Nie wiem, czy ktoś w ogóle czyta tego bloga (mam nadziję, że przynajmniej jedna lub dwie osoby), a tym bardziej notki ode mnie.
Heh, dobra żartowałam.
Zostałam do tego zmuszona i zaszantarzowana.
Dobra nie wiem co pisać, ten próbny egzamin totalnie mi mózg wyprał. Dosłownie, historia szczególnie.
Zapraszam do czytania.
Za dedykiem dla: Aivilo Lee i Cheshire Violet.
**********************************************************
Tytuł: ''Obudź się...''
Ilość: 4/?
Rodzaj: To samo.
Pairing: Jren
Fandom: NU'EST
Ilość słów: 1 148
*JR*
Spojrzałem na lekarza zapłakanymi oczyma i zadałem
pytanie, dręczące mnie odkąd Ren trafił do tego cholernego szpitala:
-Co z nim?
-Nie udało na się go wybdzić. Żyje, ale jest w śpiączce.
Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy – odpowiedział smuto lekarz.
Odetchnąłem z ulgą, ale dalej płakałem. Przynajmniej
żyje. To się liczy. Na pewno kiedyś się obudzi.
-Przewieziemy go na sale. Niedługo będzie można do niego
wejść.
-A, co mu tak właściwie się stało? – zapytał Aron,
obejmujący łkającego Minhyuna.
-Został bardzo dotkliwie pobity. Ma siedem złamanych
żeber, obrażenia wewnętrzne i… - zatrzymał się na chwile. Spojrzeliśmy na niego
ze strachem i niecierpliwością. – I podejrzewam, że – znowu się zawiesił - …,
że został zgwałcony. – dokończył szeptem. – Przykro mi.
-Obożebożebożeboże… - szeptał Minnie, zakrywając usta
dłonią.
-To nie możliwe – powiedziałem do siebie, również po
cichu. – Tylko nie mój mały Rennie.
-TWÓJ?! Jaki kurwa TWÓJ?! Ty go przecież nienawidzisz!
Gdyby nie ty, Ren nigdy nie wyszedłby na ten pieprzony dwór i TO nigdy by się
nie stało! Wszystko przez ciebie! Przez to, że tak po nim jeździłeś,
nienawidziłeś! – wydarł się Baekho, podszedł do mnie i przywalił w twarz. Nie
broniłem się. Bo, po co? Przecież wszystko, co powiedział było prawdą. To, co
spotkało Rena to moja wina. Gdybym na początku powiedział mu, co czuję, a nie
poniżał i wyzywał na każdym kroku, to nic by się nie stało. Z moich oczu
popłynęły nowe łzy.
-Baekho, spokojnie – powiedział Minhyun, zbliżył się do
chłopaka i położył mu rękę na ramieniu w uspokajającym geście. – Nie masz
racji. To wina nas wszystkich. Zamiast mu pomóc, porozmawiać, my w ogóle nie
zwracaliśmy na to uwagi. Mogliśmy jakoś zareagować.
Przez naszą kłótnię nie zauważyliśmy nawet, że lekarz
oddalił się do swoich obowiązków. Po pięciu minutach z Sali wyszły dwie
pielęgniarki, pchające łózko, na którym leżała postać przykryta po samą szyje
białą kołdrą. Od razu podbiegłem do nieprzytomnego chłopaka. Wyglądał jak
anioł. Skórę miał jak porcelanowa lalka, blond włosy otaczały jego twarz,
pogrążoną w spokojnym śnie, jak aureola. Wyglądał boleśnie pięknie. Złapałem
jego rękę. Była chłodna w dotyku, ale bardzo delikatna. Patrząc na niego w
takim stanie poczułem, że kolejny raz tego dnia, płaczę. Płakałem przez moją
własną głupotę. Przez samego siebie mogłem stracić jedyna osobę, którą
kochałem. Wiedziałem, że przez moje zachowanie straciłem szansę na szczęście.
Już nigdy nie pokocham nikogo innego, tak jak kocham Rena.
Pół godziny później Ren był już na Sali. Chłopaki
siedzieli na kanapach, ustawionych pod jedna ze ścian, a ja cały czas spędziłem
przy jego łóżku, trzymając drobna dłoń chłopaka w swojej. Nie przestawałem
płakać, nikt ni mógł mnie uspokoić, aż w końcu Aron nie wytrzymał i zadał
pytanie, które musiało kiedyś paść:
-Jong, powiesz nam, o co chodzi? Dlaczego tak nagle
zacząłeś się martwic o naszego maknae? I tym razem masz odpowiedzieć, a nie się
wykręcać wzruszeniem ramion.
Nie wiedziałem jak im to powiedzieć, więc zwróciłem się
do jedynej osoby, która wiedziała o wszystkim.
-Minhyun, mógłbyś?
-Mam im wszystko powiedzieć? – upewnił się młodszy, a ja skinąłem
głową na potwierdzenie. – A więc tak… - zaczął i popatrzył na resztę. – JR
nigdy nie nienawidził Rena. Tak naprawdę od samego początku go kochał, ale bał
się tego uczucia, dlatego się tak zachowywał. Myślał, że jak wmówi sobie, że go
nienawidzi, to ta miłość odejdzie, ale jak widać to się nie sprawdziło, tylko przysporzył
bólu zarówno sobie, jak i Renowi – przerwał na chwile i uśmiechnął się do mnie
smutno. – No tyle.
Chłopaki siedzieli patrząc na mnie szeroko otwartymi
oczami, a ja robiłem wszystko, żeby tylko nie patrzeć im prosto w oczy.
-JR… czy-czy to prawda? – zapytał w końcu Jason. Kiwnąłem
głową.
-Taa… Prawda… - mruknąłem, wpatrując się w swoje buty i
czerwieniąc jak cholera.
-Nie no, nie wieżę! – wykrzyknął nagle Aron, śmiejąc się jak
głupi. Popatrzyliśmy na niego jak na debila. – No, co? Pierwszy raz widzę, jak
nasz kochany lider się rumieni! – odpowiedział na niezadane pytanie, zginając
się w pół i łapią za brzuch. Zignorowałem go i odwróciłem się w stronę Rena.
Wyglądał na takiego bezbronnego, słabego i niezdolnego do jakiegokolwiek ruchu,
że patrząc na niego czułem niemal fizyczny ból, a serce rozpadało się sir na miliony
kawałków, które nigdy nie wróci do poprzedniego stanu. Zostanie naprawiony dopiero,
gdy chłopak leżący na łóżku obudzi się i znowu będzie z nami.
*Aron*
Nie mogłem uwierzyć w to, co powiedział nam Minhyun.
Nigdy nie podejrzewałbym, że JR może kochać naszą Divę. Zawsze mu dokuczał,
wyzywał i poniżał. Wydawało mi się, zresztą widać, że nie tylko mi, że JR nienawidzi
Rena, od kiedy tylko go zobaczył. A teraz się okazuje, że on przez cały ten
czas udawał i, że go kocha. To się po prostu w głowie nie mieści.
Spojrzałem na lidera, który patrzył na pogrążonego we
śnie Rena z czułością, miłością i bólem. No, przynajmniej teraz nie ukrywa uczuć,
jak robił to dotychczas.
Wstałem i skierowałem się do wyjścia z Sali.
-A ty, dokąd? – usłyszałem Minhyuna i poczułem jak visual
łapie mnie za rękę. Odwróciłem się twarzą do niego.
-Do lekarza, muszę z nim porozmawiać – powiedziałem i
wyszedłem.
Znalazłem tego typka – nie pamiętam jak się nazywał – w
gabinecie.
-Dzień dobry – przywitałem się grzecznie, wchodząc do
środka.
-Dzień dobry. Słucham pana – odpowiedział.
-Ja jestem przyjacielem Choi Min Kiego. Chciałem się o
coś spytać.
-Proszę bardzo.
-Czy on się obudzi? – zapytałem ledwo słyszalnym szeptem
ze łzami w oczach.
-Nie będę pana okłamywać. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek
się obudził. Ma małe szanse. Gdzieś około 3-4 procent. – powiedział smutnym,
wystudiowanym głosem. Łzy popłynęły po moich policzkach. Nie starałem się ich
powstrzymać. – Naprawdę bardzo panom współczuję. Tak młody chłopak. Obiecuje,
że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby wybudzić pańskiego przyjaciela.
-Dziękuje. Do widzenia – powiedziałem i wyszedłem.
Wróciłem na salę, a chłopaki od razu zaczęli mnie
wypytywać.
-I, co?
-Co powiedział?
-Co dalej?
-Chłopaki spokój! – odezwał się JR i podszedł do naszej
czwórki. – I co powiedział lekarz? Ale po twojej minie widzę, że to nic dobrego
– mówił smutnym głosem, ale przynajmniej już nie płakał, lecz gdy dowie się, o
czym się dowiedziałem pewnie znowu się załamie.
-A wiec, poszedłem się spytać czy Ren się z tego wybudzi…
- zawiesiłem na chwilę głos – i lekarz powiedział, że są na to nikłe szanse.
Tylko jakieś 3-4 procenty – dokończyłem załamany.
Tak jak się spodziewałem, JR załamał się jeszcze bardziej.
Szczerze, nie miałem pojęcia, że tak się zachowa. Wybuchł głośnym płaczem,
podbieg…ł do łózka i prawie, że rzucił się na Rena, przytulając go do siebie.
Co chwilę szeptał: „Obudź się, obudź się, obudź się…”
-Hyung spokojnie. Ren jest silny, da radę. Zobaczysz,wujdzie
z tego – uspokajał go Minhyun. Nie byłem pewny, co do słów młodszego, ale
wierzyłem w to. Muszę wierzyć i reszta również.
Zostaliśmy w szpitalu, dopóki nas z stamtąd nie
wyproszono, chociaż nie odbyło się bez cyrków. Gdyż nasz „kochany” lider za
żadne skarby nie chciał zostawić Rena, personel musiał wzywać ochronę, żeby go
wyprowadziła.
W końcu dotarliśmy do domu i każdy zaszył się w swoim
pokoju, przeżywając to, co się stało na swój sposób.
Po pierwsze: dziękuję za dedykację ^^
OdpowiedzUsuńA po drugie: zabiję cię jeśli jutro nie dostane kolejnego rozdziału! To jest takie piękne i smutne, że... że nie wiem co ci zrobię jak to się źle skończy XD
Buuuuuu płacze :((( Biedna Renia buuuuu (normalnie nienawidzę cie za ten rozdział XD )
OdpowiedzUsuń