Dzisiaj uświadomiłam sobie, że jestem jeszcze głusza niż myślałam.
Kupiłam słuchawki na blutooth'a, dopiero w domu przypominając sobie, że przecież teraz wszystko mam na tablecie, a nie telefonie.
Więc jak widać do mądrych ludzi ja się nie zaliczam.
Dobra, nie nudząc wwas moim durnym życiem oto przed wami 4 rozdział ''Obudź się....'' Skończę to opowiadanie chyba na siedmiu rozdziałach, a potem zajmę się ''New Life'' na życzenie Cheshire Violet.
Zapraszam do czytania i możliwego komentowania. :D
~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~•~
Tytuł: "Obudź się..."
Ilość: 5/7
Rodzaj: AU, fluff, smut, slash
Paring: JRen, MinRon
Fandom: NU'EST
Ilość słów: 1 726
*Dwa miesiące później*
Dni mijały jeden po drugim, a stan Rena nie poprawiał się. Z dnia na dzień z JR'em było coraz gorzej. Całe dnie przesiadywał w szpitalu przy łóżku maknae. Nie jadł nic, dziennie wypijał po kilka kubków kawy, a do tego w ogóle nie spał.
Chłopaki martwili się o lidera. Raz Minhyun zagroził JR'owi, że jeśli się nie prześpi, poprosi personel szpitala, by go nie wpuszczali do blondyna. JR zgodził się na to, nie chciał, by zabronili mu odwiedzać ukochanego. Położył się i udało mu się zasnąć, ale pół godziny później obudził się cały zlany potem, krzycząc i rzucając się na łóżku. Przy nim stali przerażeni Baekho i Jason.
Po tamtym wydarzeniu Min nie naciskał już na JR'a by ten zaczął mniej-więcej normalnie funkcjonować. Wiedział, że to i tak nic nie da.
Cały zespół bardzo przeżywał to, co się stało, ale, jak wiadomo to JR był w najgorszym stanie. Nie tylko fizycznym, ale również psychicznym. Przez ten czas obwiniał się o stan Rena. Powoli również tracił wiarę, w to, że młodszy kiedykolwiek z tego wyjdzie.
Z resztą nie tylko on...
*Minhyun*
Było mi bardzo ciężko. Nie chciałem przed resztą pokazać, że coś jest nie tak. Nic nie mówiłem, ale cierpiałem, bardzo. Nie było nocy, kiedy bym nie płakał. Nie mogłem się z tym pogodzić…
Dlaczego Ren? Dlaczego akurat on?
Również mało jadłem, ale starałem się regularnie jeść jakieś małe porcje. Schudłem, ale ukrywałem to pod szerokimi koszulkami, które na siebie zakładałem.
Bardziej niż o swój stan martwiłem się o lidera. Chodził jak zombie, nie reagował jak się coś do niego mówiło, a w szpitalu to on już chyba zamieszkał...
Dla personelu szpitalnego nie było już kompletnie zaskoczenie, że codziennie widują go w pokoju pacjenta. Lekarz zajmując się Renem pozwolił nawet mu zostawać na nic, gdy wyjaśniliśmy mu, że zaśnie tylko wtedy gdy będzie trzymał chłopaka za rękę.
Stałem pod dobrze mi już znanym budynkiem, a następnie wszedłem, popychając drzwi wejściowe. Od razu skierowałem się w stronę pokoju Rena. Wszedłem po cichu, nie zwracając na siebie uwagi JR'a mówiącego coś do Rena. Nie podszedłem bliżej, tylko stałem w miejscu słuchając słów starszego. -Ren, błagam cię, obudź się. Musisz się obudzić, słyszysz? Nie dam rady tak dalej. Nie mogę na ciebie patrzeć w takim stanie. Wiesz co? Powoli tracę na to, że kiedykolwiek znowu usłyszę twój głos, śmiech, śpiew... Brakuje mi tego, brakuje mi ciebie... Nie chcę żyć wiedząc, że ciebie już nie ma. Wiem jaki byłem, jak zachowywałem się wobec ciebie, ale naprawdę przepraszam... Teraz wiem, że mogłem zrobić inaczej... Byłem tchórzem, idiotą, egoistą i dupkiem bez emocji, ale obudź się... Jak mi nie wybaczasz, jeśli dalej mnie nienawidzisz, rozumiem to, też siebie za to nienawidzę, ale zrób to dla reszty... Dla Minhyuna, dla Arna, dla Baekho, dla Jasona... - na koniec wybuchł jeszcze głośniejszym płaczem i położył głowę na złożonych rękach na łóżku.
Stałem tak, nie mogąc się tuszyć i wyjść z szoku. Czy JR naprawdę traci nadzieję? Nie to nie możliwe. Nie on. Rozumiem gdyby to był Jason, bo on w końcu dopiero od niedawna jest w zespole i jeszcze nie zna tak dobrze Rena. Ale Jonghyun? Przecież om go kocha. To on z nas wszystkich do końca nie powinien wątpić... Ja dalej wierzę. Czy na pewno? No właśnie. Na pewno? Już sam nie jestem tego taki pewny...
Wycofałem się na korytarz, zostawiając starszego samego i wyszedłem ze szpitala, kierując się w stronę parku.
Spacerując w mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli.
Czy Ren się obudzi?
Czy jeśli on umrze zespół przestanie istnieć?
Co zrobi JR, jeśli Ren z tego nie wyjdzie?
Czy jeśli Ren się jednak wybudzi wybaczy JR'owi jego głupie zachowanie?
Jak Ren będzie się zachowywał?
Tyle pytań, a zero odpowiedzi. Naprawdę już sam nie wiedziałem co o tym myśleć.
Chcę, żeby Ren żył, żeby był wśród nas, z nami... Nie wyobrażam sobie, żebyśmy byli zespołem, gdy go zabraknie... Bez niego to już nie będzie to samo... JR na pewno się załamie, a co my wtedy zrobimy?
Nie miałem zielonego pojęcia...
Ta bezsilność i niewiedza mnie dobijały. Nie lubiłem tego, nie lubiłem nic nie wiedzieć, niczego nie być pewnym. To po prostu nie leżało w mojej naturze. Zawsze byłem pewny siebie, widziałem czego chcę od otoczenia i na odwrót...
Nawet nie zorientowałem się, że jestem już pod dormem.
Szykuje się kolejna przepłakana noc, a potem sen przepełniony koszmarami z najgorszymi scenariuszami...
Nie wytrzymam tego...
*Następnego dnia*
Znowu poszedłem do szpitala i zastałem sytuację podobną do wczorajszej, tym razem JR mówił inne słowa, ale równie smutne i przepełnione jego wewnętrznym bólem.
Tak jak poprzednim razem zamurowało mnie totalnie słysząc to. Jego słowa pomimo tego, że były smutne to bardzo piękne. Aron doradzał mi, żebym w końcu wszedł do środka, a nie stał pod ścianą jak idiota, ale jedno moje spojrzenie na twarz Rena i od razu zbierało mi się na płacz, dlatego nigdy nie podchodziłem bliżej. Cieszyłem się, że mam przy sobie Arona, który bardzo mi pomaga z tym wszystkim. Od jakiegoś czasu mam nawet wrażenie, że czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń, a wczoraj zrozumiałem co to jest. Miłość. Tak, zakochałem się w Aronie.
*Retrospekcja*
Wszedłem do domu, po cichu zamykając za sobą drzwi, nie chcąc nikogo obudzić, gdyby inni spali. Zdjąłem buty i od razu poszedłem do pokoju. W nim zastałem Arona.
-O, cześć hyung - powiedziałem, siląc się na uśmiech i wesoły ton. W myślach błagałem, by już wyszedł, gdyż nie wiedziałem ile jeszcze uda mi się powstrzymać łzy.
-Hej dongsaeng - powiedział, odwracając się do mnie i patrząc na mnie. - Ej, co jest? - zapytał. No tak, przecież to Aron, on zna mnie prawie tak samo dobrze jak Ren, więc umie rozpoznać moje humory. Spojrzałem mu w oczy i był mój błąd. Widząc w nich zatroskanie, nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem.
-Bo, Aron hyung... Ja już tak nie mogę. Ta niepewność mnie wykańcza. Niepewność i bezradność, wiesz jak to mnie przeraża. Do tego dochodzi martwienie się o JR'a. Widziałeś jak on wygląda. Chodzące zombie. Nie chcę tak, chcę, żeby Ren żył... - wstrząsnął mną mocny szloch i nie mogłem dalej mówić. Aron podszedł do mnie i objął, głaszcząc uspokajająco po plecach i głowie. Wtuliłem się w niego i płakałem jak małe dziecko.
-Już spokojnie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Musimy wierzyć w Rena, że da sobie radę i wróci do nas, rozumiesz? Musimy. Pozostała nam już tylko wiara.
-Ale, Aron hyung, to już dwa miesiące, a jego stan się nie zmienia. Sam słyszałem, co wtedy powiedział lekarz. On również nie daje mu szansy na powrót - powiedziałem całkowicie załamany. Aron złapał mój podbródek w swoje palce, tak żebym spojrzał na niego i powiedział twardym głosem: -Nawet, tak nie mów. Z nas wszystkich najlepiej znasz Rena. Wiesz, że pomimo wyglądu jest silny psychicznie. Jak to mówią: nie oceniaj książki po okładce... Da radę, wyjdzie z tego. A co do JR'a... Zauważyłem. Nie mogę patrzeć jak się wykańcza, aż oczy bolą, jak się na niego patrzy. - mruknął na koniec. Spojrzałem w bok. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Aron miał rację.
-Aron, ale co będzie, jeśli Ren się nie... - nie dokończyłem, bo coś mi to skutecznie uniemożliwiło. A tym owym czymś były usta Arona przyciśnięte do moich. Otworzyłem szeroko oczy zaskoczony. Zawsze chciałem to zrobić, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Po chwilowym szoku oddałem pocałunek, zamykając oczy i mrucząc z przyjemności, czując słodki smak warg mojego hyunga. Oplotłem jego szyję ramionami, przyciągając go bliżej siebie i w pełni oddając się tej pięknej chwili. Odsunęliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza w płucach. Spojrzałem roziskrzonymi oczami na Arona, który mruknął:
-Nie gadaj tyle, co? - zarumieniłem się, czując jego badawczy wzrok na sobie.
-Wow... - wyszeptałem pod nosem. - Dla-dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem już zwracając się do chłopaka.
-Czy to nie jest jasne? - odpowiedział pytaniem. Pokręciłem głową na znak, że nie rozumiem. Aron westchnął. - Bo cię kocham.
Uśmiechnął się, a mnie znowu zatkało. Czy on właśnie wyznał mi miłość. Ale czy ja to uczucie odwzajemniam? Zastanowiłem się nad tym chwilę, a następnie rzuciłem się mu na szyję, płacząc tym razem ze szczęścia.
-Ja ciebie też hyung! - krzyknąłem uśmiechając się szeroko, pierwszy raz od tamtego feralnego dnia. Aron również zaśmiał się, przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej. Znów mnie pocałował, następnie puścił, cmoknął w nos i powiedział:
-No, to teraz idziemy spać, już późno.
Posłuchałem go i zasnęliśmy, wtuleni w siebie.
Tej nocy nie nawiedziły mnie żadne koszmary, ani nie płakałem. Pierwsza w spokoju przespana noc od dwóch miesięcy.
*Koniec retrospekcji*
Rano byłem wyspany i nie wyglądałem jak zombie, ale miałem dziwne uczucie, że coś się wydarzy. Zignorowałem to. Jak zwykle ta sama sceneria.
Gdy JR skończył mówić, pochylił się na najmłodszym i pocałował w usta, a ja widząc to, rozpłakałem się. Dlaczego to tak boli? Dlaczego Ren się nie rusza? Dlaczego nie da nawet najmniejszego znaku życia? Jak to musi boleć JR'a?
Kolejne pytania i nadal zero odpowiedzi.
Nie wiedziałem, dlaczego płaczę... Dlaczego ten pocałunek wzbudził we mnie smutek? Może, dlatego, że było w nim tyle miłości i tęsknoty? Nie wiem.
Nagle maszyna, do której podpięty został Ren zaczęła piszczeć jak szalona. Przestraszyłem się, Jonghyun również. Zerwał się z krzesła i rzucił się w kierunku łóżka. W tym samym momencie do sali wpadł lekarz z kilkoma pielęgniarkami. Również rzucili się w stronę łóżka, a ja stałem przerażony, nie wiedząc, co się dzieje.
-Proszę stąd wyjść! - krzyknęła jedna z kobiet, próbując odciągnąć JR'a od Rena. - Proszę go stąd zabrać! Muszą panowie dać nam pracować!
Złapałem JR'a za ramiona i wyciągnąłem z sali, słysząc jeszcze słowa lekarza, które mnie zmroziły:
-Tracimy go! - a potem drzwi się zamknęły.
Objąłem JR'a ramionami. Płakał jak małe, bezbronne dziecko, wtulając twarz w mój tors. Również płakałem.
Nie mogłem powstrzymać potoku łez wypływającego spod powiek. Nie mogłem w to uwierzyć. Jeszcze dziesięć minut temu nic nie zagrażało życiu Rena, a teraz obok, za drzwiami on umiera. To było straszne. Dlaczego tak się stało?
Ren, błagam cię, walcz. Nie poddawaj się. Zrób to dla nas, dla wszystkich... Nie odchodź...
Puściłem na chwilę JR'a i wyciągnąłem telefon, wybierając numer mojego chłopaka.
-Halo? Min?
-A-aron... Przyjedźcie do szpitala... Jak najszybciej... Proszę... - powiedziałem, a raczej wyszlochałem, bo mową tego nazwać nie można było.
-Skarbie, co się stało?! Dlaczego płaczesz?!
-Po prostu przyjedźcie. Powiem wam na miejscu.
-Okej. Już jedziemy - powiedział i rozłączył się.
Czekanie jest najgorsze...
Dni mijały jeden po drugim, a stan Rena nie poprawiał się. Z dnia na dzień z JR'em było coraz gorzej. Całe dnie przesiadywał w szpitalu przy łóżku maknae. Nie jadł nic, dziennie wypijał po kilka kubków kawy, a do tego w ogóle nie spał.
Chłopaki martwili się o lidera. Raz Minhyun zagroził JR'owi, że jeśli się nie prześpi, poprosi personel szpitala, by go nie wpuszczali do blondyna. JR zgodził się na to, nie chciał, by zabronili mu odwiedzać ukochanego. Położył się i udało mu się zasnąć, ale pół godziny później obudził się cały zlany potem, krzycząc i rzucając się na łóżku. Przy nim stali przerażeni Baekho i Jason.
Po tamtym wydarzeniu Min nie naciskał już na JR'a by ten zaczął mniej-więcej normalnie funkcjonować. Wiedział, że to i tak nic nie da.
Cały zespół bardzo przeżywał to, co się stało, ale, jak wiadomo to JR był w najgorszym stanie. Nie tylko fizycznym, ale również psychicznym. Przez ten czas obwiniał się o stan Rena. Powoli również tracił wiarę, w to, że młodszy kiedykolwiek z tego wyjdzie.
Z resztą nie tylko on...
*Minhyun*
Było mi bardzo ciężko. Nie chciałem przed resztą pokazać, że coś jest nie tak. Nic nie mówiłem, ale cierpiałem, bardzo. Nie było nocy, kiedy bym nie płakał. Nie mogłem się z tym pogodzić…
Dlaczego Ren? Dlaczego akurat on?
Również mało jadłem, ale starałem się regularnie jeść jakieś małe porcje. Schudłem, ale ukrywałem to pod szerokimi koszulkami, które na siebie zakładałem.
Bardziej niż o swój stan martwiłem się o lidera. Chodził jak zombie, nie reagował jak się coś do niego mówiło, a w szpitalu to on już chyba zamieszkał...
Dla personelu szpitalnego nie było już kompletnie zaskoczenie, że codziennie widują go w pokoju pacjenta. Lekarz zajmując się Renem pozwolił nawet mu zostawać na nic, gdy wyjaśniliśmy mu, że zaśnie tylko wtedy gdy będzie trzymał chłopaka za rękę.
Stałem pod dobrze mi już znanym budynkiem, a następnie wszedłem, popychając drzwi wejściowe. Od razu skierowałem się w stronę pokoju Rena. Wszedłem po cichu, nie zwracając na siebie uwagi JR'a mówiącego coś do Rena. Nie podszedłem bliżej, tylko stałem w miejscu słuchając słów starszego. -Ren, błagam cię, obudź się. Musisz się obudzić, słyszysz? Nie dam rady tak dalej. Nie mogę na ciebie patrzeć w takim stanie. Wiesz co? Powoli tracę na to, że kiedykolwiek znowu usłyszę twój głos, śmiech, śpiew... Brakuje mi tego, brakuje mi ciebie... Nie chcę żyć wiedząc, że ciebie już nie ma. Wiem jaki byłem, jak zachowywałem się wobec ciebie, ale naprawdę przepraszam... Teraz wiem, że mogłem zrobić inaczej... Byłem tchórzem, idiotą, egoistą i dupkiem bez emocji, ale obudź się... Jak mi nie wybaczasz, jeśli dalej mnie nienawidzisz, rozumiem to, też siebie za to nienawidzę, ale zrób to dla reszty... Dla Minhyuna, dla Arna, dla Baekho, dla Jasona... - na koniec wybuchł jeszcze głośniejszym płaczem i położył głowę na złożonych rękach na łóżku.
Stałem tak, nie mogąc się tuszyć i wyjść z szoku. Czy JR naprawdę traci nadzieję? Nie to nie możliwe. Nie on. Rozumiem gdyby to był Jason, bo on w końcu dopiero od niedawna jest w zespole i jeszcze nie zna tak dobrze Rena. Ale Jonghyun? Przecież om go kocha. To on z nas wszystkich do końca nie powinien wątpić... Ja dalej wierzę. Czy na pewno? No właśnie. Na pewno? Już sam nie jestem tego taki pewny...
Wycofałem się na korytarz, zostawiając starszego samego i wyszedłem ze szpitala, kierując się w stronę parku.
Spacerując w mojej głowie kłębiło się mnóstwo myśli.
Czy Ren się obudzi?
Czy jeśli on umrze zespół przestanie istnieć?
Co zrobi JR, jeśli Ren z tego nie wyjdzie?
Czy jeśli Ren się jednak wybudzi wybaczy JR'owi jego głupie zachowanie?
Jak Ren będzie się zachowywał?
Tyle pytań, a zero odpowiedzi. Naprawdę już sam nie wiedziałem co o tym myśleć.
Chcę, żeby Ren żył, żeby był wśród nas, z nami... Nie wyobrażam sobie, żebyśmy byli zespołem, gdy go zabraknie... Bez niego to już nie będzie to samo... JR na pewno się załamie, a co my wtedy zrobimy?
Nie miałem zielonego pojęcia...
Ta bezsilność i niewiedza mnie dobijały. Nie lubiłem tego, nie lubiłem nic nie wiedzieć, niczego nie być pewnym. To po prostu nie leżało w mojej naturze. Zawsze byłem pewny siebie, widziałem czego chcę od otoczenia i na odwrót...
Nawet nie zorientowałem się, że jestem już pod dormem.
Szykuje się kolejna przepłakana noc, a potem sen przepełniony koszmarami z najgorszymi scenariuszami...
Nie wytrzymam tego...
*Następnego dnia*
Znowu poszedłem do szpitala i zastałem sytuację podobną do wczorajszej, tym razem JR mówił inne słowa, ale równie smutne i przepełnione jego wewnętrznym bólem.
Tak jak poprzednim razem zamurowało mnie totalnie słysząc to. Jego słowa pomimo tego, że były smutne to bardzo piękne. Aron doradzał mi, żebym w końcu wszedł do środka, a nie stał pod ścianą jak idiota, ale jedno moje spojrzenie na twarz Rena i od razu zbierało mi się na płacz, dlatego nigdy nie podchodziłem bliżej. Cieszyłem się, że mam przy sobie Arona, który bardzo mi pomaga z tym wszystkim. Od jakiegoś czasu mam nawet wrażenie, że czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń, a wczoraj zrozumiałem co to jest. Miłość. Tak, zakochałem się w Aronie.
*Retrospekcja*
Wszedłem do domu, po cichu zamykając za sobą drzwi, nie chcąc nikogo obudzić, gdyby inni spali. Zdjąłem buty i od razu poszedłem do pokoju. W nim zastałem Arona.
-O, cześć hyung - powiedziałem, siląc się na uśmiech i wesoły ton. W myślach błagałem, by już wyszedł, gdyż nie wiedziałem ile jeszcze uda mi się powstrzymać łzy.
-Hej dongsaeng - powiedział, odwracając się do mnie i patrząc na mnie. - Ej, co jest? - zapytał. No tak, przecież to Aron, on zna mnie prawie tak samo dobrze jak Ren, więc umie rozpoznać moje humory. Spojrzałem mu w oczy i był mój błąd. Widząc w nich zatroskanie, nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem.
-Bo, Aron hyung... Ja już tak nie mogę. Ta niepewność mnie wykańcza. Niepewność i bezradność, wiesz jak to mnie przeraża. Do tego dochodzi martwienie się o JR'a. Widziałeś jak on wygląda. Chodzące zombie. Nie chcę tak, chcę, żeby Ren żył... - wstrząsnął mną mocny szloch i nie mogłem dalej mówić. Aron podszedł do mnie i objął, głaszcząc uspokajająco po plecach i głowie. Wtuliłem się w niego i płakałem jak małe dziecko.
-Już spokojnie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Musimy wierzyć w Rena, że da sobie radę i wróci do nas, rozumiesz? Musimy. Pozostała nam już tylko wiara.
-Ale, Aron hyung, to już dwa miesiące, a jego stan się nie zmienia. Sam słyszałem, co wtedy powiedział lekarz. On również nie daje mu szansy na powrót - powiedziałem całkowicie załamany. Aron złapał mój podbródek w swoje palce, tak żebym spojrzał na niego i powiedział twardym głosem: -Nawet, tak nie mów. Z nas wszystkich najlepiej znasz Rena. Wiesz, że pomimo wyglądu jest silny psychicznie. Jak to mówią: nie oceniaj książki po okładce... Da radę, wyjdzie z tego. A co do JR'a... Zauważyłem. Nie mogę patrzeć jak się wykańcza, aż oczy bolą, jak się na niego patrzy. - mruknął na koniec. Spojrzałem w bok. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Aron miał rację.
-Aron, ale co będzie, jeśli Ren się nie... - nie dokończyłem, bo coś mi to skutecznie uniemożliwiło. A tym owym czymś były usta Arona przyciśnięte do moich. Otworzyłem szeroko oczy zaskoczony. Zawsze chciałem to zrobić, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Po chwilowym szoku oddałem pocałunek, zamykając oczy i mrucząc z przyjemności, czując słodki smak warg mojego hyunga. Oplotłem jego szyję ramionami, przyciągając go bliżej siebie i w pełni oddając się tej pięknej chwili. Odsunęliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam powietrza w płucach. Spojrzałem roziskrzonymi oczami na Arona, który mruknął:
-Nie gadaj tyle, co? - zarumieniłem się, czując jego badawczy wzrok na sobie.
-Wow... - wyszeptałem pod nosem. - Dla-dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem już zwracając się do chłopaka.
-Czy to nie jest jasne? - odpowiedział pytaniem. Pokręciłem głową na znak, że nie rozumiem. Aron westchnął. - Bo cię kocham.
Uśmiechnął się, a mnie znowu zatkało. Czy on właśnie wyznał mi miłość. Ale czy ja to uczucie odwzajemniam? Zastanowiłem się nad tym chwilę, a następnie rzuciłem się mu na szyję, płacząc tym razem ze szczęścia.
-Ja ciebie też hyung! - krzyknąłem uśmiechając się szeroko, pierwszy raz od tamtego feralnego dnia. Aron również zaśmiał się, przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej. Znów mnie pocałował, następnie puścił, cmoknął w nos i powiedział:
-No, to teraz idziemy spać, już późno.
Posłuchałem go i zasnęliśmy, wtuleni w siebie.
Tej nocy nie nawiedziły mnie żadne koszmary, ani nie płakałem. Pierwsza w spokoju przespana noc od dwóch miesięcy.
*Koniec retrospekcji*
Rano byłem wyspany i nie wyglądałem jak zombie, ale miałem dziwne uczucie, że coś się wydarzy. Zignorowałem to. Jak zwykle ta sama sceneria.
Gdy JR skończył mówić, pochylił się na najmłodszym i pocałował w usta, a ja widząc to, rozpłakałem się. Dlaczego to tak boli? Dlaczego Ren się nie rusza? Dlaczego nie da nawet najmniejszego znaku życia? Jak to musi boleć JR'a?
Kolejne pytania i nadal zero odpowiedzi.
Nie wiedziałem, dlaczego płaczę... Dlaczego ten pocałunek wzbudził we mnie smutek? Może, dlatego, że było w nim tyle miłości i tęsknoty? Nie wiem.
Nagle maszyna, do której podpięty został Ren zaczęła piszczeć jak szalona. Przestraszyłem się, Jonghyun również. Zerwał się z krzesła i rzucił się w kierunku łóżka. W tym samym momencie do sali wpadł lekarz z kilkoma pielęgniarkami. Również rzucili się w stronę łóżka, a ja stałem przerażony, nie wiedząc, co się dzieje.
-Proszę stąd wyjść! - krzyknęła jedna z kobiet, próbując odciągnąć JR'a od Rena. - Proszę go stąd zabrać! Muszą panowie dać nam pracować!
Złapałem JR'a za ramiona i wyciągnąłem z sali, słysząc jeszcze słowa lekarza, które mnie zmroziły:
-Tracimy go! - a potem drzwi się zamknęły.
Objąłem JR'a ramionami. Płakał jak małe, bezbronne dziecko, wtulając twarz w mój tors. Również płakałem.
Nie mogłem powstrzymać potoku łez wypływającego spod powiek. Nie mogłem w to uwierzyć. Jeszcze dziesięć minut temu nic nie zagrażało życiu Rena, a teraz obok, za drzwiami on umiera. To było straszne. Dlaczego tak się stało?
Ren, błagam cię, walcz. Nie poddawaj się. Zrób to dla nas, dla wszystkich... Nie odchodź...
Puściłem na chwilę JR'a i wyciągnąłem telefon, wybierając numer mojego chłopaka.
-Halo? Min?
-A-aron... Przyjedźcie do szpitala... Jak najszybciej... Proszę... - powiedziałem, a raczej wyszlochałem, bo mową tego nazwać nie można było.
-Skarbie, co się stało?! Dlaczego płaczesz?!
-Po prostu przyjedźcie. Powiem wam na miejscu.
-Okej. Już jedziemy - powiedział i rozłączył się.
Czekanie jest najgorsze...