:)

:)

piątek, 24 kwietnia 2015

"New Life" Rozdział 7

Hejka.
Witam wszystkich, którzy w ogóle to czytają.
Z okazji tego, iż wczoraj skończyłam pisać testy gimnazjalne, dzisiaj dodaję kolejny rozdział.
Tak wiem, że miałam dodać w tamtym tygodniu, ale nie miałam czasu (za dużo nauki do egzaminów).
I przepraszam Cheshire Violet, że nie dodałam go wczoraj, ale niestety nie miałam kiedy, bo brat nie chciał mnie na komputer wpuścić.
No, ale w końcu dodaję, więc to się liczy najbardziej. :D
Miłego czytania. :*

***********************************************************************************


***********************************************************************************

Tytuł: "New Life"
Ilość: 7/?
Rodzaj: Slash, AU, Smut
Paring: HanJoo
Raiting: +15
Fandom: TOPP DOGG, EXO, SHINee
Ilość słów: 542
Ostrzeżenia: Nieliczne przekleństwa, ale tak to żadne... (chyba)



*HANSOL*
  Gdy B-Joo zatrzasnął mi drzwi tuż przed twarzą prychnąłem pod nosem. Tak samo było wtedy, gdy przyszedł do niego ten Xero, z dwa tygodnie temu.
  Wróciłem do swojego pokoju, by się w końcu przebrać w czyste i świeże ubrania. Właśnie skończyłem zapinać spodnie i ściągałem T-shirt, by założyć koszule, gdy usłyszałem Luhana. Zresztą, jego wrzask, bo krzykiem tego nazwać nie można było nazwać, słyszała chyba cała nasza dzielnica.
  Koszulę jedynie zarzuciłem na ramiona nawet jej nie zapinając.
  Do pokoju jak burza wpadł Luhan. Zanim drzwi się za nim zatrzasnęły, zdążyłem jeszcze zobaczyć przerażonego B-Joo. Mój przyjaciel był wściekły, ale nie miałem pojęcia, dlaczego.
  -Hej Lu – zacząłem z uśmiechem. – Co tam?
  -Ty się pytasz, „co tam”?! – krzyknął. Widocznie był wściekły na mnie.
  -Co się stało? – spytałem zdezorientowany.
  O co mu chodzi?
  -B-Joo się kurwa stał!
  Co najwyżej to on stał się tą kurwą. Ale tą informację zostawiłem dla siebie.
  -B-Joo? A co on ma do tego?
  -A to ma, że przyszedłem w jego sprawie – powiedział już spokojniej.
  -W jego? A dokładniej można?
  -Jak ty możesz go tak traktować?
  -Tak, czyli jak?
  -Słyszałem jak się do niego zwracasz.
  -Nie możesz powiedzieć w wprost? Nie chce mi się domyślać, o co ci chodzi…
  -Okej. Dlaczego nazywasz B-Joo dziwką?
  To o to mu chodziło?
  -Bo nią jest.
  -Nie jest. Wyjaśnił mi to. On już z tym skończył.
  -Luhan, dziwka zawsze pozostanie dziwką i koniec. Krótka historia. My nie mamy na to wpływu.
  -Tak? A spytałeś, chociaż dlaczego to robił?
  -Nie i nie zamierzam.
  -Phy, jesteś głupi – wywnioskował. – Przestaniesz się tak do niego zwracać?
  -Nie.
  -Hansol… - warknął ostrzegawczo.
  -Dobra, ale tylko w twojej obecności.
 -Okej. Przynajmniej to jakiś postęp.
  -Czyli, że doszliśmy do porozumienia – uśmiechnąłem się do niego. – A teraz idziemy do kuchni, bo jestem głodny.
  Luhan zaśmiał się i razem wyszliśmy z pokoju, by przejść do kuchni. Zastaliśmy tam B-Joo jedzącego śniadanie.
  -Wasi kumple jeszcze umierają w salonie – oznajmił.
  Cholera, całkowicie zapomniałem o reszcie paczki.
  -To ja pójdę ich obudzić. Lulu idziesz ze mną? Przy okazji powiem ci pewną nowinkę, która wczoraj cię ominęła.
  -Okej – zgodził się i poszedł za mną.
  B-Joo miał rację. Wszyscy imprezowicze spali albo na kanapie, fotelach, bądź na dywanie.
  -Co to za nowość, hym?
  -Taka – powiedziałem, wskazując na śpiących Taemina i Minho. Oni zajmowali całą kanapę. Spali przytuleni do siebie, Taemin z głową na klacie Minho, który obejmował go w pasie.
  -Taemin i Minho? Co z nimi?
  -Jeju – wyrzuciłem ręce w górę. – Ślepy jesteś? Widzisz gdzieś J-Dę?
  Luhan rozejrzał się w poszukiwaniu blondynki.
  -No nie.
  -Właśnie. Wczoraj Minho z nią zerwał i ogłosił jak gdyby nigdy nic, że ma chłopaka. A tym chłopakiem okazał się nasz słodki Taeminek.
  -Serio? – Luhan był lekko zdziwiony.
  -Nom.
  -To super. Chodź, budzimy ich. Muszę pogratulować naszej nowej parce.
  Zaczęliśmy budzić tych palantów. Jak tylko udało nam się zbudzić kapitana i jego chłopaka Luhan od razu się na nich rzucił, prawie płacząc ze szczęścia i życząc im jak najlepiej.
  Gdy wszyscy byli już na nogach i mieliśmy iść do kuchni coś zjeść, do salonu wpadł B-Joo. Zapłakany i roztrzęsiony. W ręce ściskał słuchawkę telefonu domowego.
  -Co się…? – zacząłem, ale przerwał mi wybuchając płaczem.
  -Rodzice – wykrztusił tylko poprzez salwy szlochu.
  Ale mi to wystarczyło. Już miałem pewność, że stało się coś strasznego.
  Tylko, co dokładnie?

1 komentarz:

  1. Uuu jestem pierwsza XDD
    Rozdział jak zawsze super i czekam na więcej, jak dotychczas😉
    Pisz jak tylko możesz bo dajesz tym dużo radości na przykład mi xD
    Powodzenia w dalszym pisaniu😘

    OdpowiedzUsuń