
-Prawda.
-Kto jest tym ''przyjacielem''?
-Holera... Mogłem wybrać zadanie... - mruknął.
-Mogłeś, ale nie wybrałeś.. A teraz gadaj. - powiedział A-Tom.
-Grzeczniej trochę.
-Ta, ta...
-Nie żartuję, jesteś młodszy dzieciaku.
-Nie graj na czas.
-A nie mogę znienić na zadanie?
-To zależy od Yano. On kręcił.
Hansol spojrzał na maknae.
-No okej. Hymm.. Zadanie? Wiem! Zadzwoń pod ten numer!
Hansol spojrzał na niego, jak można wymyślić dwa w jednym.
Westchnął, ale uznając, że nie ma się co kłócić wstał i wziął komórkę. Wybrał numer i wcisnął zieloną słuchawkę.
W ciszy jaka zapanowała w salonie, rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wszyscy oprócz Hansola spojrzeli po sobie.
-To mój! - wykrzyknął B-Joo i pobiegł po urządzenie.
Patrząc na wyświetlacz zdziwił się. Dzwonił Hansol. Osłupiały wrócił do reszty. Z aparatem w ręce stanął w drzwiach.
-Możesz się rozłączyć - powiedział do Hansola.
Wszyscy na niego spojrzeli.
-Czyli to B-Joo jest tym tajemniczym przyjacielem Hansola? Przecież to żadna tajemnica, że oni się przyjaźnią. - zdziwił się Kidoh. Wszyscy oprócz Hojoona, Seogoonga, Yano i Xero przytaknęli.
-Bożeee!!! Jacy wy tępi!!! - wykrzyknął zirytowany Yano.
-A tobie o co znowu chodzi, co?! - wkurzył się P-Goon.
-Zamknijcie się! - wtrącił się Hansol. - Chodzi o to, że B-Joo nie jest dla mnie tylko przyjacielem, ale kimś więcej - wyjaśnił ze spuszczoną głową.
B-Joo zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć, więc zrobił jedyną rzecz jaka wydawała mu się na miejscu w tej chwili. Rzucił sie Hansolowi na szyję uśmiechnięty.
-Hansol hyung, też cię kocham - wyszeptał i go pocałował. Hansol zaskoczony objął go w pasie i oddał pocałunek.
W tym samym czasie Yano z Xero również ''rozmawiali''.
Dla chłopaków to jedne z najlepszych świąt w życiu. Obiecali sobie, że nigdy ich nie zapomnął. I tak na pewno będzie.

środa, 17 grudnia 2014

,,Obudź się..." Rozdział 4

Heja.
Nie wiem, czy ktoś w ogóle czyta tego bloga (mam nadziję, że przynajmniej jedna lub dwie osoby), a tym bardziej notki ode mnie.
A więc tak, skoro mam czas postwnowiłam dodać ten nieszczęsny rozdział.
Heh, dobra żartowałam.
Zostałam do tego zmuszona i zaszantarzowana.
Dobra nie wiem co pisać, ten próbny egzamin totalnie mi mózg wyprał. Dosłownie, historia szczególnie.
Zapraszam do czytania.
Za dedykiem dla: Aivilo Lee i Cheshire Violet.

**********************************************************

Tytuł: ''Obudź się...''
Ilość: 4/?
Rodzaj: To samo.
Pairing: Jren
Fandom: NU'EST

 Ilość słów: 1 148

*JR*
Spojrzałem na lekarza zapłakanymi oczyma i zadałem pytanie, dręczące mnie odkąd Ren trafił do tego cholernego szpitala:
-Co z nim?
-Nie udało na się go wybdzić. Żyje, ale jest w śpiączce. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy – odpowiedział smuto lekarz.
Odetchnąłem z ulgą, ale dalej płakałem. Przynajmniej żyje. To się liczy. Na pewno kiedyś się obudzi.
-Przewieziemy go na sale. Niedługo będzie można do niego wejść.
-A, co mu tak właściwie się stało? – zapytał Aron, obejmujący łkającego Minhyuna.
-Został bardzo dotkliwie pobity. Ma siedem złamanych żeber, obrażenia wewnętrzne i… - zatrzymał się na chwile. Spojrzeliśmy na niego ze strachem i niecierpliwością. – I podejrzewam, że – znowu się zawiesił - …, że został zgwałcony. – dokończył szeptem. – Przykro mi.
-Obożebożebożeboże… - szeptał Minnie, zakrywając usta dłonią.
-To nie możliwe – powiedziałem do siebie, również po cichu. – Tylko nie mój mały Rennie.
-TWÓJ?! Jaki kurwa TWÓJ?! Ty go przecież nienawidzisz! Gdyby nie ty, Ren nigdy nie wyszedłby na ten pieprzony dwór i TO nigdy by się nie stało! Wszystko przez ciebie! Przez to, że tak po nim jeździłeś, nienawidziłeś! – wydarł się Baekho, podszedł do mnie i przywalił w twarz. Nie broniłem się. Bo, po co? Przecież wszystko, co powiedział było prawdą. To, co spotkało Rena to moja wina. Gdybym na początku powiedział mu, co czuję, a nie poniżał i wyzywał na każdym kroku, to nic by się nie stało. Z moich oczu popłynęły nowe łzy.
-Baekho, spokojnie – powiedział Minhyun, zbliżył się do chłopaka i położył mu rękę na ramieniu w uspokajającym geście. – Nie masz racji. To wina nas wszystkich. Zamiast mu pomóc, porozmawiać, my w ogóle nie zwracaliśmy na to uwagi. Mogliśmy jakoś zareagować.
Przez naszą kłótnię nie zauważyliśmy nawet, że lekarz oddalił się do swoich obowiązków. Po pięciu minutach z Sali wyszły dwie pielęgniarki, pchające łózko, na którym leżała postać przykryta po samą szyje białą kołdrą. Od razu podbiegłem do nieprzytomnego chłopaka. Wyglądał jak anioł. Skórę miał jak porcelanowa lalka, blond włosy otaczały jego twarz, pogrążoną w spokojnym śnie, jak aureola. Wyglądał boleśnie pięknie. Złapałem jego rękę. Była chłodna w dotyku, ale bardzo delikatna. Patrząc na niego w takim stanie poczułem, że kolejny raz tego dnia, płaczę. Płakałem przez moją własną głupotę. Przez samego siebie mogłem stracić jedyna osobę, którą kochałem. Wiedziałem, że przez moje zachowanie straciłem szansę na szczęście. Już nigdy nie pokocham nikogo innego, tak jak kocham Rena.
Pół godziny później Ren był już na Sali. Chłopaki siedzieli na kanapach, ustawionych pod jedna ze ścian, a ja cały czas spędziłem przy jego łóżku, trzymając drobna dłoń chłopaka w swojej. Nie przestawałem płakać, nikt ni mógł mnie uspokoić, aż w końcu Aron nie wytrzymał i zadał pytanie, które musiało kiedyś paść:
-Jong, powiesz nam, o co chodzi? Dlaczego tak nagle zacząłeś się martwic o naszego maknae? I tym razem masz odpowiedzieć, a nie się wykręcać wzruszeniem ramion.
Nie wiedziałem jak im to powiedzieć, więc zwróciłem się do jedynej osoby, która wiedziała o wszystkim.
-Minhyun, mógłbyś?
-Mam im wszystko powiedzieć? – upewnił się młodszy, a ja skinąłem głową na potwierdzenie. – A więc tak… - zaczął i popatrzył na resztę. – JR nigdy nie nienawidził Rena. Tak naprawdę od samego początku go kochał, ale bał się tego uczucia, dlatego się tak zachowywał. Myślał, że jak wmówi sobie, że go nienawidzi, to ta miłość odejdzie, ale jak widać to się nie sprawdziło, tylko przysporzył bólu zarówno sobie, jak i Renowi – przerwał na chwile i uśmiechnął się do mnie smutno. – No tyle.
Chłopaki siedzieli patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami, a ja robiłem wszystko, żeby tylko nie patrzeć im prosto w oczy.
-JR… czy-czy to prawda? – zapytał w końcu Jason. Kiwnąłem głową.
-Taa… Prawda… - mruknąłem, wpatrując się w swoje buty i czerwieniąc jak cholera.
-Nie no, nie wieżę! – wykrzyknął nagle Aron, śmiejąc się jak głupi. Popatrzyliśmy na niego jak na debila. – No, co? Pierwszy raz widzę, jak nasz kochany lider się rumieni! – odpowiedział na niezadane pytanie, zginając się w pół i łapią za brzuch. Zignorowałem go i odwróciłem się w stronę Rena. Wyglądał na takiego bezbronnego, słabego i niezdolnego do jakiegokolwiek ruchu, że patrząc na niego czułem niemal fizyczny ból, a serce rozpadało się sir na miliony kawałków, które nigdy nie wróci do poprzedniego stanu. Zostanie naprawiony dopiero, gdy chłopak leżący na łóżku obudzi się i znowu będzie z nami.
*Aron*
Nie mogłem uwierzyć w to, co powiedział nam Minhyun. Nigdy nie podejrzewałbym, że JR może kochać naszą Divę. Zawsze mu dokuczał, wyzywał i poniżał. Wydawało mi się, zresztą widać, że nie tylko mi, że JR nienawidzi Rena, od kiedy tylko go zobaczył. A teraz się okazuje, że on przez cały ten czas udawał i, że go kocha. To się po prostu w głowie nie mieści.
Spojrzałem na lidera, który patrzył na pogrążonego we śnie Rena z czułością, miłością i bólem. No, przynajmniej teraz nie ukrywa uczuć, jak robił to dotychczas.
Wstałem i skierowałem się do wyjścia z Sali.
-A ty, dokąd? – usłyszałem Minhyuna i poczułem jak visual łapie mnie za rękę. Odwróciłem się twarzą do niego.
-Do lekarza, muszę z nim porozmawiać – powiedziałem i wyszedłem.
Znalazłem tego typka – nie pamiętam jak się nazywał – w gabinecie.
-Dzień dobry – przywitałem się grzecznie, wchodząc do środka.
-Dzień dobry. Słucham pana – odpowiedział.
-Ja jestem przyjacielem Choi Min Kiego. Chciałem się o coś spytać.
-Proszę bardzo.
-Czy on się obudzi? – zapytałem ledwo słyszalnym szeptem ze łzami w oczach.
-Nie będę pana okłamywać. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek się obudził. Ma małe szanse. Gdzieś około 3-4 procent. – powiedział smutnym, wystudiowanym głosem. Łzy popłynęły po moich policzkach. Nie starałem się ich powstrzymać. – Naprawdę bardzo panom współczuję. Tak młody chłopak. Obiecuje, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby wybudzić pańskiego przyjaciela.
-Dziękuje. Do widzenia – powiedziałem i wyszedłem.
Wróciłem na salę, a chłopaki od razu zaczęli mnie wypytywać.
-I, co?
-Co powiedział?
-Co dalej?
-Chłopaki spokój! – odezwał się JR i podszedł do naszej czwórki. – I co powiedział lekarz? Ale po twojej minie widzę, że to nic dobrego – mówił smutnym głosem, ale przynajmniej już nie płakał, lecz gdy dowie się, o czym się dowiedziałem pewnie znowu się załamie.
-A wiec, poszedłem się spytać czy Ren się z tego wybudzi… - zawiesiłem na chwilę głos – i lekarz powiedział, że są na to nikłe szanse. Tylko jakieś 3-4 procenty – dokończyłem załamany.
Tak jak się spodziewałem, JR załamał się jeszcze bardziej. Szczerze, nie miałem pojęcia, że tak się zachowa. Wybuchł głośnym płaczem, podbieg…ł do łózka i prawie, że rzucił się na Rena, przytulając go do siebie. Co chwilę szeptał: „Obudź się, obudź się, obudź się…”
-Hyung spokojnie. Ren jest silny, da radę. Zobaczysz,wujdzie z tego – uspokajał go Minhyun. Nie byłem pewny, co do słów młodszego, ale wierzyłem w to. Muszę wierzyć i reszta również.
Zostaliśmy w szpitalu, dopóki nas z stamtąd nie wyproszono, chociaż nie odbyło się bez cyrków. Gdyż nasz „kochany” lider za żadne skarby nie chciał zostawić Rena, personel musiał wzywać ochronę, żeby go wyprowadziła.
W końcu dotarliśmy do domu i każdy zaszył się w swoim pokoju, przeżywając to, co się stało na swój sposób.

czwartek, 11 grudnia 2014

Informacja

Informacja

Hejka wszystkim.
Jeśli myślicie, że informacja ma być jakaś szczęsliwa, to niestety muszę was zawieść. Przez jakiś czas na blogu nie będą pojawiać się nowe notki.
A więc tak:
1. Z powodów rodzinnych.
2. Z okazji tego, że w następnym tygodniu mam kolejne egzaminy próbne, więc wypadałoby się trochę pouczyć... (tym razem naprawdę)
3. Poprawki zagrożeń.
Postaram się wrócić jak najszybciej, a nie wiem jak szybka bądź wolno to nastąpi, bo w styczniu czeka mnie najpierw bieżmowanie, a potem bal. :* Pozdrowienia dla 3gim ze sql. <3 p="">Więc do zobaczenia. :* Pamiętajcie, że i tak was kocham.  <3 p="">

środa, 10 grudnia 2014

,,Obudź się..." Rozdział 3

''Obudź się...'' Rozdział 3

Hejka. A więc skoro moja Unni chciała, żebym wstawiła ten przeklęty 3 rozdział to wstawiam. Może wtedy przestanie mnie z tego powodu w szkole męczyć. Dobra, nie chce mi się nic pisać. Jestem leniwa, no ale okej.
Nie wiem kiedy pojawi się kolejna notka, ale może trochę czasu minąć.
Zapraszam do czytania (jeśli ktoś to w ogóle czyta)

*****************************************************************

Tytuł: "Obudź się..."
Ilość: 3/?
Rodzaj: AU, Smut
Pairing: Jren
Fandom:NU'EST
Ilość słów: 914

*JR*
Biegłem najszybciej jak mogłem. Nigdy nie bałem się tak jak teraz. Dopiero teraz zrozumiałem, że gdyby go zabrakło, ja nie mógłbym żyć. Musiałem zdążyć. Przestraszyłem się bardziej, gdy krzyk nie rozległ się ponownie. Czy już za późno? Spóźniłem się? Czy Ren już nie… nie żyje? Nie, to nie możliwe.
Skręciłem w boczną ulicę. Było tam ciemno, żadnego światła, nawet jednej popierdolonej latarni. Na końcu było rozwidlenie. Nie miałem pojęcia, w którą stronę dalej iść, więc stanąłem i przysłuchiwałem się. Z prawej strony usłyszałem jakieś śmiechy i głosy, skierowałem się tam i zobaczyłem, co się działo.
Tyłem do mnie stały trzy osoby. Po ich budowie poznałem, że to mężczyźni. Stali w półkolu, ledwo trzymając się na nogach, przez zbyt dużą ilość alkoholu.
-No, no… Dobry jesteś mały… Nie tak zła dupa… Chociaż myślałem, że jesteś dziewczynką… - zaśmiał się ten stojący po środku. Spojrzałem w dół, na ziemię. Pod ich nogami leżała skulona postać, nie widziałem twarzy, ale rozpoznałem go po włosach. Ren.
Nie wiedząc co robię, rzuciłem się do przody i jednym silnym ciosem powaliłem najbliżej stojącego mnie mężczyznę. Następnie jego los podzieliło dwóch jego kumpli. Jednemu krew polała się z nosa. Spojrzałem na nich z odrazą i nienawiścią. Ledwo wstawali na nogi podpierając się o ściany budynków, otaczających nas.
-Wypierdalać mi stąd, już – warknąłem, wskazując palcem wyjście z zaułka.
Wstali i poszli we wskazana stronę.
Nie tracą ani chwili, podbiegłem do chłopaka.
-Ren! – krzyknąłem, upadając na kolana obok niego. – Ren, powiedz coś! Odezwij się!
Przyjrzałem się mu. Był cały we krwi, na całym ciele miał liczne rany, co było widać, gdyż był obdarty z ubrania, które w strzępach leżało wokół niego. Ja pierdolę, co oni mu zrobili? Oni go chyba zg… zgwałcili. Z moich oczu popłynęły łzy bezsilności i bólu. Załamałem się, nie wiedziałem co mam robić. Jeszcze raz nim potrząsnąłem. Nie ruszył się. Nie otworzył tych swoich pięknych, brązowych oczu i nie spojrzał na mnie. Nie, on musi żyć! Nie może mnie zostawić! Po prostu nie może!
-Rennie, proszę cię, nie odchodź. Obudź się. Proszę, błagam. Kocham cię. Nie zostawiaj mnie – płakałem coraz bardziej. Olśniło mnie dopiero, gdy złapałem go za rękę. Muszę zadzwonić na pogotowie. Wyjąłem telefon i wybrałem numer. Po dwóch sygnałach usłyszałem kobiecy głos:
-Pogotowie ratunkowe, słucham?
-Dzień dobry… - krótko wyjaśniłem co się stało i rozłączyłem się.
W Końcu, po pięciu minutach, karetka dotarła na miejsce. Od razu wsadzili Rena, stwierdzając, że stracił dużo krwi, jakby nie było tego widać, patrząc na miejsce w którym leżał chłopak. Pojechałem razem z nim, ani na chwile nie puszczając jego jęki i cały czas płacząc. Po przyjeździe do szpitala od razu trafił na salę operacyjną.
Jakiś czas siedziałem na krześle, chowając twarz w dłoniach i płacząc cicho, aż zadzwonił mój telefon. Nie patrząc nawet na wyświetlacz, kto dzwoni, odebrałem:
-Halo? – powiedziałem do słuchawki płaczliwie, nie starając się nawet ukryć tego, że płaczę. Jak mógłbym udawać, gdy osoba, którą kocham najbardziej na świecie, jest właśnie operowana i nie wiadomo nawet czy będzie żyła?
-JR, ośle, gdzie ty kurwa jesteś? Wiesz która jest godzina? Po północy, a ciebie i Rena dalej nie ma w domu! – usłyszałem po drugiej stronie. Dzwonił Minhyun.
-Minhyun… My dzisiaj nie wrócimy – mruknąłem z rozpaczą.
-JR, co ty pierdolisz? – zatrzymał się. – Ty płaczesz? Co się stało? Gdzie jesteś?
-Jestem w szpitalu. Bierz chłopaków, wsiadaj w samochód i przyjeżdżaj jak najszybciej – powiedziałem i rozłączyłem się zanim chłopak zdołał odpowiedzieć choćby słowo, a następnie wyłączyłem telefon.
Po jakiejś pół godzinie dotarła reszta. Wytłumaczyłem im co się stało, nawet nie próbując ukryć przed nimi swojego bólu. Miałem dość udawania. Wszyscy płakali, byli wstrząśnięci tym co się stało, nie mgli w to uwierzyć. Byli również zdziwieni moją postawą. No tak w końcu oni myśleli, że ja go nienawidzę. Nie powiedziałem im o co chodzi, dlaczego tak nagle się zmieniłem, tylko wzruszyłem ramionami. Lecz w końcu nie wytrzymałem, musiałem z kimś o tym porozmawiać, a jedyna osobą, która była blisko z Renem jest Minnie.
-Minnie-ah mogę cię prosić na chwilę – spytałem, niepewnie patrząc na chłopaka.
-Jasne, hyung – odpowiedział.
Odeszliśmy trochę, żeby mieć pewność, że nikt nie usłyszy. Młodszy popatrzył na mnie z pytaniem w oczach.
-O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
-Bo widzisz… - nie wiedziałem jak zacząć. – Ciebie pewnie też zastanawia moje zachowanie, prawda?
-No, zastanawia. Więc powiesz o co chodzi?
-Zauważyłeś, że byłem względem Rena oschły, wredny i w ogóle zachowywałem się jak dupek? – kiwną potakująco głową, więc kontynuowałem: - Zachowywałem się tak nie dlatego, że go nienawidzę, tylko dlatego, że… - zaciąłem się, słowa nie chciały mi przejść przez gardło.
-Że go kochasz – powiedział Minhyun. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-S-skąd wiesz? – wyjąkałem.
-Domyśliłem się – odpowiedział po prostu.
-Co? Kiedy?
-Dzisiaj, jak opowiadałeś co się stało. Widziałem ból w twoich oczach, dlatego się domyśliłem, ale nic nie mówiłem. Był on tak widoczny, że dziwię się, że chłopaki tego nie zauważyli. Wolałem poczekać, aż sam się do tego przyznasz.
-Więc pomożesz mi w tym, żeby Ren mi wybaczył moja głupotę? – spytałem z nadzieją.
-Jasne – uśmiechną się smuto. Pewnie myślał o tym samym co ja. O tym, że już nigdy możemy z nim nie porozmawiać.
Minhyun położył mi rękę na ramieniu w przyjaznym i pocieszającym geście i powiedział:
-Wszystko będzie dobrze hyung, zobaczysz.
-Mam nadzieje Minnie – odpowiedziałem.
Wróciliśmy do chłopaków. Usiedliśmy i z niecierpliwością, ale i strachem czekaliśmy na koniec operacji.
Po dwóch godzinach z sali wyszedł lekarz, a jego mina nie wróżyła nic dobrego. Upadłem na kolana, czując, że moje serce pęka na pół. Płakałem jak nigdy dotąd w całym moim życiu.

niedziela, 7 grudnia 2014

,,Psycho Love''

''Psycho Love''


Witam. Jak tam Wam dzień mija.?
Jestem z sb dumna. Wczoraj udało mi się kupić sukienkę i buty na bal. A wszystko w niecały dzień.
Dobra, przestaję się chwalić. :P
Rozmawiałam dzisiaj z moją Unni, która stwierdziła, że za wolno piszę.
Przepraszam Cię od razu. Wiem, że miałam jutro dać Ci to w szkole, ale nudzi mi się, więc wstawiam teraz. Nie gniewaj się na mnie, psl.
Nie przedłóżając, zapraszam do czytania.

***********************************************************************

Paring: Reituki (Reita x Ruki)
Zespół: The GazettE
Ostrzerzenia: Chyba żadne
Od autorki: wiem że The GazettE to nie koreański zespół, ale na nowo go pokochałam, tak jak paring Reituki.



Czy Cię kochałem?
Jestem pewny, że tak.
Czy Ty kochałeś mnie?
Nie wiem, ale wydaje m się, że skoro ode mne nie odeszłeś, to tak.
Dlaczego mnie nie zostawiłeś?
Wiedziłeś jaki jestem. Miałeś tyle szans, żadnej nie wykorzystałeś. Chyba za bardzo mnie kochałeś... albo bałeś... nie wiem. Chłopaki nie raz mówili ci, żebyś mnie zostawił.
A ty?
Ty darłeś się na nich, broniłeś mnie. Nie doceniałem tego co mam... Przepraszam...
Czy nasz związek był normalny?
Wątpię. Ciągłe awantury, moje picie. Codziennie musiałeś używać tony pudru, żeby zamaskować siniak, bizny. To ja ci je zadawałem. W amoku. Przychodziłem pijany, darłem się na Ciebie z byle powodu, biłem, gwałciłem. A Ty to wszystko znosiłeś.
Co się stało?
Najprostszy scenariusz. Znowu wróciłem pijany, ale tym razem było inaczej.
Dlaczego?
Postawiłeś mi się.
I...?
Wpadłem w szał. Rzuciłem się na ciebie. Broniłeś się. Uderzałem raz za razem. Ty płakałeś, błagałeś. Nie panowałem nad sobą. Znów Cię zgwałciłem. Z satysfakcjąc psychopaty patrzyłem na Twoją krew. Następnego dnia obudziłem się u boku trupa.
Zabiłem Cię, Ruki.
Czy żałuję?
Żałuję, bardzo. Chciałbym cofnąć czas, żeby do tego nie doszło, żebyś żył.
Czt poszedłem na pogrzeb?
Nie. Nie mogłem na to patrzeć, wiedząc, że to moja wina.
Jakie są konsekwencje?
Więzienie. Ta przyznałem się do tego. Dostałem 15 lat.
Co potem?
Potem? Potem dołączę do Ciebie. Chcę znowu być z Tobą. Chcę Cię kochać, być szczęśliwy. Kochałem Cię chorą miłością, chcę to naprawić.
Takanori, kocham Cię. Niedługo się spotkamy.
Twój Reita.