:)

:)

czwartek, 30 kwietnia 2015

"New Life" Rozdział 8

Hejka.
Udało mi się wbić na kompa. Pozwolenie tatusia musiało być oczywiście.
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, ponieważ moi rodzice założyli hasło i nie mam jak wchodzić na komputer kiedy mi się zechce.
Ale obiecuję się postarać. :*
Zapraszam do czytania i komentowania.
Szczerze? Czasami mam wrażenie, że nikt tego nie czyta i zaczynam zastanawiać się, czy dalsze prowadzenie tego bloga ma jakikolwiek sens...

 *********************************************************************************


*********************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 8/?
Rodzaj: Slash, AU, Smut
Paring: HanJoo
Fandom: TOPP DOGG, SHINee, EXO
Ilość słów: 790
Raiting: +15
Ostrzeżenia: Raczej żadne



*B-JOO*
  Gdy Hansol oznajmił, że idą z Luhanem obudzić swoją ferajnę, odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem nawet przebywać w jego towarzystwie. Do tego nie wiem, co Luhan nagadał Hansolowi i na odwrót. Trochę się martwiłem, że Hansol się wkurzy i zacznie odgrywać się na mnie. Wychodząc z Hansolem Luhan odwrócił się do mnie i uniósł kciuk w górę. Najwyraźniej udało mu się coś wskórać. Uśmiechnąłem się z wdzięcznością.
  Naprawdę byłem mu wdzięczny, że przynajmniej spróbował porozmawiać z Hansolem. Bałem się przyznać, że naprawdę przejmuję się tym, jakie starszy ma zdanie na mój temat, a jego słowa strasznie mnie ranią.
  Zastanawiało mnie tylko, kiedy on zamierza spełnić swoja groźbę o tych moich niby najgorszych dwóch dniach. Jeśli nawet wcieliłby ten swój niecny plan w życie, to i tak wątpię, żeby cos mu to dało. Ja już posiadam swój najgorszy dzień w życiu i nic go nie przebije. Dzień śmierci mojego ojca… Nigdy tego nie zapomnę…
  Dzisiaj rodzice powinni wrócić, więc już nie będzie miał okazji. Ale ogólnie to pewnie będą dopiero po południu. A jest dopiero 12. Nie ma to jak śniadanie o 12…. Mogłem z Luhanem nie siedzieć tyle przed komputerem, to na pewno wcześniej bym wstał.
  Zastanawia mnie też, skąd Hansol wiedział o tym, że Luhan jest u mnie. A może to właśnie on był w nocy w moim pokoju i to on przykrył mnie i Luhana kołdrą? Nie. Niby, po co miałby to robić? Chyba, że ze względu na Luhana, w końcu to jego przyjaciel, a ja byłem tylko, jako dodatek. Nawet świadomość, że Hansol się mną nie przejmuje cholernie mnie boli.
  Nagle rozdzwonił się telefon domowy. Na dźwięk dzwonka podskoczyłem wystraszony. Skoro Hansol zajęty był ogarnianiem swoich przyjaciół, to raczej nie odbierze. Podniosłem się z krzesła i podszedłem do urządzenia. Podniosłem słuchawkę, odbierając.
  -Słucham?
  -Dzień doby, nazywam się, Kim Tae Yeon, dzwonię ze szpitala.
  Zdziwiłem się. Po co mogą do nas dzwonić ze szpitala?
  -Dzień dobry. Czy coś się stało?
  -Czy pańscy rodzice to, Kim JI Eun i Kim Sung Min?
  -Tak… - miałem złe przeczucia.
  -Z przykrością pana informuję, iż mieli oni wypadek samochodowy i obecnie znajdują się pod naszą opieką.
  Słowa kobiety zupełnie jakby do mnie nie docierały. Wypadek?! Jaki wypadek? Co się stało? To jakiś głupi żart? Bo jeśli tak, to wcale nie śmieszny. W oczach zebrały mi się łzy. Co z mamą? Oby nie jej się nie stało… Boże, jeśli istniejesz, proszę nie pozwól by umarła. Pozwoliłem łzom płynąć po moich policzkach.
  -Wypadek? Jak to się stało? – wyszeptałem do słuchawki ledwo słyszalnie, więc nie wiem czy kobieta mnie usłyszała. – Co z nimi?
  -Mężczyźnie nic nie jest i wyjdzie z tego. Niestety w o wiele gorszym stanie jest kobieta.
  Po tych słowach rozpłakałem się jeszcze bardziej. Nie, mama musi przeżyć. Nie może mnie tak zostawić, po prostu nie może.
  -Niedługo tam będę. Dziękuję za informację.
   Ledwo to powiedziałem i rozłączyłem się. Zacisnąłem dłoń na słuchawce. Nogi się pode mną ugięły i upadłem na podłogę płacząc.
  Hansol, trzeba mu powiedzieć. W końcu jest tam też jego ojciec.
  Z trudem podniosłem się z posadzki i poszedłem, a raczej pobiegłem do salonu.
  Zatrzymałem się w wejściu ledwo unikając kolejnego spotkania z ziemią. Oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Nie przestawałem płakać. Nie mogłem ani powstrzymać łez, ani wykrztusić z siebie chociaż jedno słowo.
  -Co się…? – zaczął Hansol patrząc na mnie przerażonym wzrokiem.
  -Rodzice – powiedziałem jedynie, a nowa fala szlochu rozeszła się po moim ciele, uniemożliwiając dalsze mówienie.



piątek, 24 kwietnia 2015

"New Life" Rozdział 7

Hejka.
Witam wszystkich, którzy w ogóle to czytają.
Z okazji tego, iż wczoraj skończyłam pisać testy gimnazjalne, dzisiaj dodaję kolejny rozdział.
Tak wiem, że miałam dodać w tamtym tygodniu, ale nie miałam czasu (za dużo nauki do egzaminów).
I przepraszam Cheshire Violet, że nie dodałam go wczoraj, ale niestety nie miałam kiedy, bo brat nie chciał mnie na komputer wpuścić.
No, ale w końcu dodaję, więc to się liczy najbardziej. :D
Miłego czytania. :*

***********************************************************************************


***********************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 7/?
Rodzaj: Slash, AU, Smut
Paring: HanJoo
Raiting: +15
Fandom: TOPP DOGG, EXO, SHINee
Ilość słów: 542
Ostrzeżenia: Nieliczne przekleństwa, ale tak to żadne... (chyba)



*HANSOL*
  Gdy B-Joo zatrzasnął mi drzwi tuż przed twarzą prychnąłem pod nosem. Tak samo było wtedy, gdy przyszedł do niego ten Xero, z dwa tygodnie temu.
  Wróciłem do swojego pokoju, by się w końcu przebrać w czyste i świeże ubrania. Właśnie skończyłem zapinać spodnie i ściągałem T-shirt, by założyć koszule, gdy usłyszałem Luhana. Zresztą, jego wrzask, bo krzykiem tego nazwać nie można było nazwać, słyszała chyba cała nasza dzielnica.
  Koszulę jedynie zarzuciłem na ramiona nawet jej nie zapinając.
  Do pokoju jak burza wpadł Luhan. Zanim drzwi się za nim zatrzasnęły, zdążyłem jeszcze zobaczyć przerażonego B-Joo. Mój przyjaciel był wściekły, ale nie miałem pojęcia, dlaczego.
  -Hej Lu – zacząłem z uśmiechem. – Co tam?
  -Ty się pytasz, „co tam”?! – krzyknął. Widocznie był wściekły na mnie.
  -Co się stało? – spytałem zdezorientowany.
  O co mu chodzi?
  -B-Joo się kurwa stał!
  Co najwyżej to on stał się tą kurwą. Ale tą informację zostawiłem dla siebie.
  -B-Joo? A co on ma do tego?
  -A to ma, że przyszedłem w jego sprawie – powiedział już spokojniej.
  -W jego? A dokładniej można?
  -Jak ty możesz go tak traktować?
  -Tak, czyli jak?
  -Słyszałem jak się do niego zwracasz.
  -Nie możesz powiedzieć w wprost? Nie chce mi się domyślać, o co ci chodzi…
  -Okej. Dlaczego nazywasz B-Joo dziwką?
  To o to mu chodziło?
  -Bo nią jest.
  -Nie jest. Wyjaśnił mi to. On już z tym skończył.
  -Luhan, dziwka zawsze pozostanie dziwką i koniec. Krótka historia. My nie mamy na to wpływu.
  -Tak? A spytałeś, chociaż dlaczego to robił?
  -Nie i nie zamierzam.
  -Phy, jesteś głupi – wywnioskował. – Przestaniesz się tak do niego zwracać?
  -Nie.
  -Hansol… - warknął ostrzegawczo.
  -Dobra, ale tylko w twojej obecności.
 -Okej. Przynajmniej to jakiś postęp.
  -Czyli, że doszliśmy do porozumienia – uśmiechnąłem się do niego. – A teraz idziemy do kuchni, bo jestem głodny.
  Luhan zaśmiał się i razem wyszliśmy z pokoju, by przejść do kuchni. Zastaliśmy tam B-Joo jedzącego śniadanie.
  -Wasi kumple jeszcze umierają w salonie – oznajmił.
  Cholera, całkowicie zapomniałem o reszcie paczki.
  -To ja pójdę ich obudzić. Lulu idziesz ze mną? Przy okazji powiem ci pewną nowinkę, która wczoraj cię ominęła.
  -Okej – zgodził się i poszedł za mną.
  B-Joo miał rację. Wszyscy imprezowicze spali albo na kanapie, fotelach, bądź na dywanie.
  -Co to za nowość, hym?
  -Taka – powiedziałem, wskazując na śpiących Taemina i Minho. Oni zajmowali całą kanapę. Spali przytuleni do siebie, Taemin z głową na klacie Minho, który obejmował go w pasie.
  -Taemin i Minho? Co z nimi?
  -Jeju – wyrzuciłem ręce w górę. – Ślepy jesteś? Widzisz gdzieś J-Dę?
  Luhan rozejrzał się w poszukiwaniu blondynki.
  -No nie.
  -Właśnie. Wczoraj Minho z nią zerwał i ogłosił jak gdyby nigdy nic, że ma chłopaka. A tym chłopakiem okazał się nasz słodki Taeminek.
  -Serio? – Luhan był lekko zdziwiony.
  -Nom.
  -To super. Chodź, budzimy ich. Muszę pogratulować naszej nowej parce.
  Zaczęliśmy budzić tych palantów. Jak tylko udało nam się zbudzić kapitana i jego chłopaka Luhan od razu się na nich rzucił, prawie płacząc ze szczęścia i życząc im jak najlepiej.
  Gdy wszyscy byli już na nogach i mieliśmy iść do kuchni coś zjeść, do salonu wpadł B-Joo. Zapłakany i roztrzęsiony. W ręce ściskał słuchawkę telefonu domowego.
  -Co się…? – zacząłem, ale przerwał mi wybuchając płaczem.
  -Rodzice – wykrztusił tylko poprzez salwy szlochu.
  Ale mi to wystarczyło. Już miałem pewność, że stało się coś strasznego.
  Tylko, co dokładnie?

czwartek, 9 kwietnia 2015

"New Life" Rozdział 6

Hejka wszystkim.
Witam po mojej jakże dłuuugiej nieobecności (tylko 2 dni).
Na jakże miłem życzenie mojej przyjaciółki, która zagroziłam mi, że jak nie wstawię kolejnego rozdziału to się na mnie obrazi, więc go wstawiam.
Przewiduję, iż następny rozdział pojawi się gdzieś tak za tydzień.
Zapraszam do czytania.

***********************************************************************************












********************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 6/?
Rodzaj: AU, Slash, Trochę fluff
Paring: HanJoo, JongKey, 2Min, Luhan x Xero
Fandom: TOPP DOGG, SHINee, EXO, EVOL
Ilość słów: 790
Ostrzeżenia: Przekleństwa.



*HANSOL*
  Obudziłem się ze strasznym bólem głowy, ale przynajmniej we własnym łóżku. No i chyba wszystko pamiętam. Przypominam sobie, że Minho oznajmił nam, że chodzi z Taeminem, wkurzoną Yeonju, potem wróciliśmy do zabawy, następnie moje zauważenie braku Luhana, i to, że poszedłem go szukać…
  O kurwa…
  Znalazłem go przecież w pokoju B-Joo. Czy oni się przespali? Jeszcze bardziej wytężyłem pamięć i odetchnąłem z ulgą.
  Będę musiał spytać się Luhana skąd wziął się w pokoju B-Joo.
  Postanowiłem iść i sprawdzić, czy mój przyjaciel jeszcze tam jest.
*B-JOO*
  Wstałem i ze zdziwieniem zauważyłem, że na łóżku obok mnie śpi ktoś jeszcze. A no tak, Luhan.
  -Hyung, wstawaj – powiedziałem lekko potrząsając jego ramieniem. A ten po prostu odwrócił się na drugi bok i dalej spał. – Luhan, Xero przyszedł i właśnie się rozbiera – powiedziałem mu do ucha, a starszy natychmiast poderwał się z łóżka i zaczął rozglądać.
  -Gdzie? – zapytał nieprzytomnym i zaspanym głosem.
  Wybuchłem głośnym śmiechem.
  -Ja tylko żartowałem. Nie mogłem cię obudzić, więc musiałem coś wymyślić. Na początku pomyślałem, żeby wylać ci na twarz szklankę zimnej wody, ale wtedy zalałbym również swoje łóżko, więc wykorzystałem inną taktykę – wyjaśniłem mu, dalej się śmiejąc.
  -Phy, wredny jesteś, wiesz?
  -Wiem, wiem. Taki już mój urok – odpowiedziałem, uśmiechając się do niego niewinnie.
  -Haha, niezły żart – zaśmiał się sarkastycznie. – Ja już się zmywam, nie chcę ci się narzucać.
  -Ej nie, możesz zostać. Wcale mi się nie narzucasz. Fajnie się z tobą rozmawia. A poza tym i tak nie wypuszczę cię głodnego.
  -Śniadanie o 12?
  -Szczegóły...
  -No dobra, nie będę się z tobą kłócił…
  -To dobrze. Idziemy coś zjeść – oznajmiłem stanowczo.
  -Jakiś ty pewny siebie – mruknął.
  -Zdarza się. Chcesz może jakieś ciuchy na zmianę? – zapytałem, przypominając sobie, że obaj zasnęliśmy w ubraniach. Ja się już przebrałem, ale Luhan może czuć się nie komfortowo. – Jesteśmy podobnej budowy, więc pewnie będą na ciebie pasować.
  -Okej – powiedział.
  -Weź sobie coś z garderoby – wskazałem na drzwi prowadzące do pomieszczenia.
  -Spoko. Dzięki B-Joo – chłopak uśmiechnął się z wdzięcznością i ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się z ręką na klamce i z powrotem odwrócił się do mnie. – Dobrze, że w nocy wziąłeś kołdrę, bo byśmy zmarzli.
  -Ale ja tego nie zrobiłem – zaprzeczyłem zdziwiony. – Myślałem, że TY to zrobiłeś.
  -To nie byłem ja.
  -To, kto?
  -Nie mam zielonego pojęcia, ale chwała mu za to.
  Luhan wszedł do środka, a ja z powrotem usiadłem na łóżku, czekając na niego. W międzyczasie zastanawiałem się, kto mógł być w nocy w moim pokoju. Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos otwieranych drzwi. Spojrzałem w stronę garderoby, ale te nadal były zamknięte. Przeniosłem wzrok na drzwi wejściowe, które jak się okazało były otwarte. Stał w nich Hansol, rozglądając się jakby kogoś lub czegoś szukał. Wyglądał strasznie. Włosy sterczące na wszystkie strony, rozmazany eyeliner, wymięte ubrania. Do tego był strasznie blady, przez co bardziej przypominał kościotrupa, a nie normalnego człowieka. Gdy jego wzrok zatrzymał się na mnie, na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia o obrzydzenia. Spuściłem wzrok na podłogę, nie chcąc na to patrzeć. Nie mogłem tego znieść. Czułem się jakbym był winny temu, że żyję.
  -Szukasz czegoś? – zapytałem zimno.
  -Ta. Jest jeszcze Luhan?
  -Luhan? Skąd pomysł, że on może być u mnie? Przecież to twój przyjaciel…
  -Po prostu wiem, że u ciebie był. Ostatni raz się pytam i radze, co odpowiedzieć dziwko. Jest Luhan?
  Z bólem przymknąłem oczy słysząc jak się do mnie zwrócił.
  -Jest, a teraz wypad. Jak się ubierze, to wyślę go do ciebie. Nie życzę sobie twojej obecności w moim pokoju.
  -O, naprawdę? A ja myślałem, że dziwki uwielbiają towarzystwo każdego.
  -To się pomyliłeś, a teraz wyjazd – wstałem szybko i nie dając mu szansy odpowiedzi zatrzasnąłem mu drzwi tuż przed twarzą.
  W tym momencie z garderoby wyszedł przebrany już Luhan. Miałem rację, że moje ciuchy będą na niego pasować.
  -To był Hansol?
  -Tak, był.
  -Dlaczego on się tak do ciebie zwracał?
  -Tak, czyli jak?
  -B-Joo nie udawaj głupiego… - westchnął.
  -Nie udaję.
  -Dlaczego Hansol mówił na ciebie per „dziwka”?
  -Nie odpuścisz, prawda? – zapytałem zrezygnowany. Chińczyk pokręcił głową. – To długa historia, ale w skrócie wygląda to tak, że Hansol dowiedział się o moim poprzednim życiu towarzyskim i teraz nie daje mi spokoju…
  -Byłeś prostytutką? – zapytał Luhan z niedowierzeniem.
  -Tak, byłem.
  -Ale już nie jesteś, co nie?
  -Nie.
  -Skoro tak, to Hansol nie ma prawa cię tak upokarzać.
  -Oj tam…
  -Nie żadne „oj tam”… Już ja mu przemówię do rozumu… - powiedział pod nosem, ale i tak go usłyszałem. Zarwałem się z łóżka, na którym usiadłem po zamknięciu drzwi przed Hansolem. Niestety zanim zdążyłem go powstrzymać, chłopak już zmierzał w stronę drugiego pokoju. Wkurzony, trzeba dodać. – KIM HAN SOL! MAMY DO POGADANIA!
  -Luhan nie! Kurwa, stój do cholery!
  Ten mnie nie słuchał i jak gdyby nigdy nic wszedł do pokoju chłopaka, trzaskając na dodatek drzwiami,
  Cholera, no to mam przejebane…

wtorek, 7 kwietnia 2015

"Spotkanie"

Hejka.
Wiem, że już prawie po świętach, ale chciałam coś dodać, więc tak oto powracam z tym one-shot'em.
Możliwe, że pod koniec tego tygodnia (gdzieś tak sobota lub niedziela) pojawi się kolejny rozdział "New Life".
Zapraszam was do czytania i komentowania. :*

*****************************************************************************



***********************************************************************************



Tytuł: "Spotkanie"
Ilość: One-Shot
Paring: ZiKwon, Sungmin x Taewoon
Fandom: Block B, SPEED
Rodzaj: Fluff
Ilość słów: 2 657
Ostrzeżenia: nieliczne przekleństwa

 Całe Block B siedziało w salonie przed telewizorem, oglądając przyniesiony przez U-Kwona film, który zainteresował wszystkich... No prawie. Jedynie lider leżał na kanapie i ze znudzeniem spoglądał na ekran. W ogóle nie interesowało go to, co się tam działo. Już prawie usypiał, gdy zadzwonił jego telefon. Odebrał, każąc chłopakom ściszyć trochę film.
 -Halo?
 -Czy ty nigdy nie patrzysz, kto do ciebie dzwoni? - w słuchawce odezwał się bardzo dobrze mu znany, chociaż tak dawno przez niego słyszany głos.
 -Jiseok! - wykrzyknął ucieszony.
 -Ej, ej... Spokojnie, bo mi bębenki w uszach pękną - zaśmiał się jego brat.
 -No, co stęskniłem się za moim starszym braciszkiem - powiedział urażony.
 -Hehe, domyślam się. Ja za tobą też - powiedział, dalej ze śmiechem.
 -No, jak tak u ciebie? - zapytał Zico.
 -Spoko. Nie narzekam - odpowiedział. - A u ciebie?
 -Też okej. Właśnie siedzę i oglądam jakiś nudny film, przytargany przez jednego z tych idiotów.
 -Ej, ja ci dam idiotę! Młodszy jesteś - odezwał się U-Kwon i rzucił w niego poduszką.
 -Hehe zachichotał Taewoon. - Słyszę, że nie nudzi wam się tam.
 -No raczej nie. Z nimi nigdy nie ma nudy.
 -Domyślam się...
 -A jak u was?
 -Spoko. Też wariatkowo, ale da się wytrzymać. Przyzwyczaiłem się do tego.
 -No, jako liderzy powinniśmy. A tak w ogóle, to, po co dzwonisz?
 -A, zapomniałbym. Zorganizowałem spotkanie.
 -Spotkanie? Jakie spotkanie? - Zico nie ogarniał zbytnio, o co mu chodzi.
 -Jak to, jakie? Nasze - odpowiedział, ale ten dalej był lekko zdezorientowany.
 -Nasze? Że twoje i moje?
 -Nie, matołku. Zespołów.
 -Serio? SPEDD i Block B w jednym pomieszczeniu. Wątpię, że po ostatnim menadżerzy się na to zgodzą - wyraził swoją opinię Jiho.
 -Już z nimi gadałem. Zgodzili się. Ale pod jednym warunkiem. Mamy pilnować tych dzieciaków, żeby nie było tak jak poprzednio, bo inaczej już w ogóle nam nie pozwolą - wyjaśnił Taewoon.
 -Hymm... Może być ciekawie.
 -No to spytaj chłopaków, co oni na to i jak się zgodzą, to jutro się spotkamy.
 -Okej - na chwilę odłożył telefon i zwrócił się do tej bandy wariatów: - Ej, chłopaki, mam dla was propozycję.
 -Wal - powiedział najstarszy, Taeil.
 -Rozmawiam właśnie z Jiseokiem-hyungiem i on powiedział, że gadał ze swoim menadżerem i oni zgodzili się na spotkanie naszych zespołów. Co wy na to, żeby jutro spotkać się z chłopakami ze SPEED?
 -A będzie Sungmin? - spytał od razu U-Kwon. Po naszym ostatnim spotkaniu ta dwójka bardzo się ze sobą zaprzyjaźniła. Zico było o ten fakt zazdrosny, ale tolerował wybór starszego.
 Przyłożył telefon z powrotem do ucha.
 -U-Kwon pyta się, czy będzie Sungmin.
 -No będzie, będzie. Trochę trudno o jego nieobecność, skoro jest w zespole - Jiho włączył na głośnik, tak, żeby U-Kwon słyszał i on nie musiał powtarzać.
 -No to ja się zgadzam! - wykrzyknął ucieszony. - A wy chłopaki?
 -Jasne, że tak! - odpowiedzieli zgodnie chórem.
 -No, to do jutra - odpowiedział Jiseok.
 -Do jutra! - wykrzyknęli chłopcy i Zico rozłączył się.
 -Czekaj, a gdzie mamy się w ogóle spotkać?
 -Cholera, zapomniałem o tym - mruknął Zico i wybrał numer brata. Po chwili Taewoon odebrał.
 -No?
 -Jiseok, a gdzie się spotkamy?
 -Tak ja wtedy, pasuje wam.
 -No okej. Dobra, to na razie.
 -No narka.
 -Spotykamy się tak jak wtedy. U nich w dormie. Postarajcie się tym razem niczego nie rozwalić, bo to nasza ostatnia szansa.
 -Spoko - odpowiedział Taeil. - A teraz spać - zarządził na koniec.
 -Ej nieeee - jęknęli wszyscy poza Jiho. - Zico, powiedz coś, w końcu to ty jesteś liderem.
 -Nie, Taeil ma rację. Jeśli chcecie jutro być wyspani i nie umierać na spotkaniu, to trzeba iść już do łóżek.
 -Ale jest dopiero 22 - jęknął Kyung.
 -I, co z tego? Znając was to nawet idąc teraz zaśniecie dopiero, o 24, więc nie kłócić się i wyjazd z stąd - zarządził lider i sam poszedł do łazienki pod prysznic, a następnie do pokoju, który dzielił z U-Kwonem. Chłopak siedział na swoim łóżku i sms'ował zapewne z Sungminem o tym, co będą robić jutro jak już się spotkają. Ale dla upewnienia się spytał:
 -Z, kim tak zawzięcie piszesz, hyung?
 -Z Sungminem.
 -Spoko. Jakby, co to łazienka jest już wolna.
 -Okej.
 Chłopak wstał i poszedł do łazienki.
 Zico położył się i rozmyślał, co ma robić. Jutro spotka się z bratem, więc może przynajmniej trochę odpocznie. Z tą myślą zasnął.
 U-Kwon po umyciu się i przebraniu wyszedł z łazienki i od razu zobaczył, że Zico zasnął nie przykrywając się kołdrą. Wiedział, że ten rozmyślając o wszystkim zawsze zapomina o tej czynności. Westchnął i podszedł do łóżka młodszego i sam go okrył. Będąc już w swoim łóżku wyszeptał:
 -Dobranoc.
 Nawet nie spodziewał się odpowiedzi ze strony chłopaka. Po chwili również i on zasnął.
    *Następnego dnia*
 Chłopcy wstali, a raczej zostali zbudzeni przez Zico o godzinie 9. O 11 mieli być w dormie SPEED, więc lider uznał, że w dwie godziny powinni się wyrobić. O 10.30 cała siódemka zebrała się przy wyjściu, a następnie wsiedli do wana i ruszyli w drogę.
 Dormy obu zespołów nie leżały daleko od siebie, więc już po 20 minutach byli na miejscu.
 Wygramolili się z samochodu, ale Taeil to nie byłby on, gdyby się nie potknął i nie wywalił. Lecąc popchnął, U-Kwona, który wylądował na Zico. Ten amortyzując upadek objął go ramionami i w takiej pozycji chłopaki upadli na trawę.
 -Przepraszam dongsaeng, ale to ta fajtłapa mnie popchnęła. Nic ci nie jest? - spytał troskliwie starszy.
 -Nie, wszystko okej, hyung. A tobie nic?
 -Zważywszy na to, iż robiłeś za mój amortyzator, to raczej nic mi nie jest.
 -Ciszę się, że mogłem pomóc, ale czy mógłbyś już ze mnie zejść? - zapytał Zico, lekko skrępowany ich pozycją.
 -Byłbym w stanie to zrobić, gdybyś mnie nie obejmował - zaśmiał się starszy.
 -A, no tak, przepraszam - powiedział Zico, puszczając go i wstając.
 -Chodźmy - powiedział Jaehyo, gdy obaj już stali.
 Całą bandą podeszli do drzwi i Zico, jako iż jest liderem, zapukał. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął Taeil.
 -Jiseok! - krzyknął Zico i rzucił się bratu na szyję.
 -Cześć młody - zaśmiał się starszy, przytulając go do siebie. - Wczoraj chciałeś, żebym ogłuchł, a dzisiaj chcesz mnie udusić?
 -Przesadzasz hyung - westchnął Zico, ale odsunął się od niego. - Dobra, ni..
 Pewna osoba nie dała mu dokończyć, przebiegając koło niego jak burza i krzycząc:
 -U-Kwon hyung! - a następnie skacząc na chłopaka i wieszając się na nim. Oczywiście tym kimś był nie, kto inny, jak słodki maknae SPEED, Sungmin.
 -Sungmin-ah hej - powiedział uśmiechnięty, Kim, obejmując młodszego w pasie i mocno przytulając. - Chodź do środka, bo się przeziębisz. Zimno jest.
 Chłopak miał rację. Była zima, całe Block B w ciepłych kurtkach i czapkach, a ten wybiega sobie w samym swetrze i zadowolony...
 Gdy już wszyscy weszli, zdjęli wierzchnie odzienie, buty i czapki, przeszli do salonu, gdzie czekało na nich całe SPEED.
 Powitaniom, uściskom i śmiechu nie było końca. W pewnym momencie Kyung powiedział:
 -Macie naprawdę słodkiego maknae. Zobaczcie na niego.
 Chłopak nieświadomy tego, iż dwanaście par oczu się na niego gapi, dalej smacznie sobie spał na kanapie.
 -Ta, a spróbuj go tknąć, to zginiesz z ręki Taewoona w następnej sekundzie - powiedział Taeha.
 -Serio? To, dlaczego U-Kwon jeszcze nie zginą?
 -O to, to się Taewoona pytaj, a nie mnie - odpowiedział Taeha.
 -Ale, dlaczego miałby zginąć?
 -Bo Taewoon nie lubi, jak ktoś tknie Sungmina nawet jednym palcem - wyjaśnił. - Och, ta liderska troska... - westchnął na koniec.
 -Dobra, a moglibyście nie rozmawiać o mnie, tak jakby mnie tu nie było? - Taewoon posłał im wrogie spojrzenie. - A poza tym, to przecież jasne, że martwię się o Sungmina, w końcu to nasz maknae.
 Zico przez cały czas patrzył na swojego brata i wiedział, że ten kłamie. Znał go za dobrze, by to poznać. Postanowił z nim porozmawiać, ponieważ wiedział, jaki on jest i wiedział, że to nie jest żadna liderska troska o maknae, tylko zwykła zazdrość.
 -Jiseok, możemy pogadać na osobności? - zwrócił się do niego.
 -No okej. To chodźmy do mojego pokoju - powiedział i wstał z podłogi, na której dotychczas siedział, ale przed wyjściem zwrócił się do chłopaków z obu zespołów. - A wy, postarajcie się nie zdemolować salonu, jak nas nie będzie, okej?
 -Postaramy się - odpowiedział za wszystkich Jungwoo, jako ten najstarszy - ale nic nie obiecujemy.
 Taewoon westchnął cierpiętniczo, ale wyszedł, a za nim brat. Gdy znaleźli się w pokoju Jiseoka, ten zapytał:
 -To, o czym chciałeś ze mną pogadać?
 -O Sungminie - odpowiedział Zico.
 -O Sungminie? A co z nim?
 -No, nie do końca o nim...
 -To, o czym, do cholery? - niecierpliwił się starszy z rodzeństwa.
 -Spytam prosto z mostu. Czy ty coś czujesz do Sungmina?
 -Do Sungmina? No jasne, lubię go.
 -Nie o to pytałem. Czy ty go lubisz bardziej niż przyjaciela?
 Taewoon spojrzał na niego zszokowany.
 Cholera przejrzał mnie. No, ale co się dziwić, w końcu to mój brat i zna mnie najlepiej.
 -Ja? W sensie, czy go kocham?
 -Brawo Sherlocku, domyśliłeś się.
 -Pogięło cię? Ja zakochany? I to jeszcze w Sungminie? - naskoczył na niego.
 -To tak czy nie? Zdecyduj się.
 -Nie, nie jestem w nikim zakochany - odpowiedział Jiseok, ale nie patrzył się bratu w oczy.
 -Kłamiesz - stwierdził Jiho.
 -Mówię prawdę - upierał się dalej Taewoon.
 -Tak? To spójrz mi w oczy, a nie uciekasz spojrzeniem - rzucił mu wyzwanie.
 Taewoona zatkało. Nie potrafił go okłamać, więc stwierdził, że najlepiej będzie powiedzieć całą prawdę.
 -Dobra, wygrałeś. Tak, kocham go.
 -To, dlaczego on o tym nie wie?
 - Bo mu nie powiedziałem? - zadał ironiczne pytanie Taewoon.
 -Dlaczego?
 Taewoon postanowił, że tym razem to on zadziwi brata.
 -Zapewne z tych samych powodów, z jakich ty nie powiedziałeś U-Kwonowi.
 Ten spojrzał na niego zdziwiony.
 -Co?
 -Nie udawaj. Myślisz, że nie zauważyłem, z jaką zazdrością i złością patrzysz na Sungmina i U-Kwona, gdy się przytulają, bądź tylko rozmawiają.
 -Dobra, też mnie masz. Tak, też się zakochałem.
 Na chwilę między nimi zapanowała cisza, przerwana nagłym wybuchem śmiechu starszego. Zico popatrzył na niego jak na wariata.
 -A ty, z czego się jarzysz?
 -Z nas.
 -Z nas? Dlaczego?
 -Pamiętasz jak w dzieciństwie mówiliśmy, ż nigdy się nie zakochamy?
 -No się, pamiętam, ale co?. - urwał. - A czaję. No widzisz, obaj wpadliśmy po uszy.
 -No, na to wygląda. I co z tym zrobimy, co?
 -A co mamy robić?
 -Wiesz, ja mam dość ukrywania moich uczuć.
 -No, ja też. Ale najpierw trzeba dowiedzieć się, co łączy Sungmina i U-Kwona.
 -A co może ich łączyć?
 -Nie zauważyłeś, że są ze sobą bardzo blisko?
 -No niby są...
 -To chodź trzeba obczaić, na czym stoimy.
 -Okej.
 Gdy chłopcy wrócili do salonu, byli w szoku.
 -Jiho, czy ty widzisz to samo, co ja? - spytał Taewoon.
 -Chyba tak - mruknął Zico, który przetarł oczy, żeby upewnić się, czy aby nie śni. - Nie wierzę.
 Członkowie obu zespołów siedzieli w kole i w spokoju rozmawiali.
 -Yy... Chłopaki, o co wam chodzi? - spytał Jungwoo, patrząc na liderów.
 -Nie wierzę. WY nic nie rozwaliliście - odpowiedział mu Zico. - To będzie trzeba w kalendarzu zapisać, jako jakieś święto.
 -Oj, nie przesadzaj hyung - zaśmiał się Sungmin, który zdążył się już obudzić i teraz siedział oparty o bok U-Kwona, a z kolei ten drugi obejmował go ramieniem.
 Bracia wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. W końcu głos zabrał Taewoon.
 -Sungmin, U-Kwon mam do was jedno pytanie - wymienieni spojrzeli na niego w oczekiwaniu.
 -Chcesz to pytaj - powiedział U-Kwon.
 -Co łączy waszą dwójkę? - rzucił prosto z mostu.
 -Że nas dwóch... Przyjaźnimy się, nie widać?
 -Przyjaźnicie się ta? I nic więcej?
 -Czeka, czekaj. Hyung? Czy ty sugerujesz, że my jesteśmy parą? - tym razem odezwał się najmłodszy.
 -A nie jesteście?
 -Nie. My po prostu się przyjaźnimy. P-R-Z-Y-J-A-Ź-N-I-M-Y. Dotarło?
 -Dotarło, dotarło.
 -Okej, U-Kwon mogę cię na chwilę prosić? - wtrącił się Zico.
 -Jasne - odpowiedział Yukwon i poszedł za nim do kuchni, porozmawiać na spokojnie.
 -A ja chciałbym porozmawiać z tobą Sungminie.
 -Ochoo, podwójny przypał... - zaśmiał się złośliwie Taeha.
 -No okej Taewoon hyung - maknae również wstał, posyłając wrogie spojrzenie koledze i razem z liderem zniknął za drzwiami ich wspólnego pokoju.
   *W kuchni*
 -To, o czym chciałeś ze mną pogadać, dongsaeng? - spytał U-Kwon stając naprzeciwko Zico, który oparł się o lodówkę.
 -Ty nic nie czujesz do Sungmina, prawda?
 -Lubię go i traktuję jak młodszego brata, a co?
 -Nie, nic - Zico nie mógł przemóc się, żeby wyznać mu prawdę. Może łatwiej by mu było, gdyby był starszy od U-Kwona, no, ale nie był i musiał sobie jakoś poradzić. Bał się, że ten go odrzuci, zwyzywa i wyśmieje. Tego by chyba nie przeżył.
 -Ty jesteś zazdrosny! - wywnioskował starszy.
 -Wcale, że nie! - zaprzeczył od razu Jiho, ale zdradziecki rumieniec wpełzł na jego twarz.
 -Jesteś, jesteś... Widać.
 -A to niby, po czym? - rzucił buntowniczo, zaplatając ramiona na piersi.
 -Hymm.. - Yukwon podszedł do niego i opuszkami palców lekko dotknął policzka młodszego. - Na przykład ten słodki rumieniec.
 -Ja wcale się nie rumienię.
 -No nie wiem. Ślepy chyba jeszcze nie jestem.
 -Och, przymknij się... - rzucił Jiho pod nosem, spuszczając wzrok na swoje stopy.
 -Okej - zgodził się U-Kwon. Już odwrócił się, żeby odejść, ale młodszy go powstrzymał.
 -Poczekaj - Zico złapał go za rękaw, zatrzymując w miejscu. - Masz rację, jestem o ciebie zazdrosny.
 -Ale, dlaczego? - U-Kwon domyślił się powodu, ale chciał usłyszeć to z jego ust.
 -Ale obiecujesz, że się nie wkurzysz?
 -Obiecuję - zapewnił.
 -B-bo j się w to-tobie za-zakochałem - wykrztusił zdenerwowany Zico.
 -Jiho, nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego powodu cieszę.
 -A-ale jak to? - nie dowierzał młodszy.
 U-Kwon westchnął cierpiętniczo, podszedł do niego i pocałował go prosto w usta. Zico był zaskoczony, ale oddał tą pieszczotę bardzo chętnie. U-Kwon przycisnął go całym ciałem do lodówki, pogłębiając pocałunek jeszcze bardziej. Po dość długiej chwili oderwał się od niego, by zaczerpnąć powietrza.
 -Bo też cię kocham, głuptasie - wyszeptał tuż przy jego ustach.
 Tym razem to Zico go pocałował. Ich usta znów połączyły się w namiętnym tańcu na długi czas, nie potrzeba im było więcej słów.
    *W tym samym czasie w pokoju*
 -Coś się stało hyung? - spytał Sungmin siadając po turecku na swoim łóżku. Taewoon oparł się o drzwi, naprzeciwko niego.
 -Chciałem się dowiedzieć, czy ciebie na pewno nic nie łączy z U-Kwonem.
 -Hyung, przecież już mówiliśmy, że jesteśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi - wkurzył się maknae, no, bo ile razy można powtarzać jedną rzecz, aż do kogoś dotrze.
 -Skoro nic was nie łączy, to, dlaczego się tak wściekasz?
 -Bo do ciebie nic nie dociera! Nie kocham U-Kwona, tylko... - przerażony, że powiedział za dużo, zakrył usta dłonią.
 -Tylko, kogo? Dokończ, jak już zacząłeś - Taewoon spojrzał na niego wyczekująco.
 -Nie ważne - Sungmin spuścił wzrok na dywan, byle nie patrzeć na starszego.
 -Spoko, mi możesz powiedzieć. Może pomogę ci w zdobyciu tej osoby?
 Sungmina zraniły słowa starszego. Czy on jest, aż taki głupi i ślepy? Nawet nie zauważył, że po jego policzkach płynął słone łzy.
 -Sungmin-ah, ty płaczesz? - lider zmartwił się, widząc łzy na twarzy chłopaka.
 -Nie, wydaje cię się - odparł Sungmin.
 Taewoon nie zważając na jego słowa, podszedł do niego, kucnął, złapał jego twarz w dłonie i wytarł spływające łzy.
 -Nie płacz. Przecież nie masz powodu do płaczu.
 -A właśnie, że mam.
 -Jaki?
 -Ciebie.
 -Mnie? Dlaczego mnie?
 -Bo jesteś ślepy i głupi!
 -Ja ślepy i głupi? Niby, w jakim sensie?
 -Bo nie widzisz, że to ciebie naprawdę kocham. Ciebie. Nie U-Kwona, czy kogokolwiek innego, tylko ciebie.
 Taewoon był zdziwiony. Zdziwiony tym, że ten słodki chłopak, w którym był zakochany do szaleństwa odwzajemnia jego uczucia.
 Nie powstrzymując się dłużej, pocałował go. Sungmin nie spodziewał się tego. Przez chwilę nie reagował, pozwalając działać Taewoonowi. Zamknął oczy i oddał się przyjemności.
 Taewoon czując, że młodszy mu ulega popchnął go na łóżko, nie przerywając pocałunku. Oderwali się od siebie dopiero, gdy zabrakło im tchu.
 -Sungmin, ja też cię kocham.
 -Cieszę się, ale lepiej wróćmy do reszty, bo dom rozniosą - powiedział Sungmin, próbując ukryć rumieniec na policzkach.
 Obaj podnieśli się z łóżka i wyszli z pokoju.
 Na szczęście dom zastali w całości...