Wstawiam kolejny rozdział "New Life" i mam nadzieję na więcej komentarzy niż dotychczas. Nie będę się rozpisywać.
Zapraszam do czytania i komentowania.
***********************************************************************************
Tytuł: "New Life"
Ilość: 2/?
Rodzaj: Smut, AU, Slash
Paring: HanJoo, Luhan x Say, Minho x J-Da, JongKey (paringi stopniowo mogą się zmieniać, ale w tym rozdziale istnieją takie)
Fandom: TOPP DOGG, EVOL, SHINee, EXO
Ilość słów: 3 396
Ostrzeżenia: Przekleństwa (jak zawsze)
*B-Joo*
Obudziłem się z krzykiem, cały zlany potem. Znowu śnił mi się TEN dzień. Najgorszy w całym moim dotychczasowym życiu. Dzień, którego ponad wszystko pragnąłem zapomnieć. Od mojej rozmowy z Hansolem minął już miesiąc, a ja dalej nie mogłem wyrzucić z głowy wspomnień, które on wtedy przywołał. Wspomnienia te, jak bumerang wciąż do mnie wracały. W nocy, w snach, gdy tylko zamknę oczy od razu widzę całą scenę, jakby wszystko to działo się w tym momencie. Dokładnie pamiętam emocje, jakie wtedy mną targały. Strach. Przerażenie. Niedowierzanie. Ból straty. Nigdy o tym nie zapomnę, niestety. Dlaczego nic wtedy nie zrobiłem? No tak, byłem dzieckiem. Miałem zaledwie osiem lat. Co dzieciak może zrobić? Nic. Obwiniałem się o to, chociaż wiem, że nic kompletnie nie mogłem zrobić.
Pewnie zastanawiacie się, o czym ja mówię, więc opowiem całą historię o samego początku.
Urodziłem się w bogatej rodzinie. Mój ojciec był prezesem w jednej z najlepiej prosperujących firm w Korei. Było ekstra. Lepszego życia sobie wymarzyć nie mogłem. Miałem wszystkiego pod dostatkiem, ale nie byłem zarozumiałym dupkiem jak większość dzieciaków z kasą. Byłem miły dla wszystkich i wszystkich traktowałem jednakowo. Byłem kochany przez wszystkich. Rodzice cieszyli się razem ze mną. Tato rzadko bywał w domu przez wyjazdy i nawał pracy, ale nie narzekałem. Odpłacał mi to w weekendy, które przeznaczał wyłącznie dla mnie. Mama wychodziła wtedy spotkać się z koleżankami. TO stało się właśnie w taki dzień. W sobotę tato zabrał mnie do domku wypoczynkowego w górach. Cieszyłem się. Myślałem, że to będzie najszczęśliwszy dzień w moim życiu, a zmienił się w koszmar. Pamiętam, że siedziałem w moim tymczasowym pokoju i bawiłem się zabawkami, gdy do pomieszczenia wpadł zdyszany tato i kazał mi biec za nim. Pobiegłem. Widziałem strach na jego twarzy. Pytałem czy coś się stało, ale on nie odpowiadał. Powiedział, że się zabawimy. Otworzył klapę w podłodze w salonie i kazał mi wejść do środka. To było jakieś ciemne przejście. Posłuchałem go. Powiedział, że pod żadnym pozorem mam nie wychodzić, ani nic nie mówić, dopóki mama mnie nie znajdzie. Zgodziłem się, nie podobała mi się ta zabawa, ale co innego miałem zrobić. Tato opuścił klapę, zrobiło się całkowicie ciemno, ale przez szparę widziałem cały pokój. Tato stał na środku, jakby na coś czekał. Po chwili do szyby zostały wybite, a w pomieszczeniu znaleźli się mężczyźni z bronią w rękach. Pamiętam tylko wystrzał, krzyk i tatę upadającego na ziemię. Wiem, że płakałem. Nie krzyczałem, tak jak obiecałem, ale bezgłośnie łkałem skulony pod ścianą. Cała podłoga zabarwiła się krwią, a ja siedziałem i płakałem dopóki mama mnie nie znalazła i nie zabrała z stamtąd.
To właśnie cała historia. Niezbyt wesoła, wiem. Niestety takie życie. To właśnie przez to wydarzenie jestem taki, jaki jestem. Wredny, opryskliwy, sarkastyczny. Już nie ma tego słodkiego chłopczyka, co kiedyś i wątpię, żeby on kiedykolwiek wrócił.
Poszedłem do łazienki, żeby wziąć prysznic. Czysty i przebrany zszedłem na dół zjeść śniadanie. W kuchni zastałem Hansola jedzącego płatki. Na powitanie rzucił:
-Co się tak rano wydzierałeś, co?
-Nie twój interes - odpowiedziałem. Stanąłem do niego tyłem i wyciągnąłem miskę z górnej szafki.
-Księżniczka miała zły sen? - droczył się dalej.
Zaprzestałem wykonywanej czynności, czyli nasypywania płatków do naczynia i nie odwracając się do niego wycedziłem:
-Zatkaj się tymi płatkami, albo nie czekaj... Udław się nimi. Cokolwiek, ale się nie odzywaj.
Skupiony na utrzymaniu mojego gniewu wewnątrz, nie zwracałem na niego najmniejszej uwagi, do czasu, aż poczułem jego dłonie na swoich biodrach.
-Nie złość się, bo złość piękności szkodzi. Chociaż tobie to i tak już raczej nie grozi.
-Zabieraj te obleśne łapska, jeśli nie chcesz ich stracić.
-A, co ty mi możesz zdobić? - zapytał, jakby nie wierzył w to, że mogę być groźny.
-Więcej niż myślisz...
Chodziło mi o zabicie go, ale idiota to idiota i oczywiście zrozumiał to inaczej niż trzeba. Położył podbródek na moim ramieniu i lekko pocałował mnie w szyję. Zadrżałem.
-Na przykład małego lodzika? - mruknął mi do ucha, następnie je przygryzając.
-A idź w cholerę, ty zboczeńcu jeden - powiedziałem i odepchnąłem go od siebie.
-No przecież żartowałem - mruknął. - Palcem nawet bym cię nie tknął.
-Ciekawe.. Wiesz, gdybyś nie zauważył to nie ja ciebie już dwa razy pocałowałem, tylko ty mnie... - wypomniałem mu.
-Było, minęło i nie wróci - wywnioskował. - Znasz takie przysłowie?
-Tak i mam nadzieję, że będziesz się go trzymał.
-Z pewnością - zapewnił z nutką złośliwości, jakby tak naprawdę wcale nie zamierzał dotrzymać tej obietnicy.
W tym momencie do kuchni weszła moja mama, już ubrana i pomalowana.
-Cześć chłopcy - powiedziała na powitanie.
-Hej mamo - odpowiedziałem, całując ją w policzek.
Uśmiechnęła się na ten gest. Kiedy byłem mały zawsze tak robiłem, ale potem był TEN dzień, a my oboje byliśmy w głębokiej żałobie po stracie taty.
-Dzień dobry, proszę pani - odezwał się uprzejmie Hansol. Aż zdziwiony na niego spojrzałem. Od kiedy to on jest miły?
-Jaka tam pani - mama zaśmiała się i obdarzyła chłopaka pięknym uśmiechem. - Mów mi po imieniu.
-Dobrze Jieun - zgodził się. - Jak na matkę jesteś bardzo ładna. Nie dziwię się ojcu, że się w tobie zakochał - stwierdził. Wytrzeszczyłem oczy. Czy mi się kurwa wydaje, czy on zarywa do mojej matki? On naprawdę nie ma mózgu.
-Dziękuję za tak piękny komplement - odpowiedziała. Ona widocznie odebrała jego słowa inaczej niż ja. - Jedliście już coś?
-Tak - odpowiedzieliśmy jednocześnie. Kłamałem, ale po rozmowie z Hansolem ode chciało mi się jeść.
-To dobrze. Podwieźć was do szkoły?
-Tak - znów chórem.
-No to się zbierajcie.
Gdy byliśmy już na zewnątrz zaczęła się kłótnia o to, kto będzie siedzieć z przodu, więc mama powiedziała, że obaj będziemy siedzieć z tyłu. I tak wylądowałem na jednym siedzeniu z tym palantem, któremu chyba bardzo się nudziło. Mama zajęta prowadzeniem nie zwracała na nas uwagi. Hansol wykorzystując to zaczął molestować moje udo i kolano. Ręką na zmianę kładł albo na kolanie albo na wewnętrznej stronie uda. Cholera, po co ja zakładałem tak cholernie obcisłe rurki? A on obiecał, że więcej mnie nie dotknie. Ale nauczony nie poświęcałem mu najmniejszej uwagi nieprzerwanie pisząc z Xero, który również był w drodze do szkoły.
-Mamo, wysadź mnie tutaj, co? Dalej pójdę z kolegą - powiedziałem, zauważając w tłumie rzucającą się w oczy czerwoną czuprynę Jiho.
-Okej - odpowiedziała i zrobiła to, o co ją poprosiłem.
Wyskoczyłem, rzucając krótkie "do zobaczenia" i podbiegłem do Jiho wskakując na jego plecy, dzięki czemu udało mi się go porządnie wystraszyć.
-Kurwa, B-Joo, pogięło cię, czy jak? Zawału prawie przez ciebie dostałem.
-Oj, nie przesadzaj. Za młody jesteś na zawał - dalej śmiałem się z jego miny. - Żałuj, że nie widziałeś wyrazu swojej twarzy, to było komiczne.
-Haha, bardzo kurwa śmieszne - powiedział pod nosem. - Chodź, a nie się śmiejesz.
-Idę, idę. I tak zawsze się spóźniałeś, więc ro pewnie nie robi ci różnicy...
-To, co innego... Może dzięki tobie przestanę? Dobra, chodźmy już.
W końcu się uspokoiłem i mogliśmy ruszyć z miejsca. Droga do szkoły była krótka, ale połącznie mnie i Xero to mieszanka wybuchowa. Ludzie patrzyli się na nas jak na wariatów lub zagrożenie społeczne, gdy szliśmy przepychając się i śmiejąc. Ogólnie to nigdy nie mówiłem, że my jesteśmy normalni, więc z pretensjami nie do mnie. Do tego w którymś momencie Xero włączył piosenkę G-Dragona, więc doszło do tego darcie japy na cały regulator. Nie wiem, jakim cudem, ale jakoś udało nam się w końcu w jednym kawałku dojść pod bramę szkoły. I tam przeżyłem szok.
Przed wejściem na teren placówki stał mężczyzna. Miał na sobie garnitur i z daleka było widać, że facet ma kasę. Uczniowie patrzyli na niego zdziwieni, a on przyglądał się każdemu po kolei, jakby kogoś szukał. I ja wiedziałem, kogo. Mnie. To o mnie mu chodziło. Tak, więc, przeszłość do mnie powraca. Poznajcie Jin Hyo Sang'a, pseudonim Kidoh i jednego z moich stałych klientów. Ale czego on tu kurwa chce? Zapewne szuka mnie. Tylko, po co?
-Ej, ziemia do B-Joo! - mówił do mnie Jiho. Zamrugałem i spojrzałem na niego.
-No?
-Zagapiłeś się i strasznie zbladłeś. Coś się stało? Bo wyglądasz jakbyś zobaczył ducha.
-Nie, nic - skłamałem szybko. - Chodźmy.
-Okejj.. - widać było, że mi nie wierzy.
Ruszyliśmy w stronę głównych drzwi, gdy usłyszałem krzyk:
-B-Joo!
Cholera, poznał mnie. Kurwa. Co robić? Udawać? Nie, to bez sensu. Przecież i tak już wie, że to ja.
-Idź do szkoły, ja zaraz przyjdę - zwróciłem się do Xero.
-Jesteś pewny? - chłopak spojrzał na mnie niepewnie. - W ogóle, co to za typek?
-Jestem pewny. Kolega.
Ten popatrzył na mnie powątpiewająco, znowu mi nie wierzył, ale zrobił to, o co go prosiłem.
Odwróciłem się w stronę mężczyzny. Czeka mnie trudna rozmowa.
-Kidoh. Dawno się nie widzieliśmy - powitałem go sztucznym uśmiechem.
-Hymm... No ciekawe, dlaczego? - spytał z sarkazmem.
-Nie udawaj, za dobrze cię znam, żeby wiedzieć, kiedy to robisz.
-Yh, to, czego ode mnie chciałeś? - spytałem w końcu, unosząc jedną brew w geście zapytania.
-Pogadać.
-Dobra możemy pogadać, ale chodźmy na róg, tu jest za dużo osób do spokojnej rozmowy.
*W tym samym czasie*
*Hansol*
Gdy Jieun wysadziła mnie pod szkołą od razu dopadł mnie Luhan. Poznałem go pierwszego dnia w tej budzie i jako jedyny z tej bandy idiotów wydał mi się normalny. Podobno, że dziewczyny bardzo na niego lecą z powodu jego ładnej twarzy. Tu muszę przyznać im rację. Chińczyk miał bardzo słodką i dziecięcą twarz. On uważał inaczej, ale gdy się na kogoś złościł wyglądał jeszcze słodziej. Należy on też do szkolnej elity. Od razu się polubiliśmy, chociaż byliśmy swoimi totalnymi przeciwieństwami.
-Co tam Lulu? - zapytałem od razu.
-Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał! - fuknął i uderzył mnie z otwartej dłoni w głowę.
-Au? To bolało! - jęknąłem, masując obolałe miejsce. Chłopak może i nie był jakoś specjalnie umięśniony, ale przyłożyć to umiał.
-Miało boleć idioto! Wkurz mnie bardziej, a oberwiesz mocniej - zagroził, ale z uśmiechem na ustach.
-Okej, okej.
-Idziemy, czy będziemy tak stać?
-Czekaj, ja idę jeszcze zapalić. Idziesz ze mną, czy czekasz tutaj?
-Jasne, że idę - powiedział i ruszyliśmy w kierunku wskazanego przeze mnie miejsca.
-Oppa! - za nami rozległ się dziewczęcy krzyk. Obaj dobrze wiedzieliśmy, kto to.
-Cholera - przeklął Luhan pod nosem, ale fałszywie się uśmiechnął i odwrócił się do tego "ktosia". - Cześć kochanie - powiedział, ale wyczułem w jego głosie niechęć, która kryła się pod maską szczęścia. Ten to nieźle potrafił grać, nadawałby się na aktora.
A więc poznajcie Kwon So Hee, o pseudonimie Say i dziewczynę Luhana. Luhan pochodzi z bogatej rodziny tak jak dziewczyna i ich rodzice dla pokazu każą im ze sobą chodzić. Problem w tym, że ona naprawdę się w nim zakochała, a on ledwo ją znosi. Chłopak ma przechlapane.
-Cześć Hansol-oppa - zaszczebiotała do mnie.
-Cześć Say - ledwo powstrzymałem się, żeby nie parsknąć śmiechem. Nigdy nie ukrywałem tego, że za nią nie przepadam.
-SAY! - kolejny dziewczęcy krzyk. Kurwa, one chcą, żebym ogłuchł czy jak?
-J-DA! - równie głośno, o ile nie głośniej wydarła się Sohee i zostawiając Luhana, który westchnął z ulgą, pobiegła do swojej przyjaciółki.
No, tak o niej zapomniałem. Kim Yeon Ju, pseudonim J-Da. Najbardziej fałszywa osoba, jaką znam. Dziewczyna Choi Min Ho, kapitana szkolnej drużyny piłkarskiej i najprzystojniejszego chłopaka w szkole. Niby jest z nim, a puszcza się, z kim popadnie. Ona chyba musi być bezpłodna, albo coś, zważywszy na to ilu chłopaków już ją przeleciało, a ona nigdy jeszcze nie zaszła w ciążę. Szczerze nie wiem, dlaczego Minho jeszcze z nią jest. Ale w końcu to nie moja sprawa. A ostatnio uwzięła się na mnie, chociaż już kilkanaście razy dawałem jej do zrozumienia, że mnie nie interesuje.
Tak w ogóle do elity należą osoby takie jak:
Choi Min Ho - kapitan;
J-Da - dziewczyna Minho i największa dziwka w szkole;
Lu Han - syn prezesa jednej z najlepszych firm w Korei;
Say - córka kolejnego prezesa i dziewczyna Luhana;
Oh Se Hun - jeden z najlepszych przyjaciół Minho i członek drużyny chyba napastnik;
Kim Jong Hyun - kolejny przyjaciel Minho, członek drużyny i chłopak Kibuma;
Kim Ki Bum "Key" - bogaty dzieciak, interesujący się modą, najlepszy przyjaciel Taemina i chłopak Jonghyuna;
Yoon Doo Joon - również przyjaciel Minho i członek drużyny;
Lee Tae Min - syn dyrektora szkoły, słodki chłopak, którego wszyscy kochają;
No i teraz ja - również bogaty dzieciak, przyjaciel Luhana i były playboy.
-Hansol-oppa! - ta małpa śmiała rzucić mi się na szyję i pocałować w policzek.
Z obrzydzeniem wytarłem miejsce, w którym jej usta zetknęły się z moją skórą.
-Fuj! Daruj sobie i złaź ze mnie - wysyczałem i zabrałem jej łapy ze swojego ciała.
-Oppa, co z tobą? No nie mów, że ci się nie podobam... Przecież widzę, jak na mnie patrzysz...
-Taa, jakby chciało mi się rzygać - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Oj, Hansol-oppa przesadzasz - zachichotała, a ja modliłem się, żeby ją piorun trzasną, albo coś. Po chwili spoważniała i zapytała: - A może ty jesteś gejem, co?
-Ta, a w domu ukrywam chłopaka, którego rżnę, co noc... - rzuciłem sarkastycznie. - Weź ty się puknij, co?
-Z rob z chęcią - a ta szmata jak zwykle swoje.
-Sorry, ale teraz to muszę zapalić - wywnioskowałem, że jak zaraz nie zażyję dawki tytoniu to wybuchnę. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Poszedłem za róg i wyciągnąłem paczkę, biorąc jednego papierosa, odpalając go i zaciągając się dymem. Oczywiście cała trójka poszła za mną i w milczeniu staliśmy pod murkiem. W pewnym momencie zza rogu od strony szkoły usłyszałem głosy, w tym jeden, który kojarzyłem.
Wychyliłem lekko głowę zobaczyć, kto to. Był to B-Joo i jakiś mężczyzna.
-Hansol, stało się coś? - zadał pytanie Luhan, ale uciszyłem go ruchem ręki. Posłuchał i w spokoju mogłem przysłuchać się rozmowie mojego przybranego "braciszka" z tym fagasem.
-Więc, czego ode mnie chciałeś? - zapytał B-Joo, patrząc na mężczyznę przed sobą.
-B-Joo, dlaczego tak nagle zniknąłeś?
-Bo musiałem, nie interesuj się.
-Ale czy to znaczy, że z tym skończyłeś?
-Z czym? Z dawaniem dupy facetom?
Byłem zszokowany. Może i nie byłem z Byungjoo blisko, ani nie znałem go za dobrze, to nigdy nie spodziewałem się po nim czegoś takiego. Był męską dziwką? No nie źle. Dawał dupy jakiś facetom za kasę, ale jak ja go całowałem to uciekał. Hymm... Ciekawe... Ale przynajmniej coś na niego mam...
-No właśnie.
-Tak, skończyłem. Nie chcę di tego wracać. I jak przyszedłeś spytać mnie, czy znowu będę twoją dziwką, to muszę cię zawieść, ale odpowiedź brzmi: nie, więc zostaw mnie w spokoju i zapomnij o mnie - chłopak zaczął się od niego odwracać, ale ten złapał go za ramię i z powrotem odwrócił w swoją stronę.
-To nie tak. Nie chcę żebyś znowu to robił.
-To, czego chcesz? - jeszcze nie widziałem u niego tak zimnego wyrazu twarzy, nawet dla mnie był milszy, a myślałem, że tylko mnie traktuje jak wroga.
-Ogólnie ciebie. Ale nie tak jak wcześniej. B-Joo, zakochałem się w tobie. W twoim charakterze buntownika, w twoim wyglądzie, w całym tobie. Pozwól mi być twoim chłopakiem.
No, no akcja nieźle się rozwija. Poczułem dziwne ukłucie w pobliżu serca na wyznanie mężczyzny względem Byungjoo, ale zignorowałem to. Twarz B-Joo złagodniała i podszedł bliżej do mężczyzny. Przejechał opuszkami palców po jego twarzy. Czy on chce się na to zgodzić, czy jak?
-Kidoh, to takie słodkie... - mruknął.
A więc, tak ten typek ma na imię? Trochę dziwne, no chyba, że to przezwisko. Ale w cholerę z tym.
-Czyli się zgadasz? - mężczyzna patrzył na chłopaka jak zaczarowany. Ja również nie mogłem oderwać wzroku od jego twarzy. Zastanawiałem się, co on kombinuje.
Nagle B-Joo się roześmiał. Jego twarz wyrażała czystą pogardę. Takiego zwrotu akcji to się nie spodziewałem. Nie sądziłem, że chłopaka stać na taką dwulicowość i grę aktorską.
-Wiesz ilu mężczyzn już mi tak mówiło? - zapytał. - Niezliczona ilość. Ale ja żadnego nie kochałem. Dlaczego myślałeś, że z tobą będzie inaczej, co?
-Myślałem, że dobrze cię znam. Ale widocznie się myliłem. Jesteś taki sam jak wszystkie dziwki, które miałem przyjemność, a raczej nieprzyjemność spotkać.
-No, wiesz, musiałem się czegoś nauczyć przez te dwa lata - B-Joo uśmiechnął się pogardliwie. - Nigdy nie mógłbym chodzić z kimś, kto kiedyś płacił mi by móc mnie przelecieć. Miłość nie opiera się tylko na pożądaniu fizycznym. Zrozum to w końcu i przestań bujać w obłokach. A teraz żegnaj i naprawdę dobrze ci radzę zapomnij o tym, że kiedykolwiek mnie spotkałeś.
-Nigdy nie zapomnę. Pamiętasz jaki byłeś ze mną szczęśliwy? przypomnij sobie.
B-Joo przez chwilę nic nie mówił, zastanawiając się. Przez jego twarz przebiegł cień lekkiego szoku. Znów zwrócił się do mężczyzny:
-Nie, nie pamiętam - odpowiedział chłodno, odwrócił się i poszedł do szkoły.
Mężczyzna chwilę postał, patrząc za chłopakiem smutnym wzrokiem, a następnie również odszedł w swoją stronę. Ja również przez jakiś czas stałem jak wryty, przetwarzając w głowie, to, czego byłem przed chwilą świadkiem.
-Hansol żyjesz? - przez mgłę w moim umyśle przebił się głos Luhana. - Chodź, zaraz dzwonek.
Rzuciłem na ziemię niedopałek, a następnie poszedłem za przyjacielem do budynku.
Na lekcjach w ogóle nie mogłem się skupić. Przez cały czas rozmyślałem, co zrobić z tym fantem zdobytym przez przypadek. W końcu postanowiłem, że nie zapomnę o tym, a wręcz przeciwnie...
W domu czekałem cierpliwie, aż B-Joo wróci do domu. Mojego ojca nie było, Jieun też nie, więc na luzie mogliśmy porozmawiać. W końcu usłyszałem przekręcający się klucz, a następnie zdejmowane buty. Wyłączyłem telewizor, który z nudów włączyłem, leżąc na kanapie. W następnej minucie w pomieszczeniu pojawił się chłopak.
-Cześć - rzucił na wstępie, ale nie patrzył na mnie tylko rozglądał się zapewne w poszukiwaniu pilota, który był w moim posiadaniu.
-Cześć - odpowiedziałem.
-Nie widziałeś może gdzieś pilota?
-Widziałem.
-Fajnie, a mógłbyś powiedzieć gdzie on jest?
-Mógłbym.
-A powiesz? - niecierpliwił się coraz bardziej.
-Tutaj - powiedziałem i podniosłem rękę, w której trzymałem wspomniany przez niego przedmiot. - Ale nie dam ci go i nie włączysz telewizora, bo mamy do pogadania.
-MY mamy do pogadania? - był zdziwiony. - A to niby, od kiedy i o czym?
-Tak, MY mamy. Od tej chwili. I o tobie - odpowiedziałem na wszystkie pytania po kolei.
-O mnie? - teraz to był już na maksa zdziwiony. - Zaczyna się robić ciekawiej... Czego chcesz?
-Hymm... Czego ja od ciebie chce? Pomyślmy... - udałem zastanowienie dla podkreślenia tajemniczego nastroju sytuacji. - poznać twoją przeszłość - odparłem w końcu i popatrzyłem na niego z góry.
Widocznie zbladł i nerwowo zaczął skubać skrawek bluzki, którą miał na sobie.
-Moją przeszłość, ale, w jakim sensie? - ewidentnie próbował grać na zwłokę, ale nie ze mną te gierki.
-Tego, czym się zajmowałeś w poprzednim mieście.
Chyba w końcu zrozumiał, o co mi chodzi, bo spojrzał na mnie zszokowany, ale po chwili odzyskał pokerową twarz.
-Chodziłem do szkoły, uczyłem się... - zaczął wyliczać, ale przerwałem mu.
-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.
-Nie wiem, o czym mówisz - dalej się stawiał, więc wyciągnąłem ciężką artylerię.
-Więc nie wiesz, że byłeś męską dziwką?
-T-ty... s-skąd...? - w szoku nie potrafił złożyć jednego zdania.
-Słyszałem twoją dzisiejszą rozmowę pod szkołą z tym kolesiem... jak mu tam było... Kihod, Kidho... czy jakoś tak.
-Chodzi ci o Kidoha?
-O właśnie! No widzisz, czyli jednak wiesz, o czym mówię.
-Ale jak ją słyszałeś?
-Normalnie. Uszami, bo chyba nie nosem, co?
-Doba, fajnie. Wiesz o tym. I co zamierzasz z tym zrobić, co? Powiesz twojemu taci, mojej mamie, dzieciakom w szkole?
-Hym.. Rodzicom raczej nie. Ojciec i tak by się tym nie przejął, pomimo tego, że cię lubi. Twoja mama to zbyt dobra kobieta, by załamywać ją takimi informacjami. Ale szkoła... To nawet dobry pomysł... Byłbyś wyrzutkiem, marginesem społecznym...
-Nie chciałbym ci przerywać tych podniecających fantazji, ale niestety muszę. Wiesz, w poprzedniej szkole też tak miałem, tam wszyscy wiedzieli o moim zajęciu. Ale ja jakoś się tym niezbyt przejmowałem, więc teraz pewnie byłoby tak samo... Nic by ci to nie dało. Więc, jak?
-Na razie nie wiem - powiedziałem, wstając z kanapy. - Z tą szkołą to masz rację. Wtedy wszyscy dowiedzieliby się, że TY jesteś moim przybranym bratem i do tego dupodajną maszynką - wywnioskowałem. - A to raczej nie pomogłoby mojej nowo zdobytej reputacji - skierowałem się do wyjścia. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na jego twarz, skrzywiłem się z obrzydzeniem i powiedziałem: - Nara dziwko. Tylko z domu burdelu nie rób i klientów tutaj nie sprowadzaj.
Nie usłyszałem odpowiedzi, bo chłopak stał jak sparaliżowany, patrząc przed siebie.
Wyszedłem i zamknąłem się w pokoju z myślą, że to dopiero początek koszmaru, jaki mu rozpętam...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz