:)

:)

wtorek, 31 marca 2015

"New Life" Rozdział 5

Hejka.
Mam chwilę wolnego, więc wstawiam kolejny rozdział.

Nie chce mi się nic pisać, więc będzie bez komentarza.
Zapraszam do czytania.

*******************************************************************************






Tytuł: "New Life"
Ilość: 5/?
Rodzaj: AU, Slash, Trochę fluff
Paring: HanJoo, JongKey, 2Min, Luhan x Xero
Fandom: TOPP DOGG, SHINee, EXO, EVOL
Ilość słów: 1 487
Ostrzeżenia: Nieliczne przekleństwa.

*************************************************************************

*KILKA DNI PÓŹNIEJ*
*B-JOO*
  Siedziałem w pokoju, przy biurku i próbowałem wbić sobie do głowy cokolwiek z tej cholernej fizyki, ale z marnym skutkiem. Jest piątek, sprawdzian w poniedziałek, a ja nic nie umiem. To najgorszy przedmiot ze wszystkich. Niby z fizyka mamy do czynienia codziennie, ale jak przychodzi, co, do czego to nic się z tego nie rozumie. Sfrustrowany rzuciłem podręcznik na blat i odepchnąłem się od biurka. O mało, co nie wycinając gleby razem z fotelem.
  -B-Joo! Hansol! Zejdźcie na dół! – krzyknęła moja mama.
  Co ona może chcieć od nas obu?
  Wyszedłem z pokoju w tym samym momencie, co Hansol.
  -Wiesz, co mogą od nas chcieć? – zapytał pierwszy raz od dawna normalnie się do mnie zwracając. Uderzył się w głowę, czy jak?
  -Nie – odpowiedziałem krótko i zszedłem po schodach. Hansol szedł za mną. Skierowaliśmy się do salonu. Na kanapie siedziała mama z ojczymem. – Wołaliście nas. Coś się stało?
  -Nie, nic… - odpowiedział mama, uśmiechając się delikatnie. – Chcieliśmy wam tylko coś powiedzieć – oznajmiła, łapiąc swojego męża za rękę.
  -Tylko mi nie mówicie, że jesteś w ciąży – jęknąłem.
  -Nie, głuptasie… - zaśmiała się kobieta.
  -Uff… To dobrze – westchnąłem. – To, o co chodzi?
  -Chcieliśmy się spytać, czy dalibyście sobie radę sami przez dwa dni.
  -Mamo, nie mamy po pięć lat…
  -Wiem, wiem, ale chcę mieć pewność.
  -A gdzie jedziecie? – zapytał Hansol, który jak dotąd siedział cicho i nic nie mówił.
  -Musimy wyjechać służbowo. Nic ciekawego – wyjaśnił jego ojciec.
  -No okej. My damy sobie radę, prawda B-Joo? – zwrócił się do mnie przymilnym głosikiem, od którego aż zrobiło mi się niedobrze. Coś się szykuje.
  -Oczywiście – odpowiedziałem jednak grzecznie. Nie dam mu się zastraszyć.
  -To tyle, możecie już iść – powiedziała mama, a my zrobiliśmy tak jak mówiła.
  Zanim rozeszliśmy się do pokoi Hansol mnie zatrzymał.
  -To będą dwa najgorsze dni w twoim życiu.
  -Ono i tak jest już popieprzone, więc twoje starania pójdą na marne.
  -Jeszcze zobaczymy – powiedział, nacisnął klamkę i wszedł do środka, zostawiając mnie na korytarzu.
  Jeszcze tego samego dnia nasi rodzice wyjechali.
  Panie i panowie zaczynamy show…
  Usłyszałem dzwonek do drzwi i zbiegającego po schodach Hansola. Następnie był głośny pisk i jakieś głosy. Czy on chce zrobić imprezę? I tylko o to mu chodziło? To mają być te najgorsze dwa dni w moim życiu? Hahaha…
  Zachciało mi się pić, więc poszedłem do kuchni po wodę i coś do przekąszenia na szybko. Mijając salon przelotnie do niego zajrzałem. Było tam mniej więcej dziesięć osób. Wśród nich zauważyłem również Luhana. Był z jakąś dziewczyną, która się do niego lepiła, ale on nie wyglądał na zadowolonego jej obecnością. Widocznie to musiała być ta cała najpopularniejsza paczka. Widziałem tam wysokiego chłopaka z wyłupiastymi oczami, dziewczynę o jasnych, krótkich włosach i bluzce odsłaniającej brzuch, chłopaka o rudych włosach do ramion i twarzy dziecka, następny miał tęczowe włosy i twarz bez wyrazu, inny wyglądał jak dinozaur, kolejny jak choinka o kocim spojrzeniu, a ostatniego nawet nie wiem jak opisać.
  Otworzyłem lodówkę, wyjąłem z niej butelkę wody i jogurt truskawkowy. Po drodze zgarnąłem jeszcze łyżeczkę i wróciłem do pokoju.
  W spokoju jadłem moja prowizoryczną kolację, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Zdziwiony odstawiłem pojemniczek na stolik nocny i poszedłem sprawdzić, kogo do mnie niesie.
  -Luhan? – zdziwiłem się, widząc za nimi chłopaka. – Stało się coś?
  -Cześć B-Joo. Nie, noc się nie stało. Mam do ciebie tylko jedną prośbę.
  -Wejdź – powiedziałem, przepuszczając go w przejściu. Wskazałem mu miejsce na łóżku, a sam usiadłem w fotelu naprzeciwko niego. – Słucham.
  -Czy mógłbym u ciebie zostać do końca tej durnej imprezy, albo przynajmniej do czasu, aż ci idioci upija się do nieprzytomności. Proszę cię…
  -A, dlaczego nie chcesz się bawić ze swoimi przyjaciółmi i dziewczyną? – na ostatnie słowo Luhan się skrzywił.
  -Bo oni chcą, żebym przespał się z Say, ale ja tego nie chcę… - wyjaśnił.
  -Dlaczego nie chcesz? Skoro to twoja dziewczyna, to chyba normalne.
  -Nie zrozumiesz – chciał uciąć ten temat, ale ja chciałem za wszelka cenę wyciągnąć z niego powód.
  -Czy to coś związanego z Xero?
  -Skąd o tym wiesz?
  -Powiedział mi.
  -Aha. Masz racje powód jest związany z Xero.
  -Wiedziałem! – ucieszyłem się. – Dalej, co na nim zależy, prawda?
  -Tak, ale on mnie nienawidzi – powiedział smutno.
  -Nie byłbym tego taki pewny.
  -Co masz na myśli? – zapytał z nutą nadziei w głosie.
  -To, że podczas rozmowy z nim odniosłem odwrotne wrażenie, pomimo tego, że ten cały czas powtarzał, że cię nienawidzi…
  -Naprawdę?
  -Tak. Sądzę, że gdybyście ze sobą poważnie i szczerze porozmawiali i wszystko sobie wyjaśnili, to jest szansa, że Xero ci wybaczy. Tylko, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że musiałbyś zerwać z Say i sprzeciwić się swoim rodzicom?
  -Oczywiście, że tak. Już o to nie dbam. Teraz najważniejszy jest Xero…
  -Tobie naprawdę na nim zależy – wywnioskowałem.
  -Tak – uśmiechnął się szeroko, a następnie podniósł się z łóżka, podszedł do mnie i przytulił. Odwzajemniłem jego gest. – Dziękuję B-Joo. Jesteś wielki.
  -Hehe, nie ma, za co – zaśmiałem się. Niewiarygodne jak łatwo przychodziło mi to w towarzystwie Luhana. Widocznie jego otwartość udzielała się także osobom w jego towarzystwie.
  -Masz jakieś fajne filmy? – zapytał.
  -Nie, ale, od czego jest internet?
  -No tak.
  Siedliśmy przed komputerem i zaczęliśmy szukać jakiegoś dobrego filmu.
*W TYM SAMYM CZASIE*
*HANSOL*
  Impreza trwała w najlepsze. Alkoholu nie brakowało. Prawie wszyscy byli już pijani. Jedynymi trzeźwymi osobami byli Minho i Taemin. Jongkey całowali się siedząc na kanapie, z czego Key okrakiem na kolanach Jonghyuna. Byli zbyt zajęci sobą, by zwracać uwagę na otoczenie. J-Da dobierała się do mnie na oczach swojego chłopaka. W końcu Choi wstał ze swojego miejsca. Myślałem, że po to by ja w końcu ode mnie zabrać, ale przeliczyłem się.
  -Ej, możecie przez chwile mnie posłuchać? J-Da, zostaw w końcu tego biednego Hansola w spokoju, co? Nie widzisz, że on nie jest tobą zainteresowany?
  Kiwnęliśmy potakująco głowami jednomyślnie ignorując zwrot do Yeonju, nawet Jong z Keyem odkleili się od siebie.
  -No, słuchamy.
  -J-Da – znowu zwrócił się do dziewczyny – zrywam z tobą. – Oznajmił prosto z mostu.
  -Co? – krzyknęła blondynka i również wstała, chwiejąc się trochę.
  -To, co słyszałaś. Zrywam z tobą. Nie będę chodził z kimś, kto mnie zdradza i puszcza się z każdym w szkole.
  -Dlaczego? – zapytała, jakby nie słyszał oskarżeń w nią wymierzonych.
  -Mam kogoś lepszego. Kogoś, kogo kocham i kto kocha mnie.
  -Kto to jest? Znam ją?
  -Owszem znasz i to nie ona tylko on – podkreślił ostatnie słowo.
  Wszyscy patrzyliśmy na niego w lekkim szoku. Przecież jeszcze nie dawno wkurzał się na Jonghyuna i Kibuma, a teraz oznajmi nam, że jest gejem i do tego ma chłopaka. Po prostu szok.
  -Ty? Chłopaka? Haha, niezły żart – zaśmiała się histerycznie Yeonju. – Przecież to niemożliwe.
  -Tak, ja. A jednak możliwe.
  -Skoro tak, to udowodnij – zażądała J-Da. – Zadzwoń do niego, albo coś…
  -Dzwonienie nie będzie wcale konieczne – zaprzeczył spokojnie Minho. – Ta osoba znajduje się w tym pokoju.
  Wszyscy popatrzyliśmy na siebie, aż wzrok każdego padł na Taemina całego czerwonego i patrzącego w podłogę.
  -Taemin?! – zszokowana blondynka aż krzyknęła imię chłopaka. Ten podskoczył wystraszony.
  -Tak, Taemin – potwierdził Minho. – Minnie, chodź tu.
  Taemin wstał i podszedł do Żabola. Minho wyciągnął do niego rękę, którą młodszy złapał. Stanął obok chłopaka, który objął go ramieniem w tali i przyciągnął bliżej siebie. Złożył również krótki, ale czuły pocałunek na jego ustach.
  J-Da patrzyła na tą scenę zszokowana, a następnie bez słowa wyszła z domu trzaskając drzwiami.
  -Nareszcie pozbyliśmy się tej dziwki – westchnął zadowolony Doojoon. – Chłopaki, muszę przyznać, że nieźle to rozegraliście… Gdybym was nie znał, sam dałbym się na to nabrać…
  -Joon.. – zaczął Minho, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. – My niczego nie udawaliśmy. Ja i Taemin naprawdę jesteśmy razem.
  -Yyyyy… - zaczął mało inteligentnie. – Wy tak na poważnie? – Mino i Taemin pokiwali głowami. – A! Spoko! To, w takim razie, szczęścia wam życzę chłopaki.
  Wszyscy zgodziliśmy się z Joonem i wróciliśmy do zabawy.
  Dopiero około 24 o czymś się zorientowałem.
  Dlaczego Say siedzi sama?
  -Say gdzie jest Luhan?
  -Luhan? A, mój chłopak! Nie wiem, a był tu w ogóle? – dziewczyna widocznie już ledwo, co kontaktowała.
  Sam nie byłem tego pewny, ale dla upewnienia się zacząłem sprawdzać każdy pokój po kolei. Nigdzie go nie znalazłem, a musi być w domu, bo w holu są jego rzeczy. Został mi do sprawdzenia jedynie pokój B-Joo.
  Wszedłem do niego bez pukania, otwierając drzwi na rozcież.
  Dwie postacie spały na łóżku, a na biurku włączony był komputer, na którym dalej leciał jakiś film.
  Podszedłem do łóżka. Oczywiście, znalazła się moja zguba. Widocznie Luhan zmył się z imprezy i poszedł do B-Joo, by ten go ‘’przechował”. Musieli zasnąć podczas oglądania. Obaj w ubraniach, w poprzek łóżka i niczym nieprzykryci.
  Z westchnięciem wziąłem do rąk kołdrę i przykryłem ich nią, a przed wyjściem wyłączyłem jeszcze komputer.
  Oni tak słodko spali, że nie chciałem ich budzić. Szczególnie słodki wydał mi się B-Joo, z brązowymi włosami rozrzuconymi na poduszce i lekko rozchylonymi ustami, na których błąkał się senny uśmiech. Uroczy i piękny widok, naprawdę.
  Po cichu stamtąd wyszedłem, zmykając za sobą drzwi o zostawiając pogrążony w ciemności pokój za sobą, wróciłem do reszty na dół, w głowie dalej mając obraz twarzy śpiącego Byungjoo.

wtorek, 24 marca 2015

"New Life" Rozdział 4


Hejka.
Przybywam z kolejnym rozdziałem "New Life", który jest strasznie krótki, zważywszy na długość poprzednich.
Ale od razu mówię, że to nie moja wina.
Przez ten cholerny egzamin nie mam czasu na pisanie opowiadań, więc takie są tego rezultaty.
Trochę się obawiam, że przez to wszystko będę musiała zawiesić bloga przynajmniej do końca egzaminów.
Ale to nie jest jeszcze pewne, więc bez bicia :D.
Zapraszam do czytania.
~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~




Tytuł: "New Life"
Ilość: 4/?
Rodzaj: AU, Slash, Smut
Paringi: HanJoo (akurat w tym rozdziale można doczytać się też Luhan x Xero :D)
Fandom: TOPP DOGG, EXO, SHINee, EVOL
Ostrzeżenia: Możliwe jedno, czy dwa przekleństwa (cud chyba jakiś...)
Ilość słów: 1 010




*HANSOL*
  Sobota… Mój ulubiony dzień tygodnia, kiedy mogę sobie wstać, o której mi się podoba i nikt nie ma nic do gadania. Nie ma szkoły, upierdliwych nauczycieli i bandy nieogarniętych dzieciaków. A zamiast tego są kluby, imprezy i dziewczyny. Uwielbiam takie życie.
  Niestety akurat dzisiaj musiałem zachorować. Nienawidzę tego. Cholerny kaszel i katar. I nic ci z wypadu z chłopakami.
  Ledwo udało mi się wstać z łóżka i przejść do łazienki. Wykonałem poranną toaletę i ubrany w dresy i T-Shirt, zszedłem na dół do kuchni. Było mi cholernie zimno, więc wróciłem jeszcze do pokoju i włożyłem na siebie bluzę. No, troszeczkę cieplej. Wychodząc z pokoju zobaczyłem, że z tego obok wychodzi B-Joo, ale nie sam. Był z nim ten sam chłopak, co wczoraj. Obaj spojrzeli w moją stronę obojętnie, a następnie nic nie mówiąc zeszli po schodach. Poszedłem za nimi. W kuchni panowała cisza. Nikt nic nie mówił i czuć było napiętą atmosferę. Gdy już kończyłem jeść zadzwonił mój telefon.
  -Słucham?
  -Cześć Hansol, z tej strony Luhan – usłyszałem w słuchawce.
  -No hej. Co tam?
  -Powiedz, że możesz wyjść – odezwał się błagalnie.
  -No nie za bardzo – powiedziałem zgodnie z prawdą.
  -Proszę nie zostawiaj mnie z nią. Ona chce iść ze mną na „romantyczny” film w kinie… Ja nie chcę, mam jej dość.
  -Sorcia, ale ja jestem chory. Nie dam rady.
  -To do ciebie wpadnę. Powiem jej, jaka jest sytuacja, że nie chcesz siedzieć sam i zaraz przyjadę do ciebie.
  -Okej. To na razie.
  -Pa.
  Rozłączyłem się i położyłem telefon na stole obok siebie.
  Luhan nie mieszkał daleko, więc już pięć minut później usłyszałem dzwonek do drzwi wejściowych. Wstałem i poszedłem do przedpokoju. Gdy tylko je otworzyłem rzuciła się na mnie jakaś osóbka. Śmiejąc się z otwartości chłopaka innych, również go przytuliłem.
  -No hej przylepo. I jak, udało si się od niej uwolnić?
  -Jak widać. Chciała jechać ze mną, ale udałem troskę, mówiąc, że może się zarazić, więc darowała sobie.
  -To dobrze. Jesteś głodny?
  -Nie, jadłem w domu.
  -Okej. Ale wiesz, że teraz jesteś moją opiekunką? – zaśmiałem się złowieszczo.
  -Ej? Jak już to opiekunem.
  -No niech ci będzie. To, co robimy?
  -Może jakiś filmy obejrzymy?
  -Spoko.
  -To w takim razie chodźmy na górę.
  Luhan zdjął buty i kurtkę, a następnie ruszyliśmy w stronę schodów. Gdy mijaliśmy kuchnię B-Joo z kolegą właśnie z niej wychodzili, więc spotkanie było nieuniknione. Staliśmy dwójkami naprzeciwko siebie. Ja patrzyłem na B-Joo, on na mnie. Luhan patrzył na czerwonowłosego, a on na niego. Dla jakieś osoby pewnie byłaby to dość śmieszna sytuacja. W końcu pierwszy odezwał się Luhan.
  -Jiho? – zapytał z niedowierzaniem.
  Więc tak ten chłopak ma na imię. Ciekawe skąd Luhan go zna.
  -Luhan – stwierdził tamten. – Dawno się nie widzieliśmy, co? Tylko codziennie w szkole.
  -N-nie. Co ty tu robisz?
  -Jestem u przyjaciela – odpowiedział, wskazując na B-Joo. – A ty?
  -Ja również – spojrzał przelotnie w moim kierunku. – Hansol, możemy już iść?
  Po usłyszeniu tego pytania na twarzy Jiho pojawił się triumfalny uśmieszek.
  -Jasne.
  Przeszliśmy do mojego pokoju i tam postanowiłem zapytać, o co tutaj chodziło.
  -Ty znasz tego chłopaka? – zacząłem od najprostszego pytania.
  -Ta, chodzi do nas do szkoły, jest o rok młodszy. Nazywa się Shin Ji Ho, ale wszyscy mówią na niego Xero. A kto to był ten drugi? Gdzieś już go chyba widziałem…
  -To Byungjoo inaczej B-Joo, syn mojej macochy i najwyraźniej nowy przyjaciel tego całego Xero.
B-Joo też chodzi do tej samej szkoły, co my.
  -Wpadłem na niego pierwszego dnia. I nie mówiłeś, że masz przybranego brata…
  -Bo obaj nie chcieliśmy, żeby w szkole o tym wiedzieli. Jakoś za sobą nie przepadamy. A o co dokładnie chodzi z Xero?
  -Rok temu chodziliśmy ze sobą, ale musiałem z nim zerwać, bo rodzice kazali mi umawiać się z Say. On mnie za to znienawidził, chociaż próbowałem z nim o tym porozmawiać i jakoś wytłumaczyć, ale jak widzisz nic to nie dało… - powiedział smutnym głosem.
  -Ty go nadal kochasz, prawda? – zapytałem. Nie przejąłem się tym, że mój przyjaciel okazał się gejem. Nie przeszkadzało mi to, dopóki nie zacząłby tego, co B-Joo.
  -I właśnie w tym problem, że tak. Musze udawać, że jestem szczęśliwy z Soohee, gdy tak naprawdę chcę być z kimś innym… To jest niesprawiedliwe.
  -A nie możesz sprzeciwić się rodzicom?
  -Niby jak?
  -No nie wiem… Na przykład: powiedzieć im, że nie chcesz spotykać się z Say, bo kochasz kogoś innego?
  -Ta, a potem, jak dowiedzą się, że tą osoba jest chłopak to mnie z domu wyrzucą. Bardzo dobry ten plan, nie powiem…
  -A masz lepszy?
  -No, nie. A poza tym, to i tak już nie ma sensu. Xero mnie nienawidzi, więc nie ma, co nad tym ubolewać.
  -Tego nie wiesz na pewno. Może on tylko ukrywa swoje prawdziwe uczucia pod maską kpiny i nienawiści, co? Nigdy nic nie wiadomo.
*XERO*
  B-Joo zaprowadził mnie do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku.
  -Już wiem skąd kojarzyłem Hansola. To nowy kumpel Minho. Widywałem go w szkole…
  -Kto to jest Minho? – zapytał B-Joo.
  -Kapitan szkolnej drużyny. Do jego paczki należy 8 osób: J-Da, Say, Luhan, Sehun, Jonghyun, Doojoon, Taemin i Key. Teraz z Hansolem będzie 9. To najpopularniejsze i najbogatsze dzieciaki w szkole. Na przykład: Taemin to syn dyrektora.
  -No czaję. Ale skoro Luhan do nich należy, to skąd ty go znasz? Przecież się z nimi nie przyjaźnisz.
  -Rok temu z nim chodziłem.
  -Chodziłeś z nim? I co się stało?
  -Zerwał ze mną, bo rodzice kazali mu zacząć chodzić z córką ich kolegi, Say…
  -I on się na to zgodził?
  -Zgodził.
  -Ale, dlaczego? Przecież skoro chodził z tobą to jest homo, a nie hetero.
  -Bo to taki pierdolony aniołek. Nie sprzeciwi się rodzicom. Dla niego to jest najważniejsze.
  -Nieźle. A może on dalej cię kocha, co?
  -Nie wygłupiaj się. On kocha tylko siebie, swoich staruszków i ich pieniądze. Nic więcej.
  -Ale skoro z tobą chodził, to musiał, choć trochę cię kochać.
  -Gdyby mnie kochał, nie zerwałby ze mną tylko, dlatego, że rodzice kazali mu chodzić z jakąś pustą i rozpieszczoną panną.
  -No, dobra. Ty go jeszcze kochasz – bardziej stwierdził fakt, niż zapytał.
  -Nawet, jeśli, to nie ma żadnego znaczenia. Już nie. Nie dla mnie.
  Zostawiliśmy ten temat i zaczęliśmy grać na X-Box’ie (nie wiem czy dobrze to napisałam).

sobota, 14 marca 2015

"New Life" Rozdział 3

Hejka, witam wszystkich po mojej tygodniowej nieobecności.
Rozdział dodaję na specjalne życzenie Cheshire Violet <3 .="" p="">Nie wiem jak to będzie dalej z tym moim pisanie, bo coraz większymi krokami zbliżam się do egzaminu gimnazjalnego i muszę choć trochę się czegoś poduczyć. Ale oczywiście będę się starać w miarę moich możliwości i ograniczeń czasowych.
Zapraszam do czytania. :*

~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~



Tytuł: "New Life"
Ilość: 3/?
Rodzaj: Smut, AU, Slash
Paring: HanJoo, Luhan x Say, Minho x J-Da, JongKey (paringi stopniowo mogą się zmieniać, ale w tym rozdziale istnieją takie)
Fandom: TOPP DOGG, EVOL, SHINee, EXO
Ilość słów: 2 624
Ostrzeżenia: To co zwykle...

     *B-JOO*
 Cała ta rozmowa z Kidohem bardzo mnie wzburzyła, chociaż nie dałem tego po sobie poznać. Po co on tu w ogóle przylazł? I jeszcze ta część o tym rzekomym szczęściu... Dlaczego wtedy w myślach widziałem twarz Hansola? Przecież ja go nawet nie lubię, ledwo znoszę jego obecność w moim pobliżu. Ale jego dotyk na moim ciele... Taki... Taki przyciągający... I boskie usta... Kurwa, o czym ja do cholery myślę?! B-Joo ogarnij się!
     *RETROSPEKCJA*
 Przy drzwiach czekał na mnie Xero i od razu do mnie podbiegł.
 -B-Joo, kto to był?
 -Znajomy - odpowiedziałem obojętnie.
 -Kłamiesz - stwierdził. - Widzę to. B-Joo, powiedz prawdę...
 -Wątpię, że chcesz ją znać - skapitulowałem.
 -Chcę.
 -Spoko, tylko potem nie mów, że cię nie ostrzegałem - spojrzałem na niego, myśląc, że na jego twarzy dostrzegę, choć cień zwątpienia, ale on był całkowicie pewny. - Więc zacznę od początku. Po śmierci mojego ojca, a raczej jego zabójstwie, było mi bardzo ciężko.
 -Twój ojciec został zamordowany?!
 -Tak, ale nie musisz tego wykrzykiwać na pół korytarza. Chodź pod schody, tam pogadamy.
 Do lekcji zostało jeszcze jakieś dziesięć minut, więc nie śpieszyło się nam
 -Okej. Opowiadaj dalej - zarządził czerwono włosy, wygodnie siadając na podłodze, o ile na podłodze może być w ogóle wygodnie. Usiadłem obok niego.
 -Może nie byłby to dla mnie taki wstrząs, gdyby nie jeden szczegół. Byłem świadkiem tego morderstwa.
 Moje słowa wyraźnie wstrząsnęły Jiho, bo patrzył na mnie autentycznie przerażony.
 -C-co? J-jak?
 -Normalnie. Widziałem wszystko. Miałem wtedy 8 lat. Tato ukrył mnie w jakimś pomieszczeniu pod domem, ale i tak widziałem, co się tam działo. Cały czas obwiniałem się o to, że mu nie pomogłem, że nic nie zrobiłem.
 -Ale byłeś dzieckiem. Miałeś tylko 8 lat. Nic nie mogłeś zrobić - wtrącił chłopak. Popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem.
 -Wszyscy mi tak mówili, ale ja im nie wierzyłem. Uważałem, że oni mówią tak tylko, dlatego, żebym nie płakał, a myśleli całkiem, o czym innym. Dopiero potem to zrozumiałem. Ale dalej nie mogłem się z tym pogodzić.
 -Ale, co to ma wspólnego z tym typkiem z pod szkoły?
 -Właśnie do tego zmierzam. Po tym wydarzeniu zmieniłem się nie do poznania. Z wesołego, cieszącego się wszystkim chłopca stałem się zimnym i opryskliwym nastolatkiem. Szanowałem jedynie moją mamę, a resztę ludzi nienawidziłem. Nic mnie nie interesowało. Gdzieś tak z dwa lub trzy lata temu poznałem Kidoha, to ten mężczyzna, z którym gadałem. Zaproponował mi pracę. Nie narzekałem na brak pieniędzy, ale pomyślałem, że posiadanie swojej własnej kasy mi nie zaszkodzi, więc się zgodziłem. Pewnie już się domyślasz, co to była za praca. I uprzedzę twoje pytanie: tak, chodziło o pracę w burdelu. Kidoh był tam jednym z najbardziej szanowanych klientów, więc jakoś mnie wkręcił. Szef był mną zachwycony, więc mnie przyjął. Dość szybko zyskałem tam "sławę", a on był jednym z moich stałych klientów. Po około półtora roku chciałem z tym skończyć, ale jakoś nie mogłem. A potem mama oznajmiła, że wychodzi ponownie za mąż i przeprowadzamy się do Seulu, więc od razu przystałem na tą propozycję, bo była mi na rękę. Gdy się tu przeprowadziliśmy z nią i jej nowym mężem myślałem, że to już koniec, że tamto życie zostawiłem za sobą, ale widocznie się myliłem. Kidoh mnie odnalazł, bo chciał powiedzieć mi, że się we mnie zakochał, ale go zbyłem No, to tyle. Tak przedstawia się historia mojego zajebistego życia. Jak chcesz t możesz już iść powiedzieć całej szkole, spoko. Ja dam sobie radę.
 -Czekaj, dlaczego myślisz, że polecę wygadać to całej szkole?
 -Bo wątpię, że chcesz mnie teraz znać - odpowiedziałem obojętnie.
 -B-Joo, a mógłbyś mnie łaskawie wysłuchać?! - chłopak chyba stracił do mnie cierpliwość.
 -No, proszę bardzo - godziłem się niezbyt chętnie. A co mi szkodzi?
 -Po pierwsze: nie wygadam tego osobom w szkole. Po drugie: jesteś moim przyjacielem, więc nie mógłbym ci tego zrobić. I po trzecie: nie obchodzi mnie to, co robiłeś kiedyś, ważne jest, że już z tym skończyłeś. Dotarło do ciebie?
 Patrzyłem na niego lekko zszokowany. Myślałem, że ten zrobi tak jak Hansol, czyli zwyzywa od najgorszych i po prostu sobie pójdzie. A on zachował się jak najprawdziwszy przyjaciel. Wysłuchał mnie i nie osądzał po czynach.
 -Naprawdę? - zapytałem z niedowierzeniem.
 -No pewnie - odpowiedział z pewnością. - Chodź tu - mruknął, rozkładając ręce i przyciągając mnie do siebie.
 Przytuliłem się do niego, pierwszy raz od bardzo długiego czasu pokazując jakieś ciepłe uczucia.
 -Dziękuję - wyszeptałem w jego szyję.
 -Nie ma, za co, w końcu od tego są przyjaciele - ledwo zdążył to powiedzieć, a rozległ się dzwonek na lekcję, więc obaj biegiem rzuciliśmy się w stronę klasy.
     *KONIEC RETROSPEKCJI*
 Xero naprawdę udało się poprawić mój hujowy nastrój. Zapomniałem nawet o tej kurewskiej rozmowie z Kidohem.
 Dopiero teraz dotarło do mnie, że Jiho to nie jeden z tych fałszywych osobników, tylko prawdziwy przyjaciel. Taki, który zawsze będzie przy tobie bez względu na nic. W tej chwili nie żałowałem już, że tego pierwszego dnia w szkole spotkałem go na korytarzu, a potem usiadłem w jednej ławce.
 Ale spokoju nie dawała mi jedna rzecz, a raczej osoba, ale to możemy zaliczyć do rzeczy i nikt się nie obrazi. Oczywiście mówię o Hansolu. Przez cały czas zastanawiałem się, o co chodzi z tym przygłupem. Czyżbym w jakiś dziwny sposób się w nim... zauroczył? Nie, to jest najzwyczajniej w świecie nierealne i niemożliwe. On mnie nie lubi, ja go też nie i wszyscy są happy.
 Z takim przekonaniem wróciłem do domu, gdzie czekał na mnie obiekt moich niepewności i rozmyślań.
 Wszystkie jego słowa skierowane do mnie... Bolało i to cholernie mocno. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Zawsze znosiłem docinki i wyzwiska ludzi ze szkoły, a teraz przejmuje się jednym chłopakiem... Co się za mną do cholery dzieje?! Gdzie ta moja odwaga i złośliwość?
 Niech on już się zamknie, niech przestanie gadać... Nic o mnie nie wie, nie zna mnie... Nie ma prawa mnie osądzać.
 Wzrok pełen pogardy i obrzydzenia na całym moim ciele... Czułem jakby wypalał nim ślady na mojej skórze i duszy. I to dosłownie. Przerażało mnie to. Wcześniej nie przejmowałem się tym, jakie ktoś ma o mnie zdanie, a teraz jest zupełnie odwrotnie.
 Ostatnie słowa totalnie mnie załamały.
 Skoro słyszał całą moja rozmowę z Kidohem to powinien wiedzieć, że  z tym skończyłem, że już nie jestem męską dziwką. I oczywiście nie zamierzam do tego wracać.
 Gdy wyszedł przez chwilę stałem tam jak głupek i patrzyłem w miejsce, w którym zniknął. Usiadłem na kanapie tępo patrząc w czarny ekran telewizora plazmowego. Układałem sobie wszystko w głowie. Hansol odkrył moja przeszłość, Xero również. Ten drugi zaakceptował to, a pierwszy widocznie się mną brzydzi, nienawidzi mnie i na dodatek zmieszał mnie z błotem. I to było właśnie najgorsze. Zrozumiałem, że bardziej bym się cieszył, gdyby było odwrotnie. Ale to nie znaczy, że nie cieszę się, iż Xero postąpił tak a nie inaczej!
 Ja chyba czuję coś do Hansol i to właśnie, dlatego.
 Nie chyba tylko na pewno, głąbie jeden!
 Oj, przymknij się...
 To uświadom sobie w końcu, że się w nim zakochałeś półgłówku!
 Nie wyzywaj mnie. Ja go nie kocham, przecież ja go nawet nie lubię.
 Tak, tak wmawiaj sobie, może ktoś w to kiedyś uwierzy.
 Ach, przytkaj się już
 Cholera, ze mną naprawdę jest coś nie tak, skoro kłócę się sam ze sobą.
 A może ten cholernie wkurwiający głosik w mojej głowie ma rację i naprawdę zadurzyłem się w Hansolu. No, to przynajmniej wyjaśniałoby, dlaczego tak przejąłem się jego słowami.
 O, kurwa ja naprawdę się zakochałem.
 Nie, nie, nie, nie, nie, nie... Wszyscy, tylko nie on... Proszę... Błagam... Niech to będzie tylko głupi sen... Ja tego nie wytrzymam.
 Otrząsnąłem się z myśli i poszedłem do swojego pokoju. Tam rzuciłem się na łóżko i pierwszy raz od śmierci taty najzwyczajniej w świecie się rozpłakałem.
 Nie wiem ile leżałem tak wylewając łzy w poduszkę, ale po jakimś czasie wyczerpany zasnąłem.
 Obudził mnie budzik, standardowo o godzinie 6.30.
 Byłem we wczorajszych ubraniach z zapłakana twarzą, niezbyt przyjemny stan.
 Szybko poszedłem do łazienki, umyłem się, doprowadziłem do stanu używalności, założyłem ciuchy i wyszedłem. Dzisiaj postawiłem na lekko niegrzeczny styl. Czarne rurki i dużą ilością dziur, szczególnie na udach i do tego bokserka z głębokimi wcięciami po bokach, również czarna z nadrukiem czaszki. Postanowiłem jeszcze trochę podkreślić oczy, do czego użyłem eyelinera. Na przegub prawej ręki kolczatka i gotowe.
 Popatrzyłem na zegarek, dostrzegając, że jest już 7.30.
 Zszedłem na dół do kuchni, gdzie zastałem Hansola jedzącego śniadanie. Ten zlustrował mnie wzrokiem i prychnął pod nosem.
 -Idziesz tak ubrany do szkoły?
 -A, co ci do tego?
 -Wyglądasz jakbyś szedł na ulicę. Ale ty zapewne właśnie tam się wybierasz. Ilu masz klientów na dzisiaj, co? - rzucił złośliwie.
 -Zamknij się - wycedziłem przez zaciśnięte zęby, wkurzony na niego.
 -O, księżniczka się wkurzyła? Uważaj, bo złość piękności szkodzi. A w tej branży wygląd jest raczej ważny...
 -Przymknij się, rozumiesz? Nie odzywaj się - tym razem w moim głosie można było usłyszeć wyraźne drżenie, którego za nic nie mogłem powstrzymać.
 -Tylko się nie porycz, bo zapłakanej i rozmazanej dziwki raczej nikt nie zechce...
 Nie wytrzymałem i bez zjedzenia śniadania, ani wzięcia czegokolwiek do szkoły wyszedłem z domu mocno trzaskając drzwiami. Byłem wkurwiony jak nigdy dotąd, więc od razu zapaliłem. Dobrze, że w ostatniej chwili przypomniałem sobie o torbie z książkami, bo inaczej poszedłbym bez nich na lekcje.
 Zadzwoniłem do Xero, pytając czy wyszedł już z domu. Chłopak poinformował mnie, że jest w drodze do budy. Spotkaliśmy się na rogu ulic tam gdzie zawsze i ruszyliśmy.
 Paliłem jednego papierosa za drugim, ale nerwy nie chciały mnie opuścić.
 -Co ty taki wkurzony, co? - spytał w końcu Jiho, a miałem ciszą nadzieję, że o to nie zapyta. Ale jak to się mówi: nadzieja matką głupich i poszła się jebać.
 -Szkoda gadać. Zwykła kłótnia rodzinna - nie byłem daleki od prawdy.
 -A, no spoko. Nie wtrącam się - powiedział Xero i już do końca drogi nie poruszył tego tematu.
 Wszystkie lekcje minęły nam jak zwykle w luźnym nastroju. No, poza geografią. "Kochany" pan Jung "łaskawie" zadał nam projekt do wykonania w parach. Partnerzy tacy jak w ławkach, czyli, że ja z Xero robimy razem. Mamy wybrać jeden kraj z krajów europejskich i opisać go.
 Po lekcjach to był jedyny temat, na jaki rozmawialiśmy, a raczej kłóciliśmy.
 -Włochy! Zrobimy o Włochach! - upierałem się.
 -Nie, o Francji!
 -Nie!
 -Tak!
 -Nie!
 -Tak!
 -Dobra, mam pomysł! - krzyknąłem nagle. - Pójdźmy na kompromis i zróbmy o Polsce - zaproponowałem. - Polska jest w Europie, prawda?
 -No raczej jest. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ale to dobry pomysł.
 -To, kiedy zaczynamy i u kogo to robimy? - zapytałem.
 -Możemy nawet dzisiaj. U ciebie. Ty byłeś u mnie już ze sto razy, a ja u ciebie ani razu.
 -Ech, no dobra, może być - zgodziłem się. Mam tylko nadzieję, że nie będzie Hansola. - To chodź.
     *XERO*
 Ruszyliśmy w drogę domu B-Joo.
 Byłem ciekawy gdzie i jak on mieszka/ Nigdy nie opisywał jak dokładnie u niego jest. Mówił tylko, że mieszka z mamą i ojczymem. I nic więcej.
 Przez cała drogę zerkałem na chłopaka, który z każdym pokonanym przez nas metrem bledł coraz bardziej. Denerwował się?
 Zatrzymaliśmy się pod eleganckim, dwupiętrowym domem, pomalowanym na ładny jasnoniebieski kolor.
 -To tutaj - oznajmił, uśmiechając się trochę wymuszenie.
 -Ładny - pochwaliłem szczerze, uśmiechając się do niego szeroko.
 -Dzięki - odpowiedział. - Chodź.
 Ruszyliśmy kamienną ścieżką, prowadzącą do schodów, które następnie pięły się w górę do drzwi wejściowych. B-Joo wyciągnął ze spodni klucze i otworzył je, zapraszając mnie do środka.
 -Nikogo nie ma? - zapytałem, nie słysząc zupełnie nic poza ciszą.
 -Nie. Mama i ojczym pracują od rana do wieczora, więc nie wrócą przed 23 - wyjaśnił chyba lekko uspokojony.
 -Ale masz fajnie... Cała chata dla siebie... - powiedziałem zachwycony.
 -Taa... - mruknął niezbyt przekonany. - Chodź na górę.
 Weszliśmy po schodach na wyższe piętro, gdzie zapewne był pokój B-Joo. Skręciliśmy w lewo i weszliśmy do jednego z dwóch pokoi.
 -A ten drugi to czyj? - zadałem pytanie.
 -Niczyj - odpowiedział krótko.
 Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ściany pomalowane na czarno-czerwono, wielkie łóżko również w tej samej kolorystyce. Komputer stojący na biurku w kącie. Szafa z lustrem zajmująca prawie całą jedną ścianę, zapewne garderoba.
 -Fajny pokój - uśmiechnąłem się do niego wesoło. - Na tym twoim łóżku zmieściłyby się dwie osoby - wywnioskowałem.
 -Heh, wiem. Ale jest wygodne... - westchnął rozmarzony. - Dobra, my to chyba mieliśmy jakiś projekt robić, a nie obgadywać moje łóżko.
 -No racja. To najpierw może sprawdźmy, czy aby na pewno Polska jest w Europie.
 -Dobry pomysł. Włącz komputer, a ja pójdę zrobić jakieś kanapki i wziąć coś do picia dla nas, okej?
 -Spoko.
 Chłopak wyszedł z pokoju, a ja usiadłem przy biurku i włączyłem urządzenie. Ledwo zabrałem palec z przycisku, gdy drzwi do pokoju się otworzyły.
 -Jakoś bardzo szybko się z tym wyro... - uciąłem, gdy spojrzałem w stronę drzwi. Zamiast B-Joo stał w nich młody chłopak, może rok lub dwa ode mnie starszy, z czarnymi włosami i lekko słodką twarzą, ale oszpeconą wyrazem pogardy. Ubrany był w jasnoniebieski rurki i czarną bokserkę z jakimś napisem. Skądś go kojarzyłem, ale nie pamiętam dokładnie.
 -Kto ty? - zapytał na wstępie.
 Co za idiota! Zero kultury!
 -Przyjaciel Byungjoo. A ty?
 -Ha, przyjaciel... Więc to tak się teraz nazywa, co? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
 -O, czym ty gadasz, co? I w ogóle, co robisz w domu B-Joo?
 -No chyba mam prawo w nim przebywać, skoro to także i mój dom.
 Jego dom? Jak to? Przecież B-Joo mówił, że mieszka tylko z matką i ojczymem.
 -Jak to twój?
 -O, czyżby nasz kochany słodziak - zaczął z wyczuwalną pogardą w głosie chłopak - nie powiedział ci, że ma brata?
 Od odpowiedzi uratowało mnie pojawienie się B-Joo. Chłopak staną za czarnowłosym, a niesiona przez niego taca z hukiem spadła na ziemię. Mój przyjaciel patrzył na przybysza ze złością w oczach, ale i czymś, czego nie potrafiłem nazwać.
 -Czego chcesz Hansol? - prawie, że wy warczał te słowa, nie kryjąc irytacji.
 -O, i zjawiła się nasza księżniczka! - krzyknął przysłodzonym głosem Hansol.
 -Zamknij się i wypieprzaj z mojego pokoju w trybie natychmiastowym - B-Joo zacisnął żeby, patrząc na niego piorunującym wzrokiem. Był mega wściekły, ale w jego spojrzeniu dostrzegłem również ból.
 -Czyżbyś mnie nie posłuchał i jednak sprowadzasz do domu swoich klientów? - zapytał złośliwie Hansol. No, B-Joo ma miłego braciszka, nie powiem. Mieć brata, który tak cię traktuje... Nie wyobrażam sobie tego...
 -Kazałem ci wypierdalać! - prawie, że krzyknął B-Joo.
 -Ile mu dajesz za jeden numerek, co? - tym razem czarnowłosy zwrócił się do mnie. - Ile razy już wsadzałeś mu swojego huja w dupę, hym?
 Zawsze byłem wyszczekany, ale tym razem nie wiedziałem, co powiedzieć, jak się odezwać. Patrzyłem tylko na niego zszokowany. B-Joo przelotnie spojrzał na mnie, a następnie złapał go za ramiona i popchnął, usuwając ze swojej drogi.
 -Wy-pier-da-laj - wycedził i trzasnął mu drzwiami przed nosem.
 B-Joo oparł się o drewnianą powierzchnię, zsunął się po niej, podkurczając nogi pod siebie i obejmując je ramionami. Schował w nich głowę i westchnął cierpiętniczo.
 -B-Joo? - wstałem ze swojego dotychczasowego miejsca i podszedłem, klękając przy jego boku. - Wszystko w porządku? - zapytałem, lekko dotykając jego ramienia. Odmruknął coś niewyraźnie. - Co?
 -Nie, kurwa! Nic nie jest w porządku! - wybuchł nagle, podnosząc głowę, a ja przestraszony odskoczyłem od niego. Po twarzy B-Joo spływały łzy, a on sam patrzył pustym wzrokiem przed siebie.
 -B-Joo, o co chodzi? Powiedz mi - zwróciłem się do niego łagodnie i zachęcająco.
 -To wszystko wina tego dupka! - wykrzyczał chłopak.
 -Hansola? - zapytałem.
 -No jego.
 -A, co on zrobił?
 -Widziałeś jak mnie traktuje - stwierdził. - Ja tego nie wytrzymam - wyłkał.
 -Ty coś do niego czujesz, prawda? - spytałem.
 Spojrzał na mnie zdziwiony.
 -To aż tak widać?
 -Ja zauważyłem, ale ten idiota raczej nie - skwitowałem. - Kochasz go?
 -Ta... kocham - przyznał.
 Tej nocy nocowałem u B-Joo, bo chłopak nie chciał zostawać sam.