:)

:)

niedziela, 22 lutego 2015

"Valentine's Day"

Hejka.
Witam was po mojej dość krótkiej jak na mnie nieobecności.
pewne osoby męczą mnie z kolejnymi częściami "New Life", ale problem w tym, że jakoś nie mam pomysłu co dalej pisać.
To opowiadanie napisane na zamówienie Cheshire Violet, która chciała słodkie opowiadanko z Hansolem i B-Joo. Nawet fajnie mi się je pisało, bo uwielbiam ten paring. Polecam podczas słuchania słuchać tego, miło mi się przy tej piosence pisało to opowiadanie.
Mniej więcej za tydzień powinno pojawić się drugie opowiadanie na zamówienie, tym razem o całkiem innym charakterze..
Zapraszam do czytania, jeśli ktoś to w ogóle czyta.



***********************************************************************************

Tytuł: "Valentine's Day"
Długość: One-Shot
Paring: HanJoo
Fandom: TOPP DOGG
Rodzaj: Fluff
Ostrzeżenia:Raczej żadne :D (może tylko jedno przekleństwo, a to u mnie cud)
Ilość słów: 1 770
 
      *Hansol*
 Tego dania wstałem bardzo wcześnie. Ubierając się i wychodząc z pokoju minąłem kalendarz wiszący na ścianie, ale dawno przeze mnie zapomniany. To mama przewracała jego kartki każdego miesiąca. Zrezygnowany do wszystkiego spojrzałem na niego. Był luty, dokładnie to 10. Mój wzrok padł na datę 14 lutego. Za cztery dni minie równo rok od tamtego dnia. Od dnia, kiedy wyjechałeś za granicę, obiecując, że równo za 365 dni wrócisz. Właśnie dzięki tej obietnicy jakoś funkcjonowałem. Równo 361 dni trwałem w przekonaniu, że jej dotrzymasz i dalej w to wierzę. Jeszcze tylko te cztery dni.
 Musiałeś wyjechać tuż po tym, jak obaj zorientowaliśmy się o swoich uczuciach. Powiedziałeś mi to pierwszy, pamiętasz?
 Był to słoneczny dzień, mimo iż teoretycznie była zima. Słońce strasznie raziło mnie w oczy, więc prawie cały czas miałem okulary przeciwsłoneczne. Zadzwoniłeś do mnie, mówiąc, żebyśmy się spotkali, bo masz mi coś ważnego do powiedzenia. Ucieszyłem się na tą propozycję, pomimo tego, że byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i spotykaliśmy się codziennie. Nigdy nie miałem dość spędzania czasu z tobą. Już wtedy wiedziałem, że jesteś dla mnie kimś więcej niż przyjacielem, ale bałem się ci o tym powiedzieć, nie wiedziałem jakbyś na to zareagował. Spotkaliśmy się. Zapytałem, o co chodzi, a ty odpowiedziałeś, żebyśmy poszli w bardziej ustronne miejsce. Poszliśmy do mało uczęszczanego parku. Nie było tam żadnej żywej duszy poza naszą dwójką. Wybiła godzina 17.00. Znów zadałem to pytanie. Widocznie chciałeś odwlec odpowiadanie na nie, bo zaproponowałeś, żebyśmy usiedli na ławce. I tak zrobiliśmy. Objąłem cię ramieniem i przez chwilę siedzieliśmy w takiej pozycji, w kompletnej ciszy. W tamtej chwili nie wiedziałeś ile dla mnie znaczy sama twoja obecność, ale powiem ci, że bardzo dużo. Znowu zapytałem i tym razem się nie opierałeś. Powoli odsunąłeś się ode mnie, co bardzo mnie zdziwiło, zawsze lubiłeś się do mnie przytulać jak do przytulanki. Zaniepokoiło mnie to. Spojrzałem ci w twarz i dostrzegłem na niej powagę. Ty poważny? To był pierwszy raz, gdy miałeś taką mimikę twarzy. Zawsze byłeś uśmiechnięty, radosny i beztroski. Z niepokojem zapytałem czy coś się stało. Pokręciłeś przecząco głową. Znów zapytałem o cym chciałeś ze mną pogadać. Odpowiedziałeś, że o mnie. Zdziwiłem się i zapytałem, o co dokładnie ci chodzi. I wtedy z twoich ust padły te dwa magiczne słowa "kocham cię". Rozpierała mnie wtedy euforia. Cieszyłem się jak nigdy dotąd. Rzuciłem się na ciebie, mocno przytulając i całując w usta. Odpowiedziałem tymi samymi słowami, co ty przed chwilą. Ty również się ucieszyłeś. A potem śmiałeś się z nas, że dopiero teraz się do tego przyznaliśmy. Tego dnia zaczęliśmy ze sobą chodzić. W dzień walentynek zaplanowałeś romantyczną kolację w restauracji. Kupiłem ci prezent. Zawsze uwielbiałeś przytulanki, więc była to wielka poduszka w kształcie serca z napisem "I ♥ YOU". Przyszedłeś, ale twoja twarz wyrażała zarówno radość, jak i smutek. Miałeś ze sobą walizkę. Spytałem, po co ci ona i wtedy ty oznajmiłeś mi, że wyjeżdżasz. Zacząłeś płakać i przepraszać. Przytuliłem cię  i zapytałem na jak długo. Odpowiedziałeś, że na rok. Nie mogłem uwierzyć. Cały rok bez ciebie? Bez twojego uśmiechu? Śmiechu? Humorków? Nie wiem, czy to przeżyję. Powiedziałem, że to przecież nic takiego, że w końcu wrócisz. Uśmiechnąłeś się smutno i zapewniłeś, że zawsze będziesz o mnie pamiętał. Dałem ci poduszkę, (którą od razu do siebie przytuliłeś), ty mi wisiorek z połową serca, (miałeś taki sam), a potem wyleciałeś.
 Przestałem rozmyślać i wspominać. Minęło już 361 dni. Jeszce cztery i znowu cię zobaczę. Jestem ciekaw czy zmieniłeś się czy jednak nie. Ciekawe czy dalej masz te białawe włosy. Ja sam zmieniłem fryzurę. Przerzuciłem się na czarny kolor. Zacząłem również używać eyelinera do oczu. Pewnie zdziwi cię mój nowy image, ale myślę, że ci się spodoba. Znów otrząsnąłem się z myśli. Nie wiem, dlaczego w myślach zwracam się jakby bezpośrednio do B-Joo, ale tak mi lepiej.
 Dzień zleciał mi bardzo szybko. Kolejne także.
 14 luty. TEN dzień, na który tak czekałem. To dzisiaj obiecał wrócić. Kazał mi przyjechać na lotnisko. I tak zrobiłem.
 Na miejscu byłem z godzinnym wyprzedzeniem. Nie mogłem usiedzieć w jednym miejscu, byłem strasznie podekscytowany, że po tak długim czasie spotkam w końcu B-Joo. W końcu będę mógł go dotknąć, przytulić, pocałować.
 Ta godzina strasznie mi się dłużyła. Niby tylko te 60 minut, ale dla mnie była ona jak wieczność.
 Ale nareszcie minęła i ogłoszono, że samolot z USA właśnie wylądował. Niecierpliwie czekałem, aż pasażerzy zaczną wychodzić z pokładu. Po jakiś dwudziestu minutach zaczął zbierać się tłum ludzi odbierających swoje bagaże. Z niecierpliwością szukałem wzrokiem tej jednej jedynej osoby. I w końcu go zobaczyłem Jak zawsze piękny, uśmiechnięty i słodki. On również zmienił fryzurę. Nie miał loczków, lecz proste włosy trochę zachodzące na lewe oko. Kolor również miał inny. Teraz był to zwykły brązowy. Podobał mi się jego nowy wygląd. Zresztą, ja to kochałbym go w każdym możliwy wydaniu. Kocham go ponad wszystko i to się nigdy nie zmieni.
 B-Joo również się rozglądał, szukając kogoś. Pewnie mnie. Chciałem do niego podejść, ale zamiast tego stałem i gapiłem się na niego jak ciele w malowane wrota. W końcu mnie zauważył i uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to było w ogóle możliwe. Również nie mógł się ruszyć. Przez dość długą chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Zupełnie jakby inni ludzie nie istnieli i byliśmy tylko my dwaj. Zrobiłem pierwszy krok w jego stronę, on również, a potem B-Joo zaczął biec prosto na mnie. Zostawił torbę i rzucił się na mnie przytulając mocno. Objąłem go ramionami w pasie, przyciągając  go jeszcze bliżej siebie.
 -Tęskniłem - wyszeptałem mu na ucho.
 -Ja za tobą też Hansollie... - odpowiedział. Poczułem coś mokrego na koszulce, więc odsunąłem B-Joo od siebie na długoś ramienia i spojrzałem na jego twarz. Po jego delikatnych policzkach spływały łzy.
 -B-Joo-ah, dlaczego płaczesz? - zapytałem, rękawem bluzki wycierając jego łzy.
 -To ze szczęścia. Po prostu bardzo się cieszę, że do ciebie wróciłem. Nie wiem jak ja wytrzymałem w tym cholernym USA bez ciebie.
 -Ja też nie wiem. Przed załamaniem się powstrzymywała mnie twoja obietnica powrotu.
 -Przepraszam, już nigdy nigdzie bez ciebie nie wyjadę, przysięgam - powiedział.
 -Ja też cię nie zostawię - obiecałem. - Nigdy nie mógłbym tego zrobić. Kocham cię - dodałem jeszcze.
 -Ja ciebie też Hansol - odpowiedział. A ja w końcu go pocałowałem. Włożyłem w ten pocałunek całą miłość, jaką go darzyłem, tęsknot za nim i radość z jego powrotu. Odpowiedział na to zarzucając mi ramiona na szyję. Zapomnieliśmy nawet o tym, że jesteśmy na lotnisku, na którym jest mnóstwo ludzi i teraz pewnie wszyscy się na nas gapią, jak na rzadki gatunek zwierzęcia w zoo. Nie przejmowaliśmy się tym, dalej ciesząc się swoją bliskością.
 Przerwałem pocałunek i spojrzałem na ukochanego.
 -Wracajmy do domu - zakomunikowałem, łapiąc go za rękę. - Mam coś dla ciebie - oznajmiłem. Chłopak zawsze kochał niespodzianki, więc nie zdziwiła mnie jego reakcja.
 -Naprawdę? Gdzie? - zaczął, gdy tylko to powiedziałem, przyglądając się mi od stóp do głowy, czy czegoś ze sobą nie mam.
 -Hehe - zachichotałem i uśmiechnąłem się do B-Joo tajemniczo. - Nie mam pry sobie. Jest w domu.
 -No to, na co my jeszcze czekamy?! - zapytał i zaczął mnie ciągnąć mnie za rękę w stronę wyjścia.
 -Hej, hej spokojnie, bo mi rękę urwiesz - znów się zaśmiałem. Z B-Joo u boku wszystko wydawało mi się kolorowe, proste i piękne. Nie wiem, co bym bez niego zrobił. Bez mojej miłości do niego i jego do mnie. To ona nadawała sens całemu mojemu życiu. Poczochrałem go po włosach. - Jesteś uroczy.
 -Wcale nie jestem uroczy... - wydął policzki, a ja uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. - Przez ten pobyt w USA bardzo wydoroślałem.
 -Haha, n pewnie, że tak skarbie - powiedziałem dla świętego spokoju i pocałowałem go w policzek.
 -Oj, chodźmy już - powiedział prosząco, robiąc słodkie oczka szczeniaczka.
 -Właśnie widzę jak dorosłeś - rzuciłem sarkastycznie, ale ze śmiechem. - Dobra, chodźmy.
 Wyszliśmy trzymając się za ręce.
 W drodze powrotnej B-Joo opowiadał mi, co robił w USA, a ja słuchałem do końca. Następnie ja powiedziałem jak było u mnie.
 Po półgodzinie dotarliśmy do domu. Nasi rodzice po ukończeniu przez nas pełnoletności pozwolili nam zamieszkać razem. Mieszkanie nie było jakieś wielkie. Znajdował się w nim salo, kuchnia, dwie łazienki i dwa pokoje. Jeden był mój, drugi B-Joo, ale, od kiedy zostaliśmy parą jeden jest wolny.
 Weszliśmy do środka, a chłopak westchnął głośno.
 -W końcu w domu.
 Gdy zdjęliśmy buty i kurtki, podszedłem do niego i zasłoniłem mu oczy, stając za nim.
 -Nie podglądaj - szepnąłem B-Joo na ucho, delikatnie owiewając je oddechem. Młodszy zadrżał na ten gest.
 -Okej - zgodził się.
 Poprowadziłem go do salonu, gdzie wszystko było przygotowane. Zatrzymaliśmy się. Zabrałem dłonie z jego oczu.
 B-Joo patrzył na widok przed sobą szeroko otwartymi oczami  i buzią. Na środku pokoju stał stół przykryty czerwonym obrusem, na którym stały świeczki, cały w płatkach róż i z zastawą dla dwóch osób. Pomyślałem, że skoro rok temu ten pomysł nie zbyt wypalił to można by to jakoś naprawić. Niby mogłem zarezerwować stolik w restauracji, ale wolałem żebyśmy byli tylko sami.
 -Wow - wyrwało się z ust Byungjoo. - Ty to wymyśliłeś?
 -Oczywiście, że ja - odpowiedziałem. - Coś nie tak? Nie podoba ci się? - zasmuciłem się.
 -Nie, nie! - zaprzeczył od razu, widząc moją smutną minkę. B-Joo wybuchł radosnym płaczem i rzucił się na mnie. - Jest pięknie! Kocham cię Hansol.
 -Tez cię kocham - odpowiedziałem, oddając jego gest. - Chodź, pewnie jesteś głodny.
 Usiedliśmy przy stole, podałem danie i rozpoczęliśmy kolację B-Joo cały czas zachwycał się, jakie to wszystko jest przepyszne. Było bardzo romantycznie. Chłopak był zachwycony niespodzianką. Cieszyłem się, że mu się podoba. Byłem z siebie zadowolony. Po zjedzonym posiłku uznałem, że jest to idealny moment. Odszedłem od stołu i poszedłem do pokoju po TĄ rzecz. Wróciłem do niego i uklęknąłem na jedno kolano. Byungjoo patrzył na mnie zdziwiony i zaciekawiony.
 -Kim Byung Joo - zacząłem. - Wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie. Po tej rocznej rozłące doszedłem do wniosku, że bez ciebie nie mógłbym normalnie żyć - wyciągnąłem przed siebie czerwone, aksamitne pudełeczko i otworzyłem je. W środku znajdował się srebrny pierścionek. - Chciałem się ciebie spytać. Czy będziesz ze mną już na zawsze?
 Młodszy patrzył oniemiały to na mnie to na przedmiot trzymany w moich dłoniach. A potem po raz kolejny wybuchł niepochamowanym płaczem, upadł na kolana obok mnie i mocno przytulił.
 -Oczywiście, że tak - odpowiedział w końcu. A mnie zalała fala ulgi i szczęścia. - Kocham cię ponad życie i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
 Ucieszony wsunąłem pierścionek na jego palec, a potem go pocałowałem.
 Dalej klęczeliśmy na podłodze, więc wstałem i pomogłem w tym mojemu, teraz już narzeczonemu.
 Tą noc spędziliśmy razem w łóżku i nie wychodziliśmy z niego, aż do południa następnego dnia.

3 komentarze:

  1. Jaaaa, dziwie się, że nie ma żadnego komentarza xD Jejku, to było takie śliczne, że aż się popłakałam ^^ Włączyłam sobie IU-Sogyeokdong i było noooo... UGH!!! </33 Oby więcej Hanjoo bo ich mało, a to mój OTP :') Masz niesamowicie, ogromny talent. Fighting!!! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Ci za tak miłe słowa.
      Postaram się pisać więcej.
      Przeczytać takie słowa to dla mnie naprawdę duża mobilizacja do dalszego pisanie, więc za to także Ci dziękuje. =^.^=

      Usuń
  2. Łoooo to jest świetne i takie urocze :D

    OdpowiedzUsuń