:)

:)

niedziela, 15 lutego 2015

,,Obudź się..." Rozdział 7



Hejka.
Witam was ponownie po tygodniowej nieobecności.
Tak jak obiecałam wstawiam ostatni rozdział "Obudź się..."
Dziwię się, że w ogóle udało mi się skończyć to opowiadanie.
Podczas pisania miałam tyle zawieszek, że oobawiałam się iż go nie zakończę.
no, ale udało się, dobrnęłam do końca i jesem szczęśliwa z tego powodu.
teraz zajmę się "New Life".
zapraszam do czytania.

~•~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~•~••~•~•~•~•~••~•~•~•~•~••~•~

Tytuł: "Obudź się..."
Ilość: 7/7
Paring: JRen
Fandom: NU'EST
Rodzaj: Fluff
Ostrzeżenia: przekleństwa, scena łóżkowa

*JR*
-Gdyby nie miłość do ciebie nigdy by do tego nie doszło. Nigdy bym nie został...
-Nie zostałbyś, co?.
No, o co mu do cholery chodzi?
-Nie ważne...
O nie, nie wywiniesz mi się tak łatwo.
-Ren... - zacząłem groźnie, dopiero potem łagodząc głos. - Jak już zacząłeś, to dokończ?
Blondyn spuścił wzrok na swoje ręce, którymi nerwowo się bawił.
-Nie, no to naprawdę nie jest ważne.
Podszedłem do jego łóżka i złapałem Rena za ramiona, pochylając się nad nim i patrząc prosto w te piękne oczy.
-Ren, powiedz - powiedziałem stanowczo.
-Ale, ale... - Jąkał się.
Kurwa, jakby to z niego wyciągnąć? Chwilę nad tym myślałem, aż w końcu wpadłem na pewien pomysł. Nie wiem, czy zalicza się on do tych dobrych. No, ale w końcu raz się żyje, prawda?
Jeszcze bardziej się pochyliłem, zmniejszając odległość niemal do zera.
Lekko musnąłem swoimi ustami te należące do Rena.
Nie odpowiedział na ten gest od razu, lecz dopiero po krótkiej chwili. Nie zapędzając się, oderwałem się od niego, z niechęcią muszę przyznać. Usta miał jeszcze słodsze i miększe niż myślałem.
Chłopak jęknął zawiedziony.
-Teraz mi powiesz? - zapytałem, pewny, że teraz uzyskam odpowiedź na moje pytanie.
Ren niepewnie pokiwał głową na zgodę.
-Dobrze, powiem ci. Tylko pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Obiecaj mi, że się nie wkurzysz. Że nikomu nie powiesz, a już na pewno nie reszcie chłopaków. I że się ode mnie nie odwrócisz i nie zostawisz.
Po co on mnie o to prosi, przecież nigdy nie mógłbym go zostawić. No, ale skoro o to prosi, to musi mieć jakiś powód.
-Obiecuję - powiedziałem pewnie.
-Co wam powiedział lekarz?
Popatrzyłem na niego z niezrozumieniem.
-Ale, w jakiej kwestii?
-Tego, co mi się stało.
-Powiedział, że jesteś w ciężkim stanie, że masz małe szanse na powrót do zdrowia i chyba tyle...
-Jonghyun, jesteś pewny? Na pewno nie mówił nic jeszcze?
-No nie.
-Nawet żadnych swoich przemyśleń, podejrzeń? - drążył dalej. - Zastanów się Jong.
Powiedział do mnie Jong, nie Jonghyun, tylko Jong. Boniu, ale w jego ustach to słodko brzmi...
Wyrzuciłem z głowy niepotrzebne myśli, niepozwalające mi się skupić.
Zrobiłem tak jak mnie o to prosił. Przeczesywałem swoje wspomnienia, próbując sobie coś przypomnieć.
Olśniło mnie. Była jedna rzecz, o której zapomniałem, a raczej w ogóle nie chciałem jej do siebie dopuścić.
Lekarz wyraził swoje przypuszczenia, najgorsze z najgorszych. Gwałt.
-Powiedział... - wyszeptałem zszokowany. - Obawiał się, czy nie zostałeś zgwałcony... - popatrzyłem na Minkiego zapłakanymi oczyma. - Proszę, powiedz, że nie miał racji.
-Nie, nie miał.. - odetchnąłem z ulgą, ale chłopak nie skończył jeszcze mówić. - Ale nie był daleko od prawdy...
Zerwałem się z krzesła i podbiegłem do niego.
-Jak to nie był? Co tam się do cholery stało?
-Jong, ja... nie jestem taki jak wszyscy myślą. Jestem idiotą, kimś, kto nie zasługuje by żyć, by być kochanym...
-Ren, co ty gadasz? Każdy człowiek zasługuje na życie i miłość.
-Nie Jonghyun! Nie rozumiesz!
-To mi to wytłumacz!
-Byłem męską dziwką, zwykłą szmatą! - wykrzyczał.
Byłem zszokowany. Nie mogłem w to uwierzyć. Jak? Dlaczego? Milion pytań cisnęło mi się na usta. Zadałem te, które wydawało mi się najbardziej odpowiednie.
-Dlaczego?
-Bo nie mogłem znieść, tego jak mnie traktowałeś. Kochałem cię, bolało mnie to. Chciałem czyjejś bliskości, nawet nie zauważyłem, jak daleko to zaszło. - wyjaśnił. Spuścił wzrok na szpitalną, białą pościel. - Przepraszam, tak bardzo żałuję. Nie nienawidź mnie, proszę... - wyszeptał, a po jego policzkach spłynęły słone krople łez.
Teraz zrozumiałem, że tym bardziej nie powinienem go traktować, tak jak to robiłem wtedy. Ren nie był winny, tylko ja. To przeze mnie zaczął podwójne życie i skończyło się to pobytem w szpitalu i śpiączką.
Złapałem podbródek między palce, drugą ręką ścierając jego łzy.
-Nie płacz - poprosiłem. - To ja powianiem cię przeprosić. To moja wina. Przepraszam. Zapomnijmy o tym i zacznijmy od nowa, co ty na to? - zapytałem pełen nadziei, że się zgodzi.
-Oczywiście, że tak. Tobie nie mógłbym odmówić. - uśmiechnął się lekko.
Znowu go pocałowałem. Tym razem dłużej i namiętniej. Nasze języki splotły się w słodkim tańcu. Ta chwila mogłaby trwać dla mnie wiecznie. Jednak Ren przerwał to.
-Jong, ja nie jestem pewien, czy będę mógł z tym skończyć... Już tyle razy próbowałem, ale nigdy mi się to nie udało.
-Spokojnie, wtedy nie miałeś nikogo, teraz masz mnie. Pomogę ci.
-Dziękuję. Kocham cię.
-Ja też cię kocham, skarbie.
*W tym samym czasie*
*Minhyun*
Już dłuższy czas siedzieliśmy pod salą i czekaliśmy na wyjście JR'a. Po tym jak wyszliśmy, Jonghyun został sam z Renem. Trochę się bałem, ale wierzyłem JR'owi, że się zmienił i kocha Rena.
Reszta, poza mną, widocznie tak nie uważała. Wszyscy siedzieli spięci i zdenerwowani. Czy oni aż tak nie ufają JR'owi? Przecież to ich przyjaciel tak samo jak mój, do cholery. Wiem, że Jonghyun nie mógłby ponownie skrzywdzić Rena. Za bardzo go kochał, widziałem to.
Widząc niepewność nawet na twarzy Arona, przytuliłem go.
-Hyung, nie martw się, będzie dobrze. JR nie skrzywdzi Rena, niw widzisz tego, że on go naprawdę kocha?
Aron przytulił mnie do siebie, głaszcząc po włosach.
-Min, ja wiem o tym. Martwię się o to jak Ren zareaguje. Jak ty byś zareagował, gdyby osoba, o której myślisz, że cię nienawidzi, nagle wyznała ci, że cię kocha?
Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć. Totalnie zbił mnie z tropu tym pytaniem.
-Szczerze? - pokiwał głową twierdząco, chociaż nie oczekiwałem odpowiedzi. - Wkurzyłbym się.
-No właśnie - podsumował. - I boję się, że Ren tak właśnie zareaguje.
-Masz rację - pocałowałem go w policzek. - Ale Ren też go kocha, więc może nie ma, o co się martwić...
-A skąd ty wiesz, że go kocha?
-Jestem jego najlepszym przyjacielem, wiem o tym.
-No dobra, niech ci będzie.
*Dwa dni później*
*JR*
Ren wyszedł ze szpitala dwa dni później. Wybaczył mi moje wcześniejsze tchórzowskie zachowanie. Powiedział, że mnie kocha.
Przez ten czas przychodziłem do szpitala codziennie. Siedziałem z Minkim i rozmawialiśmy przez cały mój pobyt. Próbowaliśmy odrobić ten czas naszej "nienawiści".
Chłopaki z radością przyjęli wiadomość o naszym związku.
Tak, Ren to mój chłopak. Daliśmy sobie szansę. Chociaż dalej nie mogę przeboleć tego, że on się puszczał z jakimiś typkami. Ren chyba to po mnie widział. Tysiąc razy mnie już przepraszał.
W domu zauważyłem, że bardzo wciągnął się w tą "pracę". Cały czas mnie uwodził. Chodził bez bluzki, bądź w samych bokserkach i koszulce, mojej oczywiście, sięgającej do połowy ud. Zawsze uważałem, że ma piękne nogi, ale teraz, gdy mogę bezkarnie na nie patrzeć, a nawet ich dotknąć, wydają się jeszcze piękniejsze. Ale nic nie przebije tych słodkich, malinowych usteczek. Uwielbiam je całować. Zawsze o nich marzyłem, a teraz mam je na własność. Są tylko moje. Ren jest teraz tylko mój. Nikomu go nie oddam. Nigdy go nie zostawię.
-Ziemia do JR - ktoś machał mi ręką przed twarzą. Zamrugałem i popatrzyłem na tego natręta. Min.
-Co? - niezbyt jeszcze kontaktowałem, wyrwany z myśli o moim boskim chłopaku.
-Odleciałeś. Mówiłem do ciebie, a ty tylko siedziałeś, patrząc się w jeden punkt z głupawym uśmieszkiem na ustach. O czym tak myślałeś? Czy może raczej, o kim? - poruszył śmiesznie brwiami, aż parsknąłem śmiechem.
- Nie twój interes. Mów, co chciałeś.
-Powiedzieć ci, że jakiś czas temu Ren cię szukał.
Od razu się ożywiłem.
-A gdzie on jest? - spytałem.
-Chyba w waszym po... - zanim zdążył dokończyć, mnie już nie było.
Pobiegłem do pokoju pewny, że coś się stało mojemu skarbowi. Wpadłem do pokoju prawie wyrywając drzwi z zawiasów i w ostateczności lądując na podłodze boleśnie upadając na kolana.
Gdy już zebrałem swój liderski tyłek z jakże miękkiej i wygodnej podłogi, rozejrzałem się po pomieszczeniu wzrokiem szukając blondyna. Dostrzegłem postać stojącą przy łóżku i patrzącą na mnie zdziwionym i rozbawionym spojrzeniem. Dopiero po chwili zorientowałem się, że chłopak trzyma w dłoniach urania, a sam nic na sobie nie ma.
Patrzyłem na obraz przede mną jak cielę w malowane wrota. Nie mogłem oderwać wzroku od jego szczupłej, choć posiniaczonej sylwetki.
*Ren*
Gdy obudziłem się w szpitalu byłem zdezorientowany. Nie wiedziałem co ja tu robię. Co się stało, że tu wylądowałem? Potem wszystko sobie przypomniałem.
Moich klientów, którzy okazali się sadystami. Ból. Łzy. Błaganie. Zimno. Ciemność. Ostatnie co pamiętam go czyjeś silne ramiona obejmujące mnie mocno. Potem straciłem przytomność.
Lekarz wyjaśnił mi, że w wyniku pobicia zapadłem w śpiączkę. Byłem nie przytomny przez chyba dwa miesiące. Ile mogło się wydarzyć w tym czasie?
Następnie spotkanie z chłopakami. Tęskniłem za ich widokiem. Ale za Jonghyun'em najbardziej, pomimo jego wyzwisk i w ogóle. Gdy zobaczyłem go, jako ostatniego wchodzącego do mojej sali, ucieszyłem się. Ale radość nie trwała długo. Patrząc na jego twarz nie widziałem tego samego JR, wrednego, bez serca, tylko osobę załamaną i zapłakaną. Przez moją głowę przeleciało pytanie: "Rzuciła go dziewczyna? Nie to nie możliwe, to on zawsze je rzucał, nie na odwrót". Przez całą ich wizytę starałem się na niego nie patrzeć, ale niezbyt mi to wychodziło. Mój wzrok sam kierował się w jego stronę.
Rozmowa z nim. Wyznał, że mnie kocha, że zawsze mnie kochał. Nie mogłem w to uwierzyć. On, ten który mnie wyzywał i poniżał? Ale czy on mi wybaczy? Powiedziałem mu prawdę, nie mogłem go okłamywać. Wybaczył mi. Byłem szczęśliwy. Tak szczęśliwy, jak nigdy wcześniej.
Nie znalazłem JR. Poprosiłem Minhyuna, żeby, jak go zobaczy powiedział mu, że go szukałem. Arona nie było w domu, wiec mojemu przyjacielowi nudziło się. Gdy dowiedziałem się, że Min chodzi z Aronem trochę się zdziwiłem. Nic mi nie mówił o tym, że zakochał się w starszym. Ale cieszyłem się ich szczęściem.
Poszedłem do pokoju przebrać się w piżamę. Byłem w trakcie odkładania ubrań, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i ktoś wpadł do pomieszczenia. Odwróciłem się zdziwiony. Na podłodze, na kolanach był JR. Wyglądało to komicznie. Spojrzałem na niego rozbawiony, totalnie zapominając o jakże ciekawym fakcie mojej nagości. Przypomniałem sobie o tym doiro, gdy ten zaczął się na mnie gapić jak cielę w malowne wrota, jakbym był jakimś aniołem. Spojrzałem na szafę na której znajdowało się wielkie lustro. Przyjrzałem się sobie. Nie byłe żadnym cholernym aniołem. Chudy. Lekko umięśniony. Blada cera. Siniaki pokrywające prawie jażdy milimetr mojego ciała. Może kiedyś byłem piękny, ale teraz na pewno nie. Dziwię się, że JR coś we mnie widzi. Jansam patrząc na siebie widziałem jedynie dziwkę, nic więcej.
-Jestem ohydny.
-Nie jesteś - usłyszałem zmysłowy szept przy uchu. Zadrżałem. Newet nie zauważyłem kiedy do nie podszedł.. Objął mnie od tyłu w pasie, podbródek układając na moim ramieniu i patrząc na nasze odbicie. - Jesteś piękny - lekko pocałował mnie w szyję. Znów zadrżałem.
-Nie brzydzisz się mnie dotykać? - zapytałem beznamiętnym głosem. JR splótł nasze pace na moim podbrzuszu. Mocniej przycisnął mnie do siebie.
-Jestem dziwką. Tego tytułu nie pozbędę się tak szybko.
-Byłeś, już nie jesteś, rozumiesz? Bądź silny. Dla mnie. Proszę - pierwszy raz słyszałem jak Jonghyun kogoś o coś prosi. Pokiwałem głową. Jonghyun obrócił mnie za ramiona w swoją stronę. Pocałował mnie lekko w usta. - Kocham cię i ci pomogę, dobrze?
Znów pokiwałem głową, niezdolny do wykrztuszenia jakiegkolwiek słowa. Stałem bez słowa i pozwalałem, żeby JR mnie całował, odpowiadając na tą pieszczotę bardzo chętnie.
W pewnym momencie nasze pocałunki zmieniły się w bardziej intymne i rozgorączkowane. JR świetnie całował, więc nie miałem problemu z dostosowaniem się do jego tępa. Już zdążyłem pokochać jego usta. Uwielbiam sposób w jaki mnie całował. Z jednej strony delikatnie, jakby bał się, że zaraz się rozpadnę, a z drugiej dziko, jakby nie miał dość.
Moje dłonie znalazły się pod jego bluzką. Jonghyun nie protestował przeciw mojemu dotykowi na swoim ciele. W następnej sekundzie wspomniana część garderoby wylądowała gdzieś na podłodze. Oderwałem się od jego ust i zachwyconym wzrokiem zlustrowałem jego tułów. Już nie dziwię się dlaczego tyle kobiet na niego leciało. Miał idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha. Nie za bardzo, dzięki czemu nie wyglądał jak napakowany maczo. Przejechałem dłonią po jego brzuchu, wyczuwając pod palcami jak napina mięśnie. Spojrzałem na jego twarz, orientując się, że z uwagą śledzi każdy mój ruch. Uśmiechnąłem się do niego. Znów zaczęliśmy się całować.
Kilka minut później Jonghyun również nic na sobie nie miał.
Obaj byliśmy już nieźle podnieceni. Starszy zaczął mnie popychać, domyśliłem się, że w stronę łóżka. Chwilę później leżałem już na czerwonej, satynowej pościeli, wybranej oczywiście przeze mnie. Pod plecami czułem jej chłód, lecz ja sam byłem cały rozpalony. Znowu zaczęliśmy wymieniać się gorącymi pocałunkami. JR zassał się na mojej dolnej wardze, przez co jęknąłem cicho. Chłopakowi chyba spodobał się ten dźwięk, bo zaczął zabawiać się moimi sutkami. Wiłem się pod nim i jęczałem coraz głośniej. Próbowałem zdusić to w sobie, ale przyjemność brała nade mną górę. Już samo to, że tą osobą był Jonghyun silnie na mnie działało, a połączenie z jego dotykiem doprowadzało mnie niemalże do obłędu.
-Jesteś tego pewny? - szepnął do mnie, głaszcząc moje uda od wewnętrznej strony.
-Nigdy wcześniej nie byłem niczego aż tak pewny - odpowiedziałem, uśmiechając się.
-Ren mam tylko jeszcze jedno pytanie - pokiwałem głową na zgodę. - Z kim straciłeś dziewictwo? - wypalił na jednym wydechu. - I kiedy to było?
-W gimnazjum, z kolegą, który myślał, że jestem dziewczyną, bo chłopaki mnie tak przebrali - uśmiechnąłem się na wspomnienie o tamtych czasach. To były fajne czasy wolności i szaleństwa. - Obaj byliśmy zbyt pijani, żeby wiedzieć co robimy. Byliśmy młodzi i chcieliśmy spróbować jakiś nowych rzeczy.
-Spoko. A...
-Jong, nie pierdol od rzeczy, tylko działaj!
Nie dałem mu dokończyć, tylko wydarłem się.
Nie odpowiadając, wszedł we mnie, mocno. Krzyknąłem. Zalała mnie fala przyjemności. Z przyzwyczajenia noe czułe, bólu.
Kiwnąłem głową, dając mu znak, żeby kontynuował. Zaczął się poruszać, na początku wolno, jakby bał się, że coś mi zrobi.
-J-jong, kurwa szybciej - wyjęczałem mu do ucha.
Obaj ledwo co łapaliśmy oddech.
-Ahh!!! - krzyknąłem, gdy trafił w mój czuły punkt, podwajając zalewające mnie doznania... - S-szybciej... O kurwa...
Doszedłem krzycząc imię mojego ukochanego. Kim wszedł we mnie jeszcze kilka razy, a następnie doszedł we mnie.
Opadł na moje rozedrgane ciało, przytulając mnie do swojego torsu.
-Kocham cię - powiedział i pocałował moje spocone czoło. Okrył nas kołdrą i wygodnie się ułożył.
-Ja ciebie też - odpowiedziałem. Wtulając się w niego jeszcze bardziej, ziewnąłem. - Dobranoc.
-Dobranoc, skarbie - usłyszałem, zanim zasnąłem.
Ostatnia moja myśl brzmiała:
Od teraz będzie o wiele lepiej.

3 komentarze:

  1. Przeczytałam wszystkie rozdziały i to było boskie, szczególnie ten. Był tylko jeden podstawowy błąd:
    Smut-opowiadanie z wątkiem erotycznym
    Angst-smutne opko wywojujące silne, (albo i nie) uczucia.
    Czyli przy tym mogłaś napisać smut, a przy reszcie angst. Pisz dalej bo twoje opka są boskie. Hwaiting

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, cieszę się, że ci się spodobało i obiecuję, że postaram się pisać jeszcze lepiej niż do tej pory. :)

      Usuń
  2. JEZUS MARIA JETEM W SZOKU !!! przeczytałam całość i umieram !!! Boże poryczalam się tak bardzo :/ buuuu błagam napisz jeszcze jakieś opowiadanko z Renią błagam pliss (a tak poza tym to cie loffciam XD) życzę weny i czekam na kolejne opowiadania ❤��

    OdpowiedzUsuń